1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

BioShock (Xbox 360)

Do dziś pamiętam, jak odpaliłem po raz pierwszy System Shock 2. Pierwsze co od samego początku widział każdy gracz, to grafika, niesamowita, doskonała pod praktycznie każdym względem. Ale cóż, w końcu był to silnik Thiefa. Looking Glass zrobiło naprawdę przyzwoity engine, dopracowany w każdym miejscu. Po pięciu minutach do każdego docierała myśl, że to nie jest kolejny FPS albo RPG. Przytłaczający, mroczny klimat doskonale o tym mówił. Już pierwsza poważna scena ma wiele wspólnego z filmami gore - kobieta uciekająca przed potworem obdartym ze skóry trzymającym shotguna... Jakkolwiek mało strasznie brzmi to dzisiaj, wtedy napędzało stracha wielu graczom. Ba, SS2 nadal lekką grą nie jest.

BioShock

Bioshock zaczyna się bardzo podobnie. Tu też przez szybę widzimy brutalność przeciwnika. I od samego początku wiemy, że to nie będzie tylko FPS. Jucha tryska tu prawie jak w poprzedniku, choć nieco bardziej nowoczesna grafika lepiej działa na emocje gracza. Światy przedstawione mają wiele cech wspólnych: poczynając od nieco podobnych potworów, poprzez drobiazgi takie jak maszyny wydające surowce, kończąc zaś na motywie katastrofy. Rapture, podobnie jak dawniej Von Braun jest osamotnionym miejscem, w którym ludzie zdani są tylko na siebie. Te pierwsze wybudowane zostało przez najsławniejszych, najlepszych naukowców. Miało być alternatywą od brutalnego świata czyhającego na zewnątrz. Tak też na początku było - spokojne życie, lekka praca i wypoczynek. Do tego podziwianie podwodnego krajobrazu, gdyż utopia mieściła się wiele metrów pod wodą. Ale jak to zwykle bywa, wszystko się zepsuło. Odnalezienie Adama okazało się niesamowitym osiągnięciem. Substancja znaleziona na dnie oceanu pozwalała na niesamowite modyfikacje - masz za brzydką twarz? Poprawisz ją sobie Adamem. Ludzie zmienili się w potwory uzależnione od narkotyku, zaczął się upadek Rapture...

Nasz bohater przybywa do miasta w jego ostatnich chwilach. Katastrofa lotnicza powoduje, iż jakimś cudem nasz hero znajduje się przy latarni, bram piekła... Rapture powoli dobiega do końca, coraz więcej ludzi jest zwykłymi potworami. Jednostki, które przeżyły chronią się w zamknięciu, odcięci od całego świata. Nikt nie dba o podwodne budowle, które powoli się rozpadają. Tu i tam przecieka woda, bez przerwy coś kropi. Do tego dźwięki przeciążonego metalu - wszystko to znakomicie buduje klimat. Jakby tego było mało, nasi przeciwnicy też nie są normalni. Powiedzcie sami czy często widzicie kobietę mówiącą do rewolweru, jak do dziecka? Tu nic nie jest zwyczajne - Big Daddy jest kolejnym przykładem ekscentryczności miasta.

BioShock

Jak zaś jest ze sterowaniem? Interfejs nie przeszkadza nam ani przez sekundę - jest on przyjemny do oka i użyteczny, choć szkoda, iż nie wykorzystuje zalet ekranu 16:9. Recenzja dotyczy wersji na konsolę XBOX 360 - a zdecydowana większość grających na 360 posiada właśnie szerokie telewizory. Niestety, twórcy nie dopracowali tej opcji, a przy tym znacznie ograniczyli możliwości 16:9. Zamiast powiększyć zasięg widzenia jak zwykle w takich grach, Irrational po prostu go ograniczyło. Zwykle 4:3 to po prostu 16:9 z obciętymi dwoma pasami po lewej i prawej stronie. Teraz jest odwrotnie, szerokoekranowcy dostali obciętą wersję (z góry i dołu) "kwadratowych" monitorów.

Na szczęście sama grafika prezentuje się bardzo ładnie, choć nie obeszło się bez kilku wad. Zacznijmy jednak od zalet. Rozmycie ekranu przypomina graczom, iż ciągle znajdujemy się pod wodą. Znaczna część pomieszczeń, poza zwyczajnym oświetleniem ma także okna, przez które widać sporą część oceanu i innych budowli Rapture. Jako że znajdujemy się głęboko pod wodą, światło do końca nie przenika przez wodę - i widzimy jedynie zieloną poświatę, która przepięknie oświetla pokoje. Design tychże przypomina lata pięćdziesiąte, a także nieco powojenną stylistykę serii Fallout. Gustownie ozdobione drzwi, kolory tapet, a nawet gramofony, oczywiście grające muzykę z ówczesnego wieku - wszystko to spotkamy na naszej drodze. Na szczęście grafika nie ustępuje wersji z PC. Tekstury w przypadku konsoli są nieco rozmyte, ale nie przeszkadza to w grze, biorąc pod uwagę szybkie tempo akcji.

BioShock

Cóż poza tym? Niestety, na 360, w odróżnieniu od peceta, gra nie została porządnie optymalizowana. Działa w zaledwie 25 FPS, co momentami utrudnia rozgrywkę. Na szczęście dzięki porządnemu systemu celowania zbytnio to nie przeszkadza, daje tylko w kość podczas największych pojedynków. Oczywiście nie zabrakło achievementów, choć jak na 360 są one stosunkowo proste. Dla niektórych będzie to zaleta, dla innych wada.

Dźwięk już nieco przybliżyłem, teraz pora na opisanie reszty wrażeń. O ile muzyka jest niesamowicie dobra i doskonała pod każdym względem, tak otoczenie momentami wkurza. Stukania rozlegające się za naszymi plecami są klimatyczne tylko przez pierwsze kilka minut, potem zaczynają denerwować. Co chwilę musiałem się odwracać, bo myślałem że właśnie jakiś splicer za mną biegnie. Oczywiście nikogo tam nie było, więc po chwili przestałem zwracać uwagę na stukania, pukania i inne niewyjaśnione dźwięki. Skończyło się oczywiście na tym, że dostałem w plecy od splicera... I tu wychodzi kolejna zaleta 360 - głośniki 5.1. Mało który gracz PC ma takie w wyposażeniu, zaś do TV ludzie często dobierają porządną wieżę i zestawy audio.

BioShock

Kilka wad mimo wszystko nie przytłacza gigantycznych plusów. Klimat nadal bardzo przypomina System Shocka, mimo kompletnej zmiany otoczenia. Znów mamy psychola, który kontroluje nasz każdy ruch - nieco słabiej zrobionego od SHODAN, ale mimo to bardzo przyzwoitego. Machiny, system plazmidów / PSI, ulepszanie broni - wszystko to było już w System Shocku. A mimo to bardzo przyjemnie zobaczyć to teraz, kilka lat po ostatniej części SS-a. Na początku bałem się nieco, iż twórcy zmienią sprawdzone zasady na zwykłą sieczkę w FPS - na szczęście pomyliłem się, nadal nie brakuje elementów znanych z poprzedniej gry Irrational.