Są filmy, po których zostaje mi pewna refleksja. Zastanawiam się potem nad wydarzeniami, które właśnie widziałem lub odnoszę je do swojego życia. Takie produkcje lubię. Są też inne, nastawione raczej na krótką rozrywkę, której potem tak nie wspominam - również mogą one być całkiem niezłe. Wciąż mam wątpliwości do której z tych dwóch grup zaliczyć Apocalypto.

Apocalypto

Atutem kolejnego film Mela Gibsona, który podobnie jak "Pasja" miał szokować swoją brutalnością, miała być dokładność wykonania i staranność o jak najlepsze odwzorowanie realiów przedstawionych czasów i kultury. Główny wątek opiera się na porwaniu grupki Majów z ich rodzinnej wioski przez nieco groźniejszych osobników, aby złożyć ich w ofierze w świątyni. Akcja dzieje się na krótko przed przybyciem konkwistadorów - i tu pojawia się problem, który rozpoczyna falę pomyłek i "niedoróbek" w Apocalypto, pomyłek szeroko komentowanych w prasie. Otóż budynki, które potem widzimy, a zwłaszcza ta wspomniana świątynia, są wyznacznikiem pewnego okresu, który kończy się ok. Roku 900. Z końcowych scen natomiast wywnioskować możemy, że akcja działa się w wieku XVI - coś tu chyba nie gra... Dziwi też fakt, że dotarcie do metropolii wzbudziło zdumienie u części bohaterów - miasta były gęsto rozmieszczone i praktycznie nie było wioski, która nie leżała w pobliżu jakiegoś z nich. Podobne zastrzeżenia można mieć do składania ofiar z ludzi - po pierwsze, nie zabijano niewinnych pobratymców, a po drugie podobne obrzędy miały miejsce raczej w kulturze Azteckiej, przy czym i tak działo się to rzadko. Prawie każdy członek osady, nieważne, czy biednej, czy bogatej nosi na sobie wiele biżuterii - ta tak naprawdę przypadała tylko władcom i to w małych ilościach.

Szukając nowego początku

W początkowych scenach poznajemy jednego z najdzielniejszych myśliwych wioski - Łapę Jaguara. W śnie objawia mu się człowiek, który nakazuje mu uciekać. Niestety tak dla niego, jak i dla towarzyszy - w tym synka i żony w ciąży - jest już za późno. Ukrywa swoją rodzinę w głębokim dole i obiecuje po nich wrócić. Spełnienie tej obietnicy będzie jego utrapieniem przez długi czas trwania filmu, bowiem wraz z resztą mieszkańców swojej osady zostaje wzięty w niewolę przez agresywne plemię. Po drodze część z nich ginie, a jakby tego było mało, po dojściu do celu - przedziwnego dla nich miasta, z tłumem ludzi i wielkim budynkiem z kamienia - wszyscy mają zostać zabici, aby zaspokoić rządzę krwi boga.

Nie zdradzając już za dużo z fabuły powiem tylko, że oczywiście główni bohaterowie zazwyczaj żyją najdłużej, więc jasne pozostaje, że Łapa Jaguara jakimś cudem ucieka i od ponad połowy filmu zaczyna się jego pośpieszne dążenie do pozostawionych najbliższych. Do tego momentu fabuła bardzo mi się podobała i liczyłem na naprawdę lepsze jej rozwinięcie. Przejście do motywu samotnego uciekiniera jest już nieco mniej realne. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że zawsze biegnie on szybciej, niż jego prześladowcy pomimo faktu, że dwa razy oberwał strzałą. Jeżeli lubisz realizm, to srogo się zawiedziesz. Mile zaskoczyła mnie jednak ścisła końcówka, gdzie główny wątek niejako się zakończył, a trójka bohaterów stanęła jak wryta z mieszanymi uczuciami do tego, co zobaczyli - mi, pewnie w przeciwieństwie do nich, podobało się takie zakończenie i mógłbym szczerze pogratulować temu, kto je stworzył.

Apocalypto

Osobną kwestią jest rozważenie spraw brutalności. Osobiście mógłbym chyba zostać chirurgiem, czy jakimś innym patologiem, bo jakoś nie widziałem tu nic takiego, po obejrzeniu czego nie mógłbym zjeść przez następne piętnaście minut kolacji. Może to oznacza, że jest tu wystarczająco przemocy, żeby widz odczuł, jaki podły los spotkał tych po drugiej stronie ekranu i więcej nie trzeba było jej aplikować. W końcu niepotrzebne są chyba wiadra krwi i rozrzucanie świńskich narządów po całym planie, aby zadowolić widza. Tym samym nie będę się silił na stwierdzenia, że jest to wyjątkowo krwawy film. Osoby uczulone na sceny obfitujące w agresję po prostu nie powinny tego oglądać, a tych z wypaczoną psychiką już nic chyba nie ruszy.

Warto, czy nie warto?

Opinie na temat wartości tego filmu są podzielone. Na pewno zawiodą się maniacy realizmu i ludzie, którzy interesują się historią i kulturą Majów. Ja osobiście nie żałuję kilkunastu złotych, za które mogłem posiedzieć na sali kinowej i pokibicować bohaterowi podczas jego trudów. Co innego, gdybym miał kupić sobie wydanie DVD - w domowym zaciszu brakłoby już chyba tego klimatu, można by w dowolnej chwili projekcję zatrzymać, skoczyć po orzeszki, czy odłożyć resztę na później, a to dość mocno psuje wrażenie, jakie stara się na nas wywołać dobra produkcja. Więc jeśli planujecie zobaczyć Apocalypto - najpierw skonsultujcie się z kimś o podobnym do Waszego guście, kto już ten film widział, a potem najlepiej odnajdźcie kino, w którym możecie załapać się jeszcze na seans.