1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Audioslave "Revelations"

Audioslave jest zespołem dosyć młodym, bo powstałym zaledwie 6 lat temu (nie biorąc pod uwagę dokładnych dat). Może i wydawałoby się, że to jest szmat czasu, jednak weźmy pod uwagę, iż niektóre świeże zespoły, aby osiągnąć taki sukces, musieli znacznie dłużej toczyć boje na muzycznej scenie. No, ale nie można pominąć faktu, że ludzie wchodzący w skład grupy, wcale takimi nowicjuszami nie byli w czasie powstawania zespołu, albowiem stworzyli go muzycy, grający wcześniej w Rage Against the Machine oraz były wokalista Soundgarden... Więcej chyba mówić nie trzeba. ;)

Audioslave "Revelations"

Recenzowana tutaj Revelations, jest już trzecią płytą, pomijając koncertowe nagrania, w dorobku zespołu. Każda kolejna płyta Audioslave, czy Out of Exile oferowała swoim fanom co najmniej kilka wielkich hitów, mnóstwo mocnej i porywającej muzyki, oraz zawsze to coś, co zachęcało do słuchania wszystkich utworów jeden po drugim w nieskończoność. Tak jest i tym razem. A nawet śmiało powiem, że lepiej. Co by nie mówić, ale to chyba najlepszy cedek firmowany logiem zespołu, jakikolwiek wyszedł.

Album rozpoczyna spokojne intro utworu Revelations, które nieźle potrafi zmylić słuchacza. Wydawałoby się, iż mieć będziemy do czynienia ze spokojną, stonowaną muzyką, jednak pierwsze wrażenie bywa mylące. Za chwilę z głośników zaczynają wydobywać się energiczne, pełne mocy riffy, które jeszcze bardziej zachęcają do dalszej wędrówki w muzyczny świat Audioslave. Co ciekawe prawie każdy, kolejny kawałek przyciąga słuchacza spokojnymi i ciekawymi, acz nie skomplikowanymi, przez co wpadającymi w ucho zagrywkami na "cleanie", aby już sekundę później zionąć w niego potężnym, przesterowanym dźwiękiem niemiłosiernie łojącym biedne membrany naszego domowego sprzętu.

Oprócz Revelations, w spisie kawałków znajdziemy także znany hit Original Fire, przy którym nie pozwolenie pójść nodze w tany byłoby istną katorgą. To aż odbiera się cały ciałem. ;) Jednak na tym się nie kończy. Usłyszymy jeszcze tutaj jeden z bardziej rytmicznych i pociągających kawałków Broken City, a na koniec dostaniemy spokojniejsze utwory Nothing Left to Say But Goodbye oraz Moth, które miały chyba stanowić, po tych wszystkich soczystych i jadowitych brzmieniach, doskonały odpoczynek na koniec, a jednocześnie także dobre pożegnanie i zachęta do ponownego wracania do najnowszego dzieła Audioslave, do czego, wierzcie mi, mnie nikt ani nic nie musiało zachęcać.

I chociaż, że przez cały czas słuchania Revelations, nasuwała mi się myśl, że gdzieś to już słyszałem, jednak ani razu nie mogłem sobie przypomnieć gdzie. Więc to może sama płytka jest doskonale dopasowana do mojego muzycznego gusta, bo wtórności raczej zarzucić tu nie mogę. Po prostu usłyszałem, to co chciałem usłyszeć i na co czekałem od dawna.

W każdym razie już dawno, żadna płyta nie naładowała mnie tak pozytywnie i nie dostarczyła mi aż tyle energii na cały dzień, co ta. Trzeba przyznać, iż chłopaki wracają do kondycji z czasów Rage Against the Machine i chociaż teraz tworzą muzykę w nieco inny sposób niż przed laty, to wciąż miejscami słychać charakterystyczne dla "Rageów" gitarowe podkłady i solówki. Chyba nic innego lepiej tutaj nie pasuje, jak stwierdzenie, że czwórka młodych rockmanów po prostu dorosła i teraz bawi się swoim doświadczeniem tworząc coraz to lepszą muzykę, a ich utwory wciąż potrafią dać niezłego kopa.

Czy polecam to płytę? Na pewno i to każdemu bez wyjątków, a zwłaszcza kierowcom. Revelations jak nic nadaję się do słuchania podczas prowadzenia własnych czterech kółek. Nie dość, że kierowca nieźle będzie się bawił, to jeszcze ryzyko zaśnięcia na kierownicy jest zminimalizowane niemalże do zera. Ten kwartet potrafi pobudzić lepiej niż niejedna mocna kawa. ;) Gorąco polecam!

Zawartość:

1. Revelations

2. One and the Same

3. Sound of a Gun

4. Until We Fall

5. Original Fire

6. Broken City

7. Somedays

8. Shape of Things to Come

9. Jewel of the Summertime

10. Wide Awake

11. Nothing Left to Say But Goodbye

12. Moth