Odkąd sięgnąłem po "Najgłupszego Anioła" Moore'a, zacząłem się zastanawiać, w którą stronę pójdzie MAG, wydając jego kolejne powieści. W końcu zaprezentowali nam tego amerykańskiego pisarza jako groteskowego lekkoducha, tworzącego czarną groteskową komedię w klimatach "Wysypu Żywych Trupów" Edgara Wrighta. Drugą pozycją była "Brudna Robota" o mężczyźnie, który został śmiertką. Obie pozycje zostały przyjęte z aprobatą polskich czytelników. Ostatnio jednak, MAG postanowił wydać "Baranka" Moore'a - jedną z najbardziej kontrowersyjnych powieści, a zarazem jedną z wcześniejszych dzieł autora.

"Baranek" przedstawia historię Lewiego zwanego Biffem - najlepszego kumpla Jezusa Chrystusa z czasów, gdy Zbawiciel jeszcze był małym brzdącem. Znany z wydanych już powieści Moore'a, anioł Raziel wskrzesza Biffa i zamyka się z nim w jednym z hotelowych pokoi. Podaje mu kartkę i długopis oraz nakazuje, aby spisał najważniejsze wydarzenia z czasów dzieciństwa Jezusa. Tym samym, czytelnicy otrzymują ewangelię wg Biffa, która dokładnie opisuje życie Mesjasza od najmłodszych lat aż po śmierć na krzyżu. A Raziel siedzi na kanapie, patrzy na ofertę programów telewizji kablowej i pilnuje, aby Biff nie zerknął przypadkiem do Biblii schowanej w szufladzie.

Christopher Moore z impetem wchodzi w świat religijny. Jego główny bohater uzupełnia wydarzenia z Nowego Testamentu, aby powstała historia lekka i zabawna. I w efekcie właśnie taką wersję otrzymujemy. Styl opowiadań nie jest typowo biblijny, a zwyczajny, jak w każdej innej powieści. Lewi nie wykorzystuje również skomplikowanych fraz, dzięki czemu odkrywamy jego prostą duszę, a kolejne strony czyta się z wyjątkową łatwością.

W "Baranku" widać, że Moore nie oddala się od swojego charakterystycznego stylu opowieści. Wszystko jest pokazane w żartobliwym stylu. A humor Moore'a jest tak specyficzny, że może się spodobać prawie każdemu. Poprzez połączenie slapsticku z allenowską ironią, swiftowską satyrą i pythonowskmi absurdem otrzymujemy przezabawną historię o Jezusie Chrystusie (zwanym również Joszuą). I faktycznie, większość zdarzeń nie jest zgodna z Biblią, gdyż jedna z tez książkowych mówi, iż Jezus wybrał się do buddyjskiego klasztoru, aby wykształcić się na Mesjasza. Ale to jeszcze nic! Młodzi chłopcy popełniający grzech Onana musieli zamoczyć się w fontannie i oczyścić się z grzechu, a Joszua, Biff i Magda z Magdalli, aby uciec od niebezpiecznego Rzymianina, posłużyli się kamiennym członkiem. To wszystko, to niecodzienne połączenie amerykańskiego i brytyjskiego poczucia humoru.

Baranek

Moore tym samym zahacza o religijne świętokradztwo, pisząc tego typu rzeczy, ale Kościół na ten temat milczy. W sumie nie ma się czemu dziwić. Pomimo kontrowersyjnych twierdzeń, cały klimat i nauki nie oddalają się od typowego chrześcijańskiego rozumowania. Nadal idea miłości Jezusowej do bliźniego jest tu ukazywana, a w końcu Jezus nie zstępuje z krzyża jak w filmie "Ostatnie kuszenie Chrystusa". "Baranek" to sympatyczna, nieobrazoburcza historia, która powinna się spodobać nawet najbardziej zatwardziałemu katolikowi. A jeśli jakimś cudem będziecie "Barankiem" oburzeni, to może warto pomyśleć nad zmianą swoich konserwatywnych poglądów religijnych i spróbować spojrzeć na tę opowieść przez pryzmat krzywego zwierciadła. W końcu taki był cel Moore'a i zrealizował go znakomicie.