1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

48 stron 1 & 2 - wyd. kolekcjonerskie (komiks)

Reset coś państwu mówi? Magazyn cyber-niekulturalny, jak określała go sama redakcja. Śp. czasopismo o grach komputerowych. Ja osobiście kupowałem je od czasu do czasu z dwóch powodów. Pierwszym były ciekawe, pisane z jajem teksty. Drugim - seria komiksowa twórczości Roberta Adlera i Tobiasza Piątkowskiego. 48 stron, bo o nich mowa, były perełką na polskiej scenie komiksu. No i po paru latach postanowiłem sobie odświeżyć pamięć.

A miałem ku temu znakomitą okazję, jako że Mandragora prowadziła na Allegro wyprzedaż numerów ze zwrotów, na dodatek za połowę ceny. Szkoda tylko, że musiałem czekać aż 2 tygodnie na swój egzemplarz. I to pomimo wysokich opłat za firmę kurierską. Jeden dzień dłużej i mailowo wysłałbym firmie swoje żale na ten stan rzeczy. Całe szczęście produkt, który ostatecznie trafił w moje ręce, okazał się godny długiego oczekiwania.

48 stron

Dziwny zaiste ten komiks. Niby pozbawiony sensu, a w miarę... albo i nie, spójności fabularnej jednak w nim nie uświadczymy. Ale to "sens" jest słowem-kluczem w wyjaśnieniu, o co tu tak naprawdę chodzi. Otóż głównymi bohaterami "48 stron" są Górsky i Butch - dwaj policjanci, którzy otrzymali od szefa sprawę wagi państwowej - odnaleźć wspomniany sens komiksu. "Gdzieś tam, na brudnych ulicach wielkiego miasta kryje się sens tego komiksu... mały, opuszczony i bezbronny... Macie go znaleźć!" - rzecze im szef podczas odprawy.

Górsky i Butch - nic Wam to nie mówi? Podobieństwo do Starsky'ego i Hutcha, serialu kryminalnego z lat 70., jest bardziej niż oczywiste. Jednak żeby było śmieszniej, jeden z gliniarzy występujących w komiksie jest... czarny (tu z kolei kłania się Miami Vice). Co daje zresztą duże pole do popisu, jeśli chodzi o aluzje o podłożu rasistowskim. Oczywiście wszystko w przerysowanej, karykaturalnej formie. Kto to widział w końcu, żeby na serio traktować dyskryminację rasową w tak tolerancyjnym kraju jak Polska? ;)

I tutaj dochodzimy praktycznie do sedna sprawy - aluzji i nawiązań. Panowie Adler i Piątkowski parodiują, co się tylko da, choć wyraźnie najbardziej upodobali sobie wszelkie wytwory kultury masowej rodem z USA. Nieważne, czy to film, serial, komiks czy choćby cały Expanded Universe Gwiezdnych Wojen - dostało się każdemu. X-men, Pulp Fiction, Z Archiwum X, Matrix, Star Trek, Obcy... Twórcy nie biorą jeńców i ośmieszają dosłownie wszystko. A to dla fanów amerykańskiej kinematografii szczególna gratka. Wystarczy przywołać sytuację, gdy ubrany w gajer Butch mówi równie wystrojonemu Górsky'emu podczas jazdy samochodem: "Powinieneś wreszcie umyć tylne siedzenia". I wszystko jasne. Jednak gagi przedstawione w komiksie nie ograniczają się jedynie do aluzji. Gierki słowne, zabawne przejęzyczenia (postaci zbo... poboczne), cyniczne komentarze ("w 2 i pół strony nie znaleźlibyśmy nawet orzeszków w Snickersie"). W absurdalnym poczuciu humoru autorów każdy znajdzie coś dla siebie.

A wszystko to ubrane zostało w specyficzną, charakterystyczną dla Adlera oprawę graficzną, która wygląda tak, jakby wszystko było naszkicowane niedbale, bez przywiązywania większej wagi do szczegółów, w pośpiechu. Daleko jednak komiksowi do formalnej chałtury, wystarczy przyjrzeć się różnorakim smaczkom zawartym na rysunkach. Jestem ciekaw, komu udało się znaleźć na jednym z nich ucho Górsky'ego lub dostrzec dość specyficzne postulaty ludzi strajkujących przed Sejmem. (Górnicy? Pielęgniarki? Emeryci? Związki zawodowe redaktorów e-zinów?) Za to nie można mieć nic do zarzucenia elementom komiksu, które są szczególną pasją rysownika - broń i kobiety. Te drugie, jak przystało na amerykańskie standardy, zdecydowanie mają czym oddychać i zostały niemal żywcem przekalkowane z filmów akcji, gdzie cycata bohaterka to 1/3 sukcesu. Co więcej, Adler nie boi się golizny i co rusz raczy nas nagim ciałem w kadrze. I nie, nie jest to subtelne, ale obsceniczne czy wręcz wulgarne. Jednak w pastiszu kina akcji można to wybaczyć. Zresztą, w "The making of" dodanym do wydania autor zaznaczył, że scena z "gołymi laskami" (nie obraźże się, imć Pirxie, ino cytat) jest integralną częścią komiksu.

48 stron

Wspomniałem przed chwilą o dodatkach. Słowa "wydanie kolekcjonerskie" zobowiązują. I akurat to nie ma się czego wstydzić - oprócz dwóch serii "48 stron" możemy bliżej przyjrzeć się innym komiksom, często do tej pory niepublikowanym. Obok kultowego już "Gołota versus Predator" mamy okazję przeczytać m.in. "New Salt", który jest też integralną częścią drugiej serii "48 stron", "Karko i Rokosza" czy "Odyńca". Wszystkie łączy jedno - niesamowite, zwariowane poczucie humoru.

Gdyby "48 stron" był pracą licencjacką w ASP, z miejsca wystawiłbym autorowi najwyższą ocenę. Co też niniejszym czynię. Beczka miodu (i śmiechu) gwarantowana, a jak wiadomo, polski miód jest najlepszym na rynku. Smacznego!