Bezsenność. Byłeś jej ofiarą? Gdy leżysz w łóżku, przewracasz się z jednego boku na drugi, ale nic Ci to nie daje? Myślisz o czymś kojącym - byle by zasnąć, doznać choćby chwili odpoczynku, wyłączyć się. Cisza, a mimo wszystko nie możesz spać. Błagasz Boga w myślach o odrobinę snu. Tak. Tak, ona się Tobą bawi. Bezsenność. A co byś zrobił, gdybyś wstał z łóżka, podszedł do okna i przez parę minut spoglądał na ciszę i spokój za nim. Uśpioną ulicę, jakby martwą, gdzie nie widać żadnej żywej duszy. Jedynie blask latarń pozwalają Ci dostrzec wszystko co się dzieje na zewnątrz. I widzisz ich - małych, łysych doktorków.

Siedemdziesięcioletni Ralph Roberts mieszka sam odkąd zmarła jego ukochana żona. Pozostał mu pusty dom, który dodatkowo i tak - nie koniecznie gdzie spojrzy - przypomina mu jego zmarłą małżonkę. Każdy zakamarek to istne wspomnienia z ich wspólnego życia. Od tego czasu Ralph zaczął cierpieć na bezsenność. Z dnia na dzień było coraz gorzej - budził się coraz wcześniej. Żadne rady - czy to przyjaciół, znajomych, nieznajomych - nie pomagały. Wszelkie domowe sposoby, jak plaster miodu albo środki nasenne, po prostu nie przynosiły pożądanego rezultatu. Z czasem zaczyna dostrzegać kolorowe aury wokół ludzi i zwierząt. I nie tylko aury są tym, co bohater tejże opowieści widzi. Pojawiają się również stworzenia, nazwane przez niego "małymi, łysymi doktorkami". Jeden z nich trzyma nożyce i ucina aury ludzi, a po pewnym czasie ci ludzie umierają. Jednak nie tylko Ralph ma problemy z bezsennością. Dodatkowo, te stworzenia przekazują mu misję, którą musi wypełnić, aby uratować zagrożonych ludzi.

Akcja dzieje się w miasteczku zwanym Derry. Jednak to nie wszystko, gdyż do miasta przybywa feministka Susan Day co wywołuje konflikt wśród mieszkańców. Jakby tego było mało w mieście ma powstać szpital, w którym dokonuje się zabiegów aborcji, co dodatkowo podsyca atmosferę kłótni między mieszkańcami.

Początkowo książka zaczyna się średnio. Pierwsze wydarzenia pokazują nam, że w mieście nie dzieje się najlepiej. Ludzie stają się agresywni, nie potrafią kontrolować swoich zachowań a to tylko z powodu przyjazdu jednej osoby. Z drugiej jednak strony nie wszyscy tacy są, więc miasteczko nadal pozostaje spokojną miejscem, gdzie wszyscy się znają, ale nie każdy się lubi. W większości książek Stephena Kinga akcja właśnie dzieje się w małych mieścinach.

Bezsenność

Przykładem może tu posłużyć "Miasteczko Salem". Tak też i tutaj, Derry nie jest duże, typowe małe, ciche miasto. Z czasem akcja powoli nabiera tempa. Nasz bohater zaczyna dostrzegać trzech małych, łysych doktorków. Nie wiadomo jacy są i po czyjej stronie stoją, a także dlaczego odcinają "aury" za pomocą nożyczek. Z czasem się tego dowiadujemy, a także - czytając kolejne strony książki - wiemy, co nasz bohater musi zrobić, w przeciwnym wypadku zginą niewinni ludzie.

Czytając "Bezsenność" jakoś u Kinga nie mogłem dopasować wątków miłosnych. Tutaj tenże wątek występuję, wręcz wylewa się z niego po pewnym czasie. Zakochana w sobie para po przejściach, jak dla mnie, zachowuje się jak para czternastolatków, gdy na każde jego pytanie ona odpowie "tak kochanie" po czym daje całusa w policzek. Nie twierdzę, że takie sceny występują w książce często, ale są na tyle proste w opisie, że prostsze może być tylko fotostory w Bravo. Troszeczkę - moim zdaniem - przesadzone i tyle.

Dużym minusem jest, niestety, długość książki. 655 stron upchane w większości zostało niepotrzebnymi scenami, które dałoby się wyciąć albo skrócić. A tak zostały opisane dość szczegółowo, ale nudno. Pomimo tytułu książki, sam zmuszałem się do tego, aby nie zasnąć. Niestety, jakby dało się ukrócić ją o połowę, ewentualnie darować sobie niepotrzebne momenty kosztem ciekawszej akcji, byłoby lepiej. Pomimo tej wady, istotną zaletą książki jest to, iż porusza pewne nietypowe problemy, o których mówi się dość rzadko: aborcja, homoseksualizm czy przemoc wobec kobiet. Daje to czytelnikowi do zastanowienia się nad tymi sprawami, nad sobą, czy życiem.

Jeśli lubisz powieści Kinga, zapewne oberwie mi się za ten tekst. Osobiście większość książek Króla mógłbym polecić... ale nie tę. Niepotrzebne momenty, które - myślę - dałoby się chociaż skrócić albo opisać inaczej nie sprawiłyby, że książka się wydłuża, a jednocześnie nudzi czytelnika. Sama fabuła prezentuje się ciekawie, owszem. Za nią ma u mnie dużego plusa. Jednak, gdyby nie te wydłużone fragmenty, a także płytki motyw miłosny, moja ocena wyglądałaby inaczej. A tak, jest jak jest. Tylko dla wytrwałych.