Kurz po zbiórce Łatwoganga już opadł, a czas, który upłynął, pozwala spojrzeć na to wydarzenie z dystansem. To dobra okazja do podsumowań – nie tylko tej konkretnej akcji, ale i innych inicjatyw charytatywnych wspierających szeroko pojętą ochronę zdrowia. Czy stanowią one realne wsparcie w służbie wyższemu dobru? Czy może są jedynie protezą niewydolnego systemu? Przyjrzyjmy się liczbom oraz opiniom ekspertów.
Wszystko zaczęło się w niewielkiej warszawskiej kawalerce. To tam 23-letni Piotr Hancke – influencer znany jako Łatwogang, kojarzony dotychczas z lekkim i angażującym kontentem – zebrał ponad 250 mln zł na rzecz fundacji Cancer Fighters, wspierającej najmłodszych pacjentów onkologicznych. Uwzględniając zbiórki poboczne, ostateczny wynik akcji zamknął się w imponującej kwocie ponad 282 mln zł.
Stream Łatwoganga, w którym wzięły udział dziesiątki polskich celebrytów, artystów i sportowców, trwał nieprzerwanie przez 222 godziny (ponad 9 dni). Zebrany ponad ćwierć miliard złotych pozwolił na oficjalne pobicie rekordu Guinnessa w kategorii internetowych zbiórek pieniędzy.
Aby uzmysłowić sobie skalę tego sukcesu, warto spojrzeć na szerszy kontekst: choć internet w formie komercyjnej funkcjonuje od pierwszej połowy lat 90., a dostęp do sieci ma dziś około 70 proc. światowej populacji (ponad 5,5 mld ludzi), to właśnie polski twórca zdołał zmobilizować społeczność do wpłat na tak gigantyczną skalę.
"W oknie 26.04 – 27.04 polskie social media zostały zdominowane przez jedną falę: triumfalne podsumowanie zbiórki Łatwoganga i fundacji Cancer Fighters" – czytamy na stronie Kolektywu Analitycznego Res Futura zrzeszającego ekspertów zajmujących się monitoringiem szeroko rozumianej cyberprzestrzeni. „Dyskurs jest niemal jednogłośnie aprobacyjny, wyraźnie afektywny i zorganizowany wokół wątku >>cudu polskiego internetu<<.” – czytamy dalej. W momencie analizy jedynie nieco ponad 5 proc. wzmianek na temat akcji miało charakter negatywny.
Z perspektywy analizy internetowego sentymentu największymi wygranymi wydarzenia zostali Łatwogang oraz Bedoes 2115 – raper, który wspólnie z 11-letnią, walczącą z nowotworem Mają Mecan stworzył utwór stanowiący bezpośredni impuls do startu akcji.
"Drugim wygranym, paradoksalnie, jest obóz krytyki państwa jako takiego: zbiórka jest masowo używana jako argument przeciwko klasie politycznej, z większą szkodą dla aktualnej koalicji rządzącej niż dla opozycji, ponieważ to KO odpowiada dziś za stan NFZ" – czytamy w analizie serwisu Res Futura.
Spójrzmy jednak na twarde dane. Wydatki NFZ w 2025 roku wyniosły około 220 MILIARDÓW złotych. Oznacza to, że zbiórka, którą żył niemal cały polski internet oraz spora część mediów zagranicznych, wygenerowała wpływy na poziomie zaledwie jednego promila publicznych nakładów na ochronę zdrowia. Promila.
O podobnej skali możemy zresztą mówić w przypadku finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku akcja Jerzego Owsiaka przyniosła ponad 263 mln zł, podczas gdy w rekordowym 2025 roku do puszek wrzuciliśmy prawie 290 mln zł. To wciąż nieco więcej niż wynik Łatwoganga, a jednocześnie nadal tylko nieco ponad promil środków, które w skali roku wydaje NFZ.
Na marginesie warto zauważyć, że prawica wykorzystała sukces Piotra Hanckego, by uderzyć w WOŚP, stosując głównie argument kosztowy. Nie jest tajemnicą, że machina Orkiestry pochłania ogromne zasoby: od potężnego czasu antenowego i wsparcia infrastrukturalnego dla lokalnych sztabów, po logistykę setek koncertów. Do tego dochodzi zaangażowanie służb, produkcja materiałów oraz tysiące godzin pracy wolontariuszy.
Zwolennicy WOŚP ripostują jednak, że inicjatywa Łatwoganga była zjawiskiem wirusowym i jednostkowym – akcją, która w formie zaplanowanego projektu prawdopodobnie nie osiągnęłaby tak spektakularnego celu. Przypomnijmy, że influencer pierwotnie zakładał zebranie 500 tys. zł, a ostatecznie kwota ta została przebita ponad 560-krotnie. Tymczasem Jerzy Owsiak od ponad 30 lat prowadzi działalność o charakterze cyklicznym, co roku zasilając system ochrony zdrowia milionami złotych w sposób przewidywalny i zorganizowany.
Wróćmy jednak do samych proporcji. Miliony osób wpłaciły na konto Łatwoganga drobne kwoty: 10, 20 czy 50 złotych. Sam twórca wielokrotnie podkreślał, że liczy się każda złotówka. Jak jednak ta jednostkowa hojność prezentuje się z perspektywy systemowej?
Składka zdrowotna wynosi 9 procent. Tyle właśnie od swojej pensji pomniejszonej o inne składki (emerytalne rentowe i chorobowe) płaci miesięcznie etatowiec do NFZ-u. Przy średniej krajowej wynoszącej około 8900 brutto (dane z gospodarki narodowej za 2025 rok) jest to około 700 zł miesięcznie. Mnożąc to razy 12 miesięcy otrzymujemy wartość około 8,5 tys. zł. To pokazuje różnicę między tym, jak działa system, a co mogą zapewnić zbiórki.
Niesprawiedliwe jak zbiórka na chore dzieci
Nie chodzi jednak tylko o kwestię różnicy skali między akcjami charytatywnymi i publicznym systemem.
– Zbiórki nie powinny być standardowym sposobem zabezpieczania potrzeb zdrowotnych. Powinny być wyjątkiem, np. kiedy leczenie jest nierefundowane. Są bowiem jednym z najbardziej niesprawiedliwych mechanizmów redystrybucji, jakie można sobie wyobrazić – mówi mi dr Maria Libura, Ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia i Polskiej Sieci Ekonomii.
– Istnieje coś takiego, co eksperci nazywają "chorobami prestiżowymi”. Istnieją choroby, które społeczeństwo dostrzega i takie, które woli "ukryć”. Osoby cierpiące na te pierwsze są priorytetowo traktowane zarówno w systemach ochrony zdrowia, jak i podczas zbiórek. Dla systemu ochrony zdrowia "chorobami prestiżowymi" są np. dolegliwości mężczyzn w wieku produkcyjnym, które są kojarzone z zamożnym panem w garniturze, czyli na przykład choroby serca. Jeśli chodzi o zbiórki logika jest nieco inna, bo najłatwiej jest zebrać pieniądze na dzieci. Szczególnie te, które ładnie wychodzą na zdjęciach. Znacznie trudniej będzie osobie starszej – dodaje.
Tutaj też myślę, ważny kontekst, o którym ekspertka sama mówiła w podcaście Dwie Lewe Ręce. Podczas dyskusji przyznała, że jako matka chorego dziecka musiała uczestniczyć w zbiórkach.
"Na zbiórkach stajesz się produktem, musisz się odpowiednio ukorzyć, by emocjonalna wypłata dającego była wyższa" – mówiła w rozmowie z Jakubem Dymkiem.
Podkreślała, że zbiórki odbywają się nierzadko ogromnym kosztem chorego dziecka, które trzeba pokazać w określony sposób. "Stają się towarem, sprzedają swoją chorobę czy niepełnosprawność w zamian za to, że ktoś się lepiej poczuje".
System publiczny, choć niepozbawiony wad, jest jednak bardziej egalitarny. Przez to, że jest "bezduszny" paradoksalnie jest również mniej podatny na arbitralną selekcję w udzielaniu pomocy. W konsekwencji dla chorych jest bardziej sprawiedliwy.
Badaczka zwraca uwagę na ślepą plamkę empatii, którą wyłożył w świetnej książce "Przeciw empatii" psycholog z Uniwersytetu Yale, Paul Bloom. Autor, opisując współczucie, używał metafory "reflektora". Empatia miałaby być więc czymś, co oświetla tylko niektórych – osoby z naszej grupy społecznej lub takie, wobec których współczucie jest łatwiejsze np. dzieci.
Pytanie o zasadność charytatywnych zbiórek zadaję Michałowi Zabdyrowi-Jamrozowi, politologowi, adiunktowi Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– W tej chwili niestety mają uzasadnienie choćby takie, że wspomagają finansowo w zakresie świadczeń towarzyszących, wsparcia w utrzymaniu rodziny, finansowaniu rehabilitacji, itp. Tutaj problemem jest niedofinansowanie systemu zdrowotnego i opieki społecznej dla chorych – odpowiada ekspert.
– Generalnie jest to temat znacznie mniej jednoznaczny niż można wnioskować z entuzjazmu względem społecznej mobilizacji i dobroci serca darczyńców – dodaje.
– Zbiórki są walką o uwagę. A przez to są również utowarowieniem choroby. Mechanizm wygląda tak: ja pokazuję, jak jest mi źle, a wy, wpłacając, kupujecie sobie poczucie, że pomagacie. To z kolei nie musi mieć wiele wspólnego z zaspokojeniem realnych potrzeb zdrowotnych – stwierdza Maria Libura.
– Tego typu akcje charytatywne wymagają dodatkowej pracy emocjonalnej od samych chorych i ich rodzin. I to wygląda, akceptowalnie w przypadku zbiórek, które odniosły sukces, ale jest absolutnie dramatyczne, łamiące serce, w przypadku tych osób, które nie osiągnęły celu zbiórki. Tym ludziom do dramatu choroby dochodzi dewastujące przygnębienie, że tyle wysiłku i pracy emocjonalnej poszło na marne, i poczucie, że mało kto się nami przejmuje. I takie sytuacje są bardziej powszechne niż się wydaje – mówi mi z kolei badacz z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Nie cała kasa dla chorych
Kolejną problematyczną kwestią, która pojawia się w kontekście akcji charytatywnych jest fakt, że relatywnie duża część środków jest przeznaczana na administrację oraz działania spoza zakresu bezpośredniej pomocy.
Ze sprawozdania finansowego fundacji Cancer Fighters za 2024 roku przeanalizowanego przez Demagog.pl wynika, że jej przychody wyniosły ponad 12 mln zł. Środki przeznaczone na szeroko pojętą administrację to 1,7 mln. Te ostatnie stanowiły więc 14 proc. wpływów. To naprawdę sporo. Nie chodzi bynajmniej o to, że "coś tu śmierdzi". Po prostu NGO-sy, ze względu na swój rozmiar, mają wysokie koszta w stosunku do wpływów; to cecha typowa dla w zasadzie wszystkich małych organizacji. Te są znacznie mniej efektywne kosztowo niż wielkie organizmy. Dla porównania koszty administracyjne NFZ to mniej niż 1 proc. jego wydatków.
– Zbiórki, razem z czystymi mechanizmami rynkowymi, zawsze będą najmniej efektywnym kosztowo i najbardziej niesprawiedliwym mechanizmem finasowania opieki zdrowotnej – mówi mi Michał Zabdyr-Jamróz.
Maria Libura zauważa jeszcze jedną rzecz. Otóż zbiórki niejednokrotnie są przeznaczane na terapie o, delikatnie mówiąc, wątpliwej skuteczności.
– Przy tego rodzaju zbiórkach przydałaby się lepsza kontrola nad tym, co właściwie finansujemy.
W publicznym systemie wymagamy dowodów, terapia ma być bezpieczna i skuteczna. W przypadku zbiórek bywa z tym różnie – mówi mi Libura.
Jest zupełnie zrozumiałe, że rodzice chorych dzieci zrobią absolutnie wszystko, żeby pomóc swoim dzieciom. Czasami wbrew faktom i najlepszej możliwej wiedzy medycznej. Nie ma w tym ani nic dziwnego, ani nic złego; rodzice nie są ekspertami w dziedzinie medycyny. Sami są podatni na manipulacje szarlatanów (kto pamięta słynne terapie promowanie przez posła Mejzę?) obiecujących cudowne ozdrowienia (albo trzymają się promila szansy, że akurat w przypadku ich dziecka eksperymentalne leczenie zadziała). Problem pojawia się wtedy, kiedy terapie o – delikatnie mówiąc – niepotwierdzonej skuteczności przysparzają cierpienia osobom w ostatnim okresie życia.
Mamy więc kilka zarzutów wysuwanych pod adresem akcji charytatywnych. Po pierwsze – i najważniejsze – ich zasięg jest bardzo ograniczony w porównaniu do publicznego płatnika jakim jest NFZ. Nawet największym z nich trudno jest przeskoczyć jedną tysięczną wydatków publicznych na ochronę zdrowia.
Warto o tym zawsze pamiętać, kiedy czytamy, że mieliśmy do czynienia z "ogromną zmianą", że Polacy "pokazali, że można organizować się obok niewydolnego państwa". A przypomnijmy, że taką właśnie emocję istniejącą w przestrzeni publicznej zmapowali eksperci z Res Futury.
Po drugie zbiórki działają selektywnie – uprzywilejowują pewnych pacjentów i pewne choroby. Dają również "fory" organizacjom dobrze posadowionym klasowo. Więcej zbierają te fundacje, które mają ucho zamożnych.
Pomniejsze zarzuty to dość niska efektywność kosztowa takich przedsięwzięć oraz dyskusyjne – przynajmniej w niektórych przypadkach – cele zbiórek.
Michał Zabdyr-Jamróz mówi mi o jeszcze jednej wątpliwości.
– Nie chcę być "panem marudą" niszczycielem dobrej zabawy. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że dla wielu celebryckich i biznesowych uczestników tych akcji to jest właśnie to: zabawa. Pożyteczna, w dobrej wierze, ale często będąca aspektem strategii biznesowo–marketingowej. Znacznie większym ryzkiem obarczone jest nie dawanie odporu doszczętnie fałszywej narracji, że takimi zbiórkami systemowo zastąpimy NFZ – stwierdza.
Jak zauważył słusznie Jakub Wiech, dziennikarz specjalizujacy w tematyce energetycznej: "kiedy płonie dom, to można jednocześnie chwalić tych, którzy biegną go gasić z kubłami, wiadrami czy szklankami wody i domagać się stworzenia systemu, w którym na miejsce podjechały zastępy profesjonalnej państwowej straży pożarnej z wozami i drabinami, krytykując przy tym ludzi, którzy starali się, żeby zlikwidować lokalną remizę".
Publiczny system jest chory
No dobrze, zmierzymy się ze słoniem w pokoju. Z tego, co zostało napisane może wynikać, że mamy świetny publiczny system ochrony zdrowia, obok którego ktoś robi festiwale dobroczynności niemające wielkiego przełożenia na to, jak działa cała machina chroniąca nasz dobrostan.
Tymczasem służba zdrowia w naszym kraju rzeczywiście boryka się ze sporymi niedomaganiami. Widać to choćby w wydłużających się kolejkach. Fundacja Watch Health Care cyklicznie publikuje informacje na temat czasu oczekiwania do specjalistów.
Według najnowszego raportu przeciętny czas oczekiwania na gwarantowane świadczenie zdrowotne wynosi 4,2 miesiąca. W 2012 roku, kiedy opracowanie pojawiło się po raz pierwszy, było to nieco ponad 2,2 miesiąca. Warto tutaj dodać, że wydłużające się kolejki do lekarzy to jeden z niewielu w Polsce wskaźników jakości życia, które w ostatnich kilku-kilkunastu latach zauważalnie się pogarszają.
Jednym ze źródeł problemu jest chroniczne niedofinansowanie, co wyraźnie pokazują zestawienia międzynarodowe. Według najświeższych danych Eurostatu za 2023 rok polskie wydatki rządowe i samorządowe na ochronę zdrowia wyniosły 5,7 proc. PKB. Choć nie zajmujemy ostatniego miejsca w statystykach, zdecydowanie znajdujemy się w ogonie Unii Europejskiej. Średnie nakłady dla całej Wspólnoty wynoszą 7,2 proc., istnieją jednak państwa, w których wydatki publiczne na ten cel przekraczają 8 proc. (Dania, Czechy, Francja czy Austria).
Nasz system kuleje między innymi dlatego, że – jak zauważa moja rozmówczyni – podczas gruntownej reformy z końcówki lat 90. był projektowany według zupełnie innych założeń.
– Pierwotnie opierano się na składce zdrowotnej, którą szacowano na 12–14 proc., by ostatecznie przyjąć poziom 10 proc. Jednak pod wpływem Unii Wolności zdecydowano się obniżyć ją do 7,5 proc. – mówi Libura.
Dla ekspertów od początku było jasne, że przy tak niskich wpływach system nie ma szans na domknięcie się finansowe.
Jak twierdzi ekspertka, zdrowie stało się ceną, jaką według ówczesnych polityków należało zapłacić za gospodarczą przewagę konkurencyjną. Składkę obniżono celowo, aby zbić koszty pracy. W efekcie zrobiono przysługę zarówno kapitałowi zagranicznemu, jak i rodzimym pracodawcom – tyle że kosztem zdrowia obywateli. Dlaczego zatem nie zdecydowaliśmy się na podwyższenie składki, gdy Polska stała się krajem wysoko rozwiniętym i jednym z bogatszych państw świata?
Odpowiedź jest prosta: "okienko reformy" się zamknęło. Trudno dziś wyobrazić sobie entuzjastyczne przyjęcie propozycji podniesienia danin. Wystarczy wspomnieć, że tuż przed wyborami prezydenckimi obserwowaliśmy zjawisko zgoła odwrotne – obecna koalicja rządząca, zabiegając o głosy, deklarowała obniżenie składki dla (relatywnie zamożnych) przedsiębiorców. Z kolei Karol Nawrocki obiecał, że nie dopuści do podwyższenia jakichkolwiek obciążeń podatkowych dla Polaków.
Efektem zbyt niskiej składki jest z jednej strony wspomniana festiwalizacja pomocy, a z drugiej pełzająca komercjalizacja systemu. Zjawisko to doskonale obrazuje raport CBOS z 2025 roku. W ostatnich dwóch dekadach zarysowała się wyraźna migracja pacjentów z sektora państwowego do modelu mieszanego, w którym korzystamy zarówno z publicznej opieki, jak i prywatnych wizyt czy abonamentów. W tym samym czasie niemal podwoił się (z 7 do 11 proc.) odsetek osób, które leczą się wyłącznie prywatnie.
– Największymi przeciwnikami publicznego systemu są osoby zdrowe, które po prostu z niego nie korzystają. Trzydziestopięciolatek posiadający prywatny pakiet medyczny może ulegać złudzeniu, że państwowa opieka nie jest mu do niczego potrzebna. Jednak wystarczy poważniejszy uraz, by ludzie chwycili się za głowy, dowiadując się, ile za leczenie musieliby zapłacić z własnej kieszeni – zauważa Maria Libura.
Paradoksalnie więc to w dużej mierze klasa średnia blokuje zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia (czego przykładem jest składkowy populizm z kampanii prezydenckiej), by później masowo wpłacać środki na zbiórki charytatywne. Takie działanie przypomina zachowanie bohatera popularnego mema, który najpierw strzela do człowieka, a potem dziwi się, że ten nie żyje.
Pytam moją rozmówczynię, jak przekonać społeczeństwo do większej partycypacji w systemie.
– Dlaczego osoba zdrowa powinna płacić składki? Z tego samego powodu, dla którego lecąc do Tajlandii, wykupuje ubezpieczenie, bo może się okazać, że w razie wypadku po prostu nie będzie jej stać na pokrycie rachunku za świadczenia – konkluduje Libura.
Mówiąc to wszystko, nie zamierzam jednak potępiać idei zbiórek. Istnieją obszary, w których są one niezbędne – choćby dlatego, że system rzeczywiście bywa niewydolny. Z drugiej strony potrzeby zdrowotne ludzkości są w zasadzie nieskończone; nie powstanie nigdy system, który zapewni kompleksową opiekę absolutnie każdemu w każdej sytuacji. Warto też pamiętać o więziotwórczym i wspólnotowym aspekcie takich akcji.
Koniec końców, ten młody człowiek dokonał czegoś wielkiego. Jeśli nie w skali budżetu państwowej opieki zdrowotnej, to z pewnością w porównaniu do możliwości niemal każdego z nas. I nikt mu tego sukcesu nie odbierze.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-06T09:44:38+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T09:24:30+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T08:30:07+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T08:02:39+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T07:32:36+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T06:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T06:34:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T06:23:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T06:12:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T06:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T20:57:29+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T20:52:54+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T19:21:35+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T19:09:35+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T18:45:23+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T18:43:33+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T18:41:37+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T17:07:28+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T17:03:49+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T16:56:46+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T16:14:08+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T15:54:32+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T15:29:31+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T15:23:34+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T15:19:44+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T15:05:50+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T13:59:42+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T13:37:52+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T12:54:46+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T12:19:20+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T11:54:10+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T11:03:41+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T10:49:25+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T10:39:37+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T09:45:28+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T09:20:03+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T08:59:03+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T08:08:59+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T06:04:34+02:00