O recenzowanym tutaj filmie zdarzyło mi się wspomnieć już w poprzednim numerze PB, przy recenzji Zabójczego numeru. Albowiem pisałem tam, iż do wyboru miałem dwa najnowsze filmy, zresztą oba zakrawające na miano hitów, z Brucem Willisem. Jako że 16 Przecznic skojarzył mi się na początku z przeciętnym filmem akcji, bez chwili wahania wybrałem drugą pozycję. Dopiero dziś, kiedy jestem po obydwu seansach mogę przyznać się do ogromnego błędu, jaki popełniłem. Co prawda 16 Blocks jest filmem zupełnie innym od Lucky Number Slevin i nie należy ich porównywać do siebie, jednak w końcowym podsumowaniu film o podstarzałym policjancie był dużo więcej wart...

16 Przecznic

Jack Mosley, podstarzały policjant, borykający się z problemami alkoholowymi prowadzi spokojne, nudne życie odludka. W pewnym momencie dostaje z pozoru proste zlecenie dostarczenia niezwykle ważnego świadka do gmachu sądu oddalonego o 16 przecznic. Jednak jak się potem okazuje, nasz pijaczyna będzie musiał wziąć się w garść i zebrać w sobie ostatniej resztki sił, aby zadanie zakończyło się sukcesem. Okazuje się także, iż ten niezwykle gadatliwy świadek jest "coś winien" kolegom z pracy Mosleya. Od tego momentu, Jack musi wybierać pomiędzy starymi przyjaciółmi a moralnością, która gdzieś w jego głębi się odzywa. Tak oto rozpoczyna się szaleńczy wyścig z czasem. Po której stronie stanie główny bohater? Czy zdążą na czas dotrzeć do gmachu sądu? Kto chce zniszczyć wszelkie dowody w postaci niesfornego Eddiego Bunkera? Aby poznać odpowiedzi na te pytania, naprawdę warto obejrzeć ten efekt pracy doświadczonego już reżysera Richarda Donnera.

Nie wiem czemu, ale od samego początku, już gdy ujrzałem pierwsze plakaty z tym filmem nasunął mi się na myśl Atak na posterunek Jeana-Francoisa Richeta. Może powodem tego był podobny klimat wszechogarniającego osaczenia. A może ten sam motyw z więźniami. W każdym razie mam wrażenie, że recenzowany tutaj tytuł położył wspomniany wyżej film na łopatki. Główną przyczyną tego zapewne był sam Bruce Willis, o którym zresztą później. Nie można pominąć jednak niezwykłego realizmu, jakim przesiąknięte jest te 16 Przecznic, a o którym Richete mógłby tylko pomarzyć. Wszystkie akcje przedstawiane na ekranie sprawiają wrażenia prawdziwych, wolnych od bujnej fantazji reżysera bądź scenarzysty, jak to często jest spotykane w tym gatunku.

Oprócz szybkiej narracji, obfitującej w wiele zwrotów akcji, obraz ten został wzbogacony także o nutkę humoru. Co prawda dowcip zawarty w dialogach nie zdoła rozśmieszyć nas do łez, no ale w końcu nie takie było zamierzenie scenariusza filmu. Bruce Willis grający ponurego, poważnego i zmęczonego życiem człowieka ściera się z młodym złodziejaszkiem pełnym marzeń, przepełnionym chęcią do życia i kochania. Mos Def w tej roli spisał się znakomicie. Praktycznie przez cały film usta mu się nie zamykają, co chwilami może irytować, jednak po głębszym zastanowieniu bardzo brakowałoby tego typu wstawek. Bruce Willis także odnalazł się w swej roli i zaprezentował nam autentyczny obraz człowieka wyniszczonego. Przyjemnie było oglądać gwiazdę kina akcji w nieco innym położeniu.

Szczerze powiedziawszy nie znam się doskonale na filmach i na pewno wielu prawdziwych recenzentów kinowych spojrzałoby na tę produkcję inaczej, okiem specjalisty... Jednak moje oczekiwania wobec tego tytułu, pokryły się całkowicie z ostateczną opinią, którą wysunąłem po obejrzeniu tego dzieła. Co prawda nie jest to film doskonały, pełen głębi i ukrytych wartości i przesłań, jednak jako reprezentant czystego gatunku akcji spisuje się nieźle. I na tym tle nie można mu nic zarzucić. Co więcej, jest to najlepszy tytuł ostatnich lat, który na pewno mieści się w czołówce kanonu tego gatunku. Całość ogląda się przyjemnie. Akcja wyważona jest starannie, przez co nie cierpimy na brak zajęć podczas oglądania. Nie zobaczymy tutaj tryskających zewsząd efektów specjalnych, co w tym wypadku jest bardzo dobrą wiadomością, bo mówiąc szczerze mam już dość historii w stylu "Zabili go i uciekł". Ot czysta akcja przeplatana ciekawymi dialogami, która mieści się w ryzach prawdopodobieństwa wszystkich zdarzeń w rzeczywistości.

Jeśli więc nie masz nic do roboty w piątkowy wieczór, to z całego serca polecam tą pozycję. Zapewni ona solidną dawkę rozrywki, a jednocześnie zaprezentuje nam relaksujące, nie wymagające większego myślenia kino. Naprawdę warto zapoznać się z tą propozycją, ponieważ pewnie jeszcze długo nie zobaczymy tak dobrej sensacji...