1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Area 51 [retro]

Area 51 nie jest żadnym rewelacyjnym fpsem. Po prostu zwykły shooter osadzony w klimatach rodem z Archiwum X. Może nie dorównuje takim tytułom jak Chronicles of Riddick czy Star Wars Republic Commando (podałem ten tytuł ze względu na podobną mechanikę gry), ale wcale to nie znaczy, że jest słaba, wręcz przeciwnie. Grałem w nią z wypiekami na twarzy, przez cały czas jej trwania (chociaż może nie do końca jest to prawdą, ale chciałem dodać do wstępu szczypty dramatyzmu ;)). Mimo że, co poniektórym może przeszkadzać "konsolowatość" gry, to ja nie mogłem oderwać się od monitora. Tylko rzeczywiście dobre tytuły tak na mnie działają. Ale czy Area 51 jest rzeczywiście tak dobra? Dowiecie się tego z tejże recenzji!

Akcja gry rozgrywa się, co można wywnioskować z tytułu, w Strefie 51, gdzie trwają podobno badania nad kosmitami i nowoczesną technologią. Fabuła jest całkiem interesująca, co przyciąga do ekranu (naprawdę warto ją poznać). Do tego Area 51 ma niezły klimacik, który jednak czasem opada jak ulewny deszcz, o czym przeczytacie poniżej.

Misiu, czemu masz takie wielkie oczy?

Wcielamy się w postać elitarnego żołnierza oddziału Hazmat - Ethana Cole'a, którego zadaniem jest dowiedzieć się, co zaszło w Strefie 51, zbadać jej sekrety oraz "wykurzyć" wszelkie, biegające sobie tam mutanty. Nadeszła chwila, aby napisać parę zdań na temat przeciwników, występujących w grze. Na swej drodze staną nam nie tylko potwory, pragnące naszej krwi. Spotkamy również osoby, które pragną nam pomóc m.in. naukowców czy żołnierzy. W czasie naszej krucjaty rozstrzelamy, wybijemy, wysadzimy, wyeliminujemy i zagryziemy duże ilości przeróżnych monstrów, pająków czy wyglądających wręcz filmowo kosmitów. Często jednak twórcy przesadzają z ich ilością, gdy zabijesz jednego, po chwili za niego pojawia się chmara następnych klonowatych, wyrzutków świata. Frustrować, a raczej dziwić może także, ich nagłe pojawianie się z różnych, ciemnych zakamarków. Przez to Area 51 traci na klimacie. Do tego zobaczymy małe zróżnicowanie wrogo nastawionych cudzoziemców, co może razić podczas gry. W połowie gry znudziło mnie już oglądanie wciąż tych samych mord, do zbrzydzenia (matka nie miała ich więcej?). Autorzy nie mogli bardziej się wysilić? Najwyraźniej - nie.

Wspomniałem już do kogo, a raczej, do czego będziemy strzelać, ale to nie wszystko co gra ma nam do zaoferowania. Na swej drodze spotkamy tzw. Bossów - sporo silniejszych przeciwników (w grach na PC to rzadkość, więc myślę, że warto o tym napomknąć). W dalszych etapach Area 51 sami staniemy się mutantem, a widok jego oczyma prezentuje się nader interesująco. Oczywiście w każdej chwili można z powrotem wrócić do poprzedniej postaci. Przemiana nie trwa długo, ponieważ wtedy gra stałaby się troszkę za łatwa - aby powalić przeciwnika wystarczy jedno celne uderzenie łapą.

Dobra, było już wrogach, to czas przyszedł i na "naszych kolegów". Więc słówko rzeknę na temat naszej kompanii. Towarzyszyć będą nam ludzie z tego samego oddziału - Hazmat, ale tylko przez małą część gry, bo większość czasu spędzimy samotnie, odizolowani od rzeczywistości, bez żadnej możliwości zawołania wsparcia. Dziwne natomiast jest to, że nasi ludzie nigdy nie zginą w walce, tylko z góry narzuconym przez twórców momencie. Ale trzeba przyznać, że jak należy z mistrzowską skutecznością rozstrzeliwują ogromne ilości wrogów, co nieraz uratuje nam tyłki, a na dodatek nigdy nie kończy im się amunicja. A i my na jej brak nie powinniśmy narzekać, bo leży, gdzie popadnie.

Jestem King, Kong King

Oczywiście zostaniemy wyposażeni w różnego rodzaju oręża. Broni nie znajdziemy zbyt wiele, zaczynając na zwykłym pistolecie kończąc na kosmicznych duperelkach :) Mimo, że nie mamy szerokiego wyboru to twórcy, aby urozmaicić nam rozstrzeliwanie, dodali dwa rodzaje strzałów - normalny i alternatywny. Ale oprócz tego (jak już wspomniałem wyżej) możemy w dalszym etapie gry zamienić się w mutanta, co "upiększa" rozrywkę. Żołnierze oddziału Hazmat wyposażeni są także w specjalne aparaty, którymi skanujemy przedmioty czy ciała, potrzebne do zaliczenia niektórych zadań. Dzięki temu również odkrywamy ciekawe bonusy, którym możemy dokładniej przypatrzyć się w menu głównym.

Prezent, to dla mnie?

Sama rozgrywka nastawiona jest bardziej na tryb pojedynczy i dostarczy nam paręnaście godzinek miłego rozwalania nieświeżego "mięcha". Area 51 posiada również tryb multi, który niczym znaczącym się nie wyróżnia. Ze strony "singlowej" prezentuje się dobrze, gra zawiera 19 etapów rozgrywających się w różnych, interesujących wizualnie pomieszczeniach (choć zdarzają się wyjątki). Raz poziomy są naprawdę ciekawe, zwłaszcza przy końcu gry, a raz słabiutkie, ale ogólnie trzymają przyzwoity poziom. Etapy nie są za długie, ani za krótkie. Jednak uprzykrzającym życie minusem jest brak zapisu gry w dowolnym momencie, co spowodowane jest najprawdopodobniej konwersją z konsoli. Czytając powyższy tekst, widać, że gra jest naprawdę dobra, jednak zawsze znajdzie się jakieś, "ale" - i w tym przypadku też. Area 51 jest liniowa do bólu głowy, wszystko oparte jest na skryptach. A gdyby nie to, gra dawałaby większe możliwości w wyborze drogi, którą będziemy kroczyć, powodując, że z chęcią zaliczylibyśmy tytuł ten drugi raz, a tak po jednym ma się już dość…

Od strony graficznej "Strefa" nie wygląda oszałamiająco, po prostu jest miła dla oka. Chociaż niektóre lokacje mogłyby być mniej sterylne, jednak tylko najbardziej kapryśni mogą się doczepić. Wymagań sprzętowych dużych nie ma, spokojnie da się pograć na sprzęcie, podanym w minimalnych wymaganiach gry. Jedynym minusem jest mała liczba opcji graficznych, jak na grę z 2005 roku chcę się więcej niż zaledwie wybór rozdzielczości i opcję włączenia "wysokich tekstury", nieprawdaż? Podobno produkt ten chodzi kiepsko na radkach - czego sam nie mogę powiedzieć, ponieważ testowałem ją na karcie Nvidii. Oprawie dźwiękowej nie mogę nic złego zarzucić, przygrywa nam klimatyczna muzyka, zmieniająca się dynamicznie zależnie od sytuacji. Głosy postaci są dobrze dobrane, chociaż niektórym może nie pasować głos głównego bohatera, którego użyczył David Duchowny. Wydaję się on po prostu niepasujący do tej roli. Według mnie jest zbyt spokojny, w kontekście wydarzeń. Zdecydowanie lepiej wypadł Marilyn Manson, który również udzielił głosu pewnej postaci…ale już nie powiem jakiej (tajemnica zawodowa;)), zadanie dla dociekliwych.

Ten, to jakoś krzywo patrzy...

Zostaje nam podsumowanie wszystkich plusów i minusów gry. Ilość wrogów w grze może niektórych zniechęcić, ponieważ robi się wtedy zwykła sieczka i przesadna "arcadowość". Ja jako bardziej ambitny i wymagający gracz wolałbym dostać gierkę bardziej nastawioną na klimat oraz zostać zmuszony do wysilenia "mózgownicy". Po prostu nie oczekujcie od tego tytułu zbyt wiele, a mile się zaskoczycie. Polecam ją osobom lubiącym troszkę się "wyżyć", a także tym, co preferują klimaty rodem z filmów science fiction. Area 51 jest mieszanką Star Wars Republic Commando z Halo, jednak gorsza od obu tytułów. Jest po prostu całkiem grywaną naparzanką, tylko szkoda, że za drugim razem nie robi już takiego wrażenia. Naprawdę warto ją poznać, choć ten jeden, jedyny raz - gwarantuję, zabawicie się raz, a dobrze.