1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Minari”, „Mank” a może „Nomadland”? Oceniamy filmy nominowane do Oscara 2021. Ranking od najgorszego do najlepszego

Już niedługo poznamy odpowiedź na pytanie, który film otrzyma Oscara 2021 i zostanie uznany najlepszą produkcją minionego roku. Walka jest niezwykle wyrównania, bo taki też jest poziom nominowanych filmów w tym roku. Poniżej staram się jednak uszeregować kandydatów do Oscara w kategorii „Najlepszy film” od najgorszego do najlepszego.

Od Minari po Nomadland. Oceniamy filmy nominowane do Oscara 2021

Judas And The Black Messiah

Ciekawa historia ogniskująca się wokół działalności organizacji Czarnych Panter w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 60. XX wieku. Film opowiada o dwóch odmiennych postaciach – jedna to przewodniczący partii Czarnych Panter w stanie Illinois, a druga to mężczyzna, który przynależy do organizacji, ale tak naprawdę działa jako informator dla FBI.

„Judas And The Black Messiah” nie wprowadza jednak zbyt wielu nowości i świeżych rozwiązań do solidnego, acz generycznego motywu thrillera o zdrajcy i pracującym pod przykrywką krecie. To niezłe kino, ale raczej z tych, do których nie będziecie już wracać.

Naszą recenzję filmu „Judas And The Black Messiah” przeczytacie TUTAJ.

Mank

„Mank” to jeden z najbardziej wymierzonych pod Oscary filmów ostatniej dekady. Wszystko wręcz w nim krzyczy „dajcie mi chociaż nominacje!”. I trzeba przyznać, że od strony formalnej rzeczywiście dzieło Davida Finchera jest nie lada dokonaniem. Fantastyczne zdjęcia, stylizowane na poetykę filmów z lat 30. i 40 XX wieku, znakomity montaż, rewelacyjny, jak zawsze Gary Oldman. To wszystko bez dwóch zdań majstersztyki sztuki filmowej i materiał na liczne wykłady z teorii (i praktyki) kina w szkołach filmowych.

Ale przy tym wszystkim, „Mank” jest też dziełem hermetycznym, wymagającym znajomości nie tylko formalnych aspektów kinematografii, by móc wyłapywać wewnętrzne smaczki i w pełni docenić kunszt reżyserski, ale też i historię USA z lat 30. XX wieku.

Sam scenariusz niestety nie pomaga w zaangażowaniu zwykłego widza, a wręcz jeszcze bardziej odpycha go od tej historii. Od strony czysto technicznej jest to jednak najlepszy film w tym gronie, więc jeśli zdobędzie statuetkę w tej kategorii, to, choć będę rozczarowany, będę też w stanie zrozumieć ów stan rzeczy. Choć liczę, że Akademia nie postawi tylko na aspekty formalne.

Naszą recenzję filmu „Mank” przeczytacie TUTAJ.

Nomadland

„Nomadland” w reżyserii Chloe Zhao (która przygotowuje właśnie widowisko „The Eternals” dla Marvela) to film, który jeszcze kilka lat temu znalazłby się pośród nominowanych w kategorii „film nieanglojęzyczny”, gdyby tylko powstał poza granicami USA. To medytacyjne, kontemplacyjne kino arthouse’owe, łączące fabułę z formatem dokumentalnym.

Rzecz ciekawa, wspaniale zagrana przez Frances McDormand, ale też trzymająca widza na dystans. Fabuła potrafi chwilami wzruszyć i skłonić do zadumy, ale jest też dość płytka i nie prowadzi do żadnych odkrywczych wniosków. Mimo wszystko, wydaje się, że jest to oscarowy faworyt. Z nie do końca wiadomych mi przyczyn…

Naszą recenzję filmu „Nomadland” przeczytacie TUTAJ.

Minari

Czy po zeszłorocznym zwycięstwie filmu „Parasite” przyjdzie pora na drugi cios ze strony Korei w Hollywood? „Minari” jest wprawdzie koprodukcją amerykańsko-koreańską, ale jego fabuła to American Dream w stanie czystym, z tymże z koreańską rodziną w roli głównej. Kto wie, czy i tym razem więc Akademia nie da się ponieść urokowi motywów koreańskich. A urok ten ma swoją siłę.

Podobnie jak w „Nomadland”, mamy tu do czynienia z kameralną historią, w tym wypadku o rodzinie emigrantów, która próbuje zapuścić korzenie w nowym miejscu. Jest to film pełen humoru, wzruszeń, elegancji. Ale, znowu, podobnie jak „Nomadland”, nie przedstawia nam nic, czego byśmy już wcześniej nie oglądali. To po prostu, tylko i aż piękne i przyjemne w odbiorze kino o poszukiwaniu swego miejsca w świecie.

Naszą recenzję filmu „Minari” przeczytacie TUTAJ.

Obiecująca. Młoda. Kobieta.

Tu już robi się znacznie ciekawiej. „Obiecująca. Młoda. Kobieta.”, choć nie jest oczywiście filmem bezbłędnym i tym bardziej wybitnym, to spośród całego powyższego i poniższego grona, stanowi najbardziej barwny, dosłownie i w przenośni, obraz. Jego autorka, Emerald Fennell, odważnie zabawiła się z gatunkami i motywami, które umiejętnie posklejała ze sobą. „Obiecująca. Młoda. Kobieta.”, zaczyna się (i kończy) niczym współczesne revenge fantasy, ale w samym środku oferuje nam zręczną miksturę dramatu, satyry społecznej oraz… komedii romantycznej.

Z jednej strony autorka mruga do widza okiem, ale z drugiej podejmuje się opowieści na jak najbardziej poważny temat. Huśtając się przy tym blisko granicy z kinem klasy B. Wątpię, by „Obiecująca. Młoda. Kobieta.”, otrzymał Oscara za „najlepszy film”, ale w gronie nominowanych w tym roku jest to właściwie najciekawsza i najbardziej niekonwencjonalna pozycja.

Naszą recenzję filmu „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” przeczytacie TUTAJ.

Proces Siódemki z Chicago

W tym przypadku wracamy do bardziej konwencjonalnego kina, ale za to na absolutnie najwyższym poziomie. Główna tego zasługą, jest brawurowo napisany scenariusz autorstwa Aarona Sorkina. Jego siła kryje się w fenomenalnych dialogach i udanych kreacjach aktorskich. Do tego, „Proces Siódemki z Chicago” idealnie trafił w swój czas, opowiadając o protestach i niesłusznie oskarżanych w procesach politycznych ludziach ewidentnie rezonuje z wydarzeniami, które mają miejsce w chwili obecnej, nie tylko w USA.

Naszą recenzję filmu „Proces Siódemki z Chicago” przeczytacie TUTAJ.

Sound of Metal

Chciałbym, by „Sound of Metal” otrzymał Oscara za „najlepszy film”, natomiast raczej wątpię, by coś takiego się wydarzyło. Zachwycił mnie pod względem warstwy formalnej (surowe, sugestywne i stwarzające intymną atmosferę zdjęcia; ciekawe rozwiązania dźwiękowe). Riz Ahmed w roli głównej, jako tracący słuch perkusista, najbardziej poruszył mnie emocjonalnie. Podobnie jak naczelna tematyka tego filmu, czyli nauka życia na nowo w zupełnie innych warunkach, akceptacja zmian, pogodzenie się z nieuchronnym, ale i znalezienie w tej sytuacji pozytywów.

To piękny i mocny przekaz, podany w znakomity i zwracający uwagę sposób. Plus, „Sound of Metal” zwraca naszą uwagę na społeczność osób głuchoniemych, które nie są nadmiernie reprezentowane w mediach.

Naszą recenzję filmu „Sound of Metal” przeczytacie TUTAJ.

Ojciec

„Ojciec” to, przynajmniej dla mnie, zdecydowanie najlepszy film spośród tych, które zostały nominowane do najważniejszej kategorii oscarowej w tym roku. Jedyny problem jaki mam z tym dziełem w opisywanym gronie jest taki, że to praktycznie film brytyjski (i z w pełni brytyjską obsadą). Zapewne znalazł się w kategorii „Najlepszy film”, bo jeden z producentów jest Amerykaninem i w ten sposób Oscary „troszkę oszukują” zabierając do swojego grona „najlepszych amerykańskich filmów” produkcję Made in UK.

Abstrahując jednak od tych kwestii, „Ojciec” to w ogóle najlepszy film sezonu, choć niełatwy w odbiorze, wręcz przerażający, gdyż wciągający widza do umysłu człowieka chorującego na demencję. Ale jest w nim coś przejmująco ludzkiego, obezwładniającego, smutnego, ale i na swój sposób pięknego, czy może nawet bardziej szlachetnego. A rola główna Anthony’ego Hopkinsa to po prostu majstersztyk. Jedna z najlepszych w jego karierze. Aktorski popis jakiego już w sumie dawno nie widziałem.

Naszą recenzję filmu „Ojciec” przeczytacie TUTAJ.