Udane debiuty pisarskie wyrastają ostatnimi czasy jak grzyby po obfitym deszczu. Choć może nie ma mowy o jakiejś pladze, to z pewnością zauważyć da się pojawianie się nowych autorów, o których zrobiło się po krótkim czasie głośno. Między innymi na myśli mam Brandona Sandersona, który zasłynął "Elantris" oraz "Z mgły zrodzonym", a także Scotta Lyncha, twórcę jak na razie dwóch z zapowiedzianych siedmiu tomów cyklu "Niecni Dżentelmeni". Kolejną osobą, która dołączyła - w moim mniemaniu - do tego zacnego grona, jest K.J. Bishop. Za sprawą nietuzinkowej "Akwaforty".

A czymże jest owa "Akwaforta"? Chyba najbliżej jej do fantastyki, gdyż tej nie brakuje ani trochę w powieści. Rzeczy nieprawdopodobne zostały ukazane w dość niezwykły sposób i wiele z nich daje do myślenia. Właśnie, książka - prócz nawiązań do innych utworów - wręcz zmusza do refleksji. Zostały w niej poruszone tematy dotyczące egzystencji, filozofii, religii, wiary w Boga. Postaci nierzadko mówią zagadkami, co powoduje, że czytelnik nie może czuć się obojętny na to, co próbuje autorka przekazać. Bez cienia wątpliwości recenzowany tytuł nie jest dla wszystkich, a poleciłbym głównie tym, którzy znudzeni są schematycznym, do bólu ogranym fantasy.

A co najbardziej zaintrygowało mnie w "Akwaforcie"? Nadanie głębszego sensu powieści. Rebusy, których rozwiązania się możemy jedynie domyślać. Nie bez kozery książka trafiła do serii wydawniczej MAG-u "uczta wyobraźni", gdyż de facto powieść Bishop jest ucztą dla naszego umysłu. Na wiele pytań nie padło odpowiedzi, fantastyczne zakończenie i z pozoru niczym nie wyróżniający się początek historii. Historii o lekarce Raule i rewolwerowcu Gwynnie, których losy się przeplatają raz po raz. Rzadko. Często. Trudno stwierdzić na czym autorka najbardziej się skupiła. Czy na warstwie fabularnej, która powoduje tylko u czytelnika zagubienie i jest pretekstem do użycia własnej wyobraźni. Czy na wyrazistych bohaterach, którym Bishop poświęca nie mniej czasu niż charakterom pobocznym, wbrew pozorom niezrzuconym na dużo dalszy plan. Mogę powiedzieć, że w "Akwaforcie" wszystko zostało tak cudownie wyważone, a ponadto z niesamowitą precyzją autorka umieściła tyle elementów zaledwie w niewielu ponad 300 stronach. I tu należą się pochwały dla niej za zawarcie tak wielu tematów - odnoszących się głównie do ludzkości, bytu czy nadnaturalności - w tak niewielu stronicach.

Wracając jednak do fabuły - została przedstawiona z rzadko spotykaną pomysłowością. Pierwsze kilkanaście czy raczej kilkadziesiąt stron przypomina mi wręcz - jakkolwiek by to zabrzmiało - anime "Trigun". Zarówno tam, jak i tu znajdujemy się wraz z bohaterami na terenach pustynnych, a mężczyzna, Gwynn, jest ścigany, podobnie jak Vash z japońskiej animacji. Bishop częstuje czytelników opisem ich ponownego spotkania, wspólnej podróży, a następnie ucieczki przed grupą czyhających na jednego z bohaterów. Potem akcja przenosi się do zdegenerowanego miasta Ashamoil. Tam odkryte zostają kolejne karty - postaci, które mają coś do przekazania oraz mają również jakieś większe, niż można było się spodziewać, znaczenie dla całości powieści.

Na przemian poznajemy sytuacje, w których znajduje się zarówno Raule, jak i rewolwerowiec. Jesteśmy świadkami brutalnych i niezwykłych zdarzeń, mających miejsce w wymienionym wcześniej mieście.

Akwaforta

Muszę przyznać, że autorce udało się zmieścić naprawdę sporo wątków, z których większość została zakończona niepośpiesznie (ze względu na ograniczenie w liczbie stron), ale z koncepcją, udanie wprowadzoną w życie. Co prawda na niektóre pytania otwarcie nie dostaliśmy odpowiedzi, ale być może Bishop szykuje więcej niż jedną, osamotnioną "Akwafortę".

Tu nawet sam tytuł zastanawia. Według słownika PWN oznacza: "technikę graficzną; też: odbitkę wykonaną tą techniką". Na tle powieści ma sens. Poznajemy tajemniczą kobietę, która nadaje tej niezwykłości, zawartej w całości. Jest czymś więcej niż osobą, która zajmuje się sztuką czy tytułową akwafortą. Odnosi się wrażenie, że mimo przedstawienia na pierwszym planie dwóch innych postaci, Raule i Gwynna, to ona również jest integralną, nie mniej ważną, częścią opowiedzianej historii. Tu po raz kolejny czytelnicy zmuszeni są do refleksji.

Na podsumowanie tej recenzji mogę rzec, że Bishop świetnie operuje słowem, zachwyca ciekawym i oryginalnym podejściem do i tak nietypowej fabuły. Udało się jej wykreować niesamowity świat i wyraziste, mające często w zanadrzu podteksty, postaci. "Akwaforta" jest według mnie czymś więcej niż zwykłą fantastyką - tu zgoła nieprawdopodobne wydarzenia sprawiają wrażenie potraktowanych nieco mniej poważnie, ale to tylko pozory wynikające z takiego, a nie innego stylu. Dopiero w końcowej części powieści następuje zwrot akcji i stajemy się świadkami coraz częściej występujących w głównej roli naprawdę niecodziennych sytuacji. Aż do niebanalnego zakończenia, które jeszcze na długo po przeczytaniu "Akwaforty" tkwiło mi w pamięci. Jednych może zachwyci, drugich może nie, ale na pewno nie pozostawi obojętnym.