Lars Gustavsson, jeden z ważniejszych ludzi w DICE, specjalnie dla
Eurogamera powiedział, co sądzi o swoim wydawcy - Electronic Arts.
Oczywiście jego wypowiedzi są jak najbardziej przewidywalne, ale
chyba nikt nie plułby na rękę, która Cię żywi. A przynajmniej nikt
poza Tomonobu Itagakim z Tecmo. W każdym razie pana Larsa warto
przeczytać chociażby z jednego powodu - nie da się nie zgodzić, że
oblicze EA, pomału bo pomału, ale się zmienia, swoim programem
zbliżając się do Ubisoftu czy Activision bardziej, niż można byłoby
wcześniej pomyśleć.

Obrazek
"-Wydaje mi się, że EA które widzicie dzisiaj -a słyszałem to od praktycznie każdej osoby spoza kręgu - jest zupełnie innym EA niż dawniej. Przypuszczam, że nie jest to zmiana nagła czy gwałtowna, lecz zaplanowana, a dopiero od jakiegoś czasu możemy widzieć jej owoce. Wystarczy spojrzeć na Dead Space i resztę. To przykład na dobrze obrany kierunek i jestem z tego powodu naprawdę zadowolony, jak również z tego, że dostrzegają to inni ludzie. "

Obrazek
Cóż, w jednym na pewno się z panem Gustavsoonem zgadzam. Największym plusem EA na rok 2008 był Dead Space i to bezsporny fakt. Firma znana z seryjnie wypluwanych gier sportowych, pozycji o wychowywaniu rodziny, karmieniu zwierząt i hodowaniu własnych cywilizacji od bakterii stworzyła horror, który dla wielu jest najlepszą pozycją minionych dwunastu miesięcy. Nikt się tego po EA nie spodziewał, nic więc dziwnego, że pozytywne zaskoczenie było ogromne. Co najlepsze, EA postanowiło iść za ciosem. Wystarczy poszperać w sieci o ich kolejnym, równie ciekawym projekcie.

Niestety, jest również druga strona medalu. Chyba każdy z graczy boi się nadchodzącego The Sims 3. Ponadto to, co EA chce zrobić z Dead Space na Wii zakrawa na pomstę do nieba (i tak pewni ludzie mają już zamówione miejsce parkingowe w piekle za wydanie na świat Spore). Jak tak wspaniały survival-horror z gęstym jak smoła klimatem można spłycić do automatowego shootera?! Oliwy do ognia dolewa fakt, że EA doszło do wniosku, jakoby w 2009 roku aż połowa ich gier była skierowana dla konsoli DSi. Powód? Na przenośne Nintendo gry robi się bardzo łatwo, szybko i tanio, a produkty na tego handhelda znikają z pólek w zastraszającym tempie. Zwłaszcza w Japonii, gdzie gigant zaczyna się zadomawiać. Cóż, panie Lars, najwyraźniej zapomniał pan tego dodać.