Anna Kańtoch jest jedną z tych polskich pisarek, do których nie mam uregulowanego stosunku. Z jednej strony interesujące pomysły, ciekawe postaci, wciągające historie, z drugiej nuda wiejąca często z kart powieści. Po zapoznaniu się z paroma pierwszymi jej książkami, wydanymi nakładem Fabryki Słów, doszedłem do wniosku, iż tak naprawdę ta młoda autorka ma niewiele mi do zaoferowania. Chociaż muszę przyznać, że nieraz spotykałem się z opiniami całkowicie sprzecznymi z moimi. No ale cóż, pomyślałem, kwestia gustu.

Jednakże pewnego pięknego dnia moje podejście do pani Anny całkowicie się odmieniło, a to za sprawą najnowszej powieści - 13 anioła. Książkę zacząłem czytać bardziej z obowiązku niźli przyjemności, bez wielkich nadziei na wybitnie dobrą lekturę. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że omawiany tu tytuł dołączył do grona "najlepszych z najlepszych" bieżącego roku. Obym był w życiu częściej tak pozytywnie zaskakiwany jak w tym przypadku. Już na samym początku z czystym sumieniem mogę polecić książkę absolutnie każdemu fanowi fantastyki, bez wyjątków. Nie pożałujecie trzech dyszek wydanych na tenże tomik. W gruncie rzeczy w tym miejscu mógłbym skończyć recenzję, jednak aby tradycji stało się zadość - pomęczę Was jeszcze przez parę akapitów. Może ostatnie niedobitki, które do tej pory nie miały szansy spotkać się z 13 aniołem zostaną do tego wystarczająco zmotywowane i ruszą tłumnie do pobliskich księgarni i bibliotek.

Zacznijmy od samego początku, czyli naprawdę niezłej i złożonej fabuły. Po raz kolejny już we współczesnej literaturze polskiej jest poruszany temat aniołów i ich koegzystowania obok ludzi. W tym miejscu chyba nie muszę wspominać niemalże wybitnego Siewcy wiatru czy lekkiego i przyjemnego Kłamcy. Tak samo jak w wyżej wymienionych książkach, tak i w 13 aniele Anna Kańtoch stworzyła własny, oryginalny obraz aniołów. Tym razem trzynastu najważniejszych aniołów tworzy z ludźmi przymierze, na mocy którego powstają tak jakby dwa światy oddzielone ogromną rzeką; Wschodni i Zachodni Brzeg. Co ciekawe, są to miejsca zupełnie różne, kierujące się własnymi, odmiennymi prawami. Zachód, zwany Arlenem, zamieszkują magiczne istoty wyciągnięte wprost z kanonów fantastyki. Jest to miejsce gdzie wciąż króluje magia, a obywatele żyją tak, jak setki lat temu. Natomiast Wschód, czyli Tanagrę zamieszkują czystej krwi ludzie, którzy poświęcili się bez reszty technice i dziś żyją na znacznie wyższym poziomie niż ich sąsiedzi. Pomostem pomiędzy tymi dwoma jakże różniącymi się światami jest miasto Getteim, stworzone na samym środku rzeki. Cały szkopuł polega na tym, iż ludzie, którzy urodzili się po jednej stronie rzeki, nie mają możliwości przejścia na drugą. I to właśnie dlatego wspomniane wyżej miasto staje się tak popularne, bowiem w jednym miejscu zlewają się kultury i wpływy obu nacji, co daje wszystkim wymierne korzyści. Wiadome było, że prędzej czy później aniołom ta sytuacja się nie spodoba. Dwunastu z nich podjęło decyzję o zniszczeniu Getteim. Zapobiec temu może tylko jedna postać, tytułowy trzynasty anioł. Niestety ten postanowił się rozerwać, przybrał więc ludzką postać i zszedł na ziemię. Na poszukiwanie wyrusza syn założyciela miasta - Meric Tyren, wspierany przez prywatnego detektywa oraz jego młodą asystentkę.

Ogólnie cała historia jest skomplikowana i cudownie zakręcona. Na początku zalew informacji może trochę przytłaczać, jednak już po chwili wszystko układa się w idealnym porządku i nie ma najmniejszych problemów z beztroskim utonięciem w przygodach trójki śmiałków. Dodatkowo wplecenie do fantastyki odrobiny kryminału jeszcze bardziej wzbogaca walory powieści. Widać, że Anna Kańtoch z książki na książkę rozwija się i jeśli utrzyma tendencję zwyżkową, to już lada moment każdy kolejny tytuł będzie bił na głowę cały rynek.

13 Anioł

Ogólnie ciężko się pisze takie teksty, bowiem nie ma na co narzekać, a znowu samo wychwalanie powoli staje się nużące. Lecz cóż mam na to począć, że w 13 aniele zakochałem się od pierwszego wejrzenia? Doskonała historia, warsztat językowy autorki, czy wreszcie stworzony od podstaw świat, który naprawdę potrafi wciągnąć czytelnika w swoje realia. Co lepsze, poznajemy ten świat stopniowo, razem z rozwojem sytuacji, podążając za głównym bohaterem. Pisarce opisy przychodzą z niezwykłą łatwością i nawet nie czuje się, że właśnie oglądamy oczyma wyobraźni wykreowany przez nią świat. Wszystko przyjmujemy na dobre słowo, na nie popartą niczym wiarę. Po prostu tak ma być i już. Dzięki temu podczas lektury nie musimy się skupiać na poznawaniu otaczającego naszych bohaterów świata, lecz możemy bez reszty oddać się ciekawej przygodzie.

Na koniec może jeszcze słówko o budowie utworu. Rozdziały zostały podzielone tak, aby każdy z nich opowiadał historię jednego dnia. Nie to jednak jest najistotniejsze. Najbardziej zainteresowały mnie tak jakby wstępy do każdego z nich; fikcyjne utwory pochodzące z klasyki getteimskiej kultury, przemówienia radiowe czy nawet szkolne przyśpiewki. Dosyć interesujący zabieg mający na celu jeszcze bardziej zainteresować czytelnika tym jakże ciekawym światem. I trzeba przyznać... Zdaje egzamin!

Jak podsumować ten tekst? Wystarczyłoby skopiować drugi akapit i byłoby dobrze. Nie będę jednak uciekał się do prymitywnych metod i wyduszę z siebie jeszcze zdanie, dwa. Jeśli masz wolne trzydzieści złotych w portfelu i nie wiesz, jak je spożytkować, idź do najbliższej księgarni i kupuj tę książkę. Jeśli nie masz... Cóż, jeśli nie masz, to załatw sobie kasę i też kup! Ot, co!