1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Uncategorized

Recenzja: Serious Sam HD: The First Encounter

Powiadają, że żaden mądry człowiek nie wchodzi dwa razy do tej
samej rzeki. Chorwaci z CroTeamu tym razem postąpili na opak: nie
tylko ponownie zażyli kąpieli, ba, popłynęli razem z nurtem.
Pozostaje jednak jedno zasadnicze pytanie: czy aby ci goście
zbytnio nie przeszarżowali, pokładając nadzieję w ratunku ze strony
Poważnego Sama?

Amadeusz 'ElMundo' Cyganek

Odświeżenie przygód kultowego eksterminatora wrednych ufoków było z wielu względów operacją o podwyższonym ryzyku, bo gdy dowiadujemy się, że twórcy chcą sprzedać grę z 2000 roku z odświeżoną oprawą audiowizualną po super-hiper-niepoważnej cenie (20 eurosów…), autentycznie nogi uginają się w kolanach. Ale z drugiej strony patrząc: przecież to Sam, bohater jednej z najbardziej zwariowanych strzelanek w historii elektronicznej rozrywki, reprezentujący niczym nieskrępowaną ułańską rozgrywkę i gwarantujący tony mięcha walającego się po ekranie. Mimo że 9 lat temu byłem jeszcze niewyrośniętym gówniarzem, doskonale pamiętam hordy kosmicznych stworów posyłanych w niebiańskie otchłanie jednym celnym strzałem, dlatego czuję się w obowiązku sprawdzić, co w trawie piszczy.

Jak już wspominałem, Serious Sam HD: The First Encounter to właściwie kalka oryginału sprzed lat z tym dającym +5 do marketingu "haj definiszyn", więc jeśli o fabułę, nie zmieniło się absolutnie nic a nic. Null, zero. Z dziennikarskiego obowiązku należałoby jednak przybliżyć nieco historię opowiedzianą w grze (jeśli doskonale pamiętasz o co biega, możesz pominąć kilka następnych zdań), co też niniejszym czynię.

Obrazek

"Kosmos jest nasz!" - zgodnie zakrzyknęli Ziemianie, zaś loty w przestrzeń poza atmosferą naszej planety to już nowinka dostępna nawet dla zwykłego Kowalskiego. Gdyby nie to, że akcja gry dzieje się w odległej i niezbyt osiągalnej naszą wyobraźnią przyszłości, brzmiałoby to niczym kiełbasa wyborcza NASA na rok 2030. Dla futurystycznego człowieka podróże to jednak za mało: wszyscy zapragnęli handlować z innymi nacjami i odbywać szalenie niebezpieczne, choć niezapomniane rejsy kolonialne. Uczestnicy jednego z nich z pewnością tego kursu nie będą dobrze wspominać. Misja wkroczyła bowiem na terytorium okupowane przez tajemniczą kosmiczną rasę pod dowództwem niejakiego Mentala. Gość nie jest raczej znany ze skłonności do działań dyplomatycznych, bo po jego wrogach zostaje na razie tylko siwy dym i nie mniej mgliste wspomnienia. Ziemianie mocno zapracowali na miano kolejnej ofiary nieposkromionych wandali, ponieważ to wydarzenie zapoczątkowało serię międzygwiezdnych wojenek. Na kłopoty - rzecz jasna - Sharon… ekhm, Sam Stone, specjalista od spraw wszelakich, wliczając w to te najbardziej beznadziejne. Co ciekawe, nasz bohater zostaje wysłany… do starożytnego Egiptu, by wykorzenić zło od zarodka i nie pozwolić, by Mental miał jeszcze jakiekolwiek złudzenia, że Ziemia to kawał całkiem przydatnego terytorium dla panoszących się tu i ówdzie ufoków.

To, co nadal bawi i zadziwia to niesamowicie zakręcony zestaw naszych antagonistów. Powiem szczerze, że chyba w żadnej innej grze nie znajdziecie tak pojechanego arsenału wrogów i w tym aspekcie panowie z CroTeamu zasługują na palmę pierwszeństwa. Barwny korowód mutantów otwierają różne warianty ludzkich walczaków, którzy z jakiegoś powodu zostali skróceni o głowę, a w miejsce rąk wszczepiono im mnóstwo śmiercionośnego badziewia. Jedni odznaczają się bombowym usposobieniem (dosłownie, przy okazji ich ataku polecam także ściszyć nieco głośniki i nie pytajcie, po co), drudzy mają zamiar zrobić nam egipską masakrę piłą mechaniczną, a jeszcze inni pakują w nas mnóstwo ołowiu ze swojego gatlinga. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Na drodze do ostatecznej wiktorii spotkamy jednookie mutanty i to zarówno chodzące, jak i latające, końskie szkieletory, ślepe byki czy żaby. Do tego dochodzą jeszcze wielkie mechaniczne roboty przywodzące na myśl sagę George'a Lucasa czy uzbrojone w spluwy megaskorpiony. Nie wymieniłem oczywiście wszystkich przedstawicieli tej wesołej ferajny, bo zajęłoby to znacznie więcej czasu, a właśnie wrogowie i ich zróżnicowanie czynią rozgrywkę naprawdę dynamiczną i zwariowaną.

Obrazek

Czym jednak byłby Sam bez swoich śmiercionośnych zabawek! Czego tam nie znajdziemy: wyrzutnia rakiet, granatnik, dwururka, działko laserowe a nawet podręczna armata - iście szatański arsenał, którego nie powstydziłby się żaden szanujący się pacyfikator kosmitów. Z takimi pukawkami przemierzanie kolejnych świątyń i komnat to naprawdę czysta przyjemność.

Niestety, nie da się ukryć że Serious Sam w wersji HD nie daje już takiej radochy jak pierwowzór. Strasznie denerwuje ograniczona przestrzeń na której prowadzimy walkę - ciasne korytarze i malutkie komnaty zdecydowanie pokazują, jak koncepcyjnie zacofane w tym momencie stały się przygody Poważnego Sama. Rozgrywka jest bardzo schematyczna i co za tym idzie równie szybko się nudzi. Ładowanie wiader naboi we wrogów to fajna robota ale do czasu, bo po kilku minutach wciskania lewego przycisku myszy i palce bolą i człowieka autentycznie krew zalewa. Aby ukończyć kampanię trzeba mieć ogromne pokłady samozaparcia, a osoby, które już raz ukończyły podstawową wersję przygód po prostu podziękują po połowie zabawy chyba, że rozłożą sobie eksterminację świty Mentala na kilka dni.

Odświeżona oprawa graficzna znakomicie odzwierciedla staroszkolny klimat Serious Sama. Najlepsze efekty zdecydowanie daje podwyższona rozdzielczość i poprawiona szczegółowość tekstur. Ponadto chorwaccy graficy dorzucili lepszą pracę świateł i cieni oraz płynniejszą animację wrogów. Wszystko sprawuje się nader przyzwoicie, gra nie serwuje nam jakichś niebotycznych wymagań sprzętowych i chodzi nadzwyczaj płynnie, za co chwała panom ze studia CroTeam. Trochę gorzej z robotą poradzili sobie dźwiękowcy, bo grając cały czas miałem w głowie niesamowite huki i jęki z podstawowej części gry i w tym aspekcie czas nie bardzo ruszył do przodu, przez co jesteśmy momentami świadkiem kakofonii nie do opisania. Niezbyt dobrze spisuje się także tryb multi - z dobrym łączem nie ma co nawet startować, serwery są fatalnie zoptymalizowane, a ciągłe kicki z rozgrywek w multi skutecznie zniechęcały mnie do kolejnych potyczek.

Pomysł poddania Serious Sama operacji plastycznej nie był taki zły, ale formuła zwariowanej i bezkompromisowej zabawy już delikatnie się przejadła. Gra bawi, ale tylko wtedy, gdy rozsądnie dawkujemy sobie kolejne porcje antycznej rozróby; w przeciwnym wypadku bezwładnie trzymamy palec na spuście i beztrosko ziewamy. Dla Polaków zaporą nie do przejścia okaże się także cena (w przeliczeniu na złotówki nieco ponad 80 złotych) co w odniesieniu do jakości tej gry i marnej liczby innowacji jest niezbyt rozsądnym posunięciem. Jeśli znajdziecie ją w jakiejś promocji za góra 5 euro - brać, nie pytać, w przeciwnym wypadku kierujcie się zdrowym rozsądkiem. Trzeba jednak przyznać, że nic nie odpręża tak, jak półgodzinna młócka zwariowanych kreatur. Ale więcej po prostu wytrzymać się nie da…

Gatunek: akcji/FPS
Producent: CroTeam
Wydawca: Majesco
Dystrybutor PL: brak
Platforma: PC/X360
Wymagania sprzętowe: Proc. 3 GHz, 1 GB RAM, karta graf. z SM 3.0 (min. GF 7600/Radeon X1600
Data premiery: 24.11.2009
Strona WWW: http://www.serioussam.com/
PEGI Rating: 18+
Cena: 19,99 euro

Grafika: 8
Dźwięk: 6
Grywalność: 5

Plusy:
[+] grafika [+] zwariowani wrogowie [+] klimat [+] arsenał [+] płynność i niskie wymagania

Minusy:
[-] po pewnym czasie nuży [-] dźwięk [-]ograniczenia [-] mimo wszystko odgrzewany kotlet [-] problemy z grą w sieci [-] schematyczna rozgrywka [-] cena!

Ocena końcowa: 5+

Przy okazji zapraszamy do obejrzenia naszego autorskiego gameplayu z gry Serious Sam HD: The First Encounter