Zachodu już nie ma. Wyklikaliście go na swoich smartfonach

"Tego Zachodu, który ostatnie kilkadziesiąt lat skupiał w sobie wielopoziomowe aspiracje Polaków, już dziś po prostu nie ma" – zauważa w swojej książce Kacper Kita, autor "Epoka chaosu. Dlaczego świat skręca w prawo".

Zachodu już nie ma. Wyklikaliście go na swoich smartfonach

"Wszak w czasach chaosu zwykł żądać lud stosów". Tak śpiewał Jacek Kaczmarski w utworze "Astrolog". I faktycznie, czasy mamy niespokojne, trudne, rozgorączkowany lud szuka więc krwawego spektaklu. Zarówno w rzeczywistości realnej, jak i wirtualnej. Wojny, pacyfikacje pokojowych protestów, bandyckie metody działania ogranów państwa z jednej strony; hejt, dezinformacja, galopująca propaganda z drugiej.

Zaufanie do tradycyjnych partii, liberalnych elit i dotychczasowych dogmatów polityki maleje z roku na rok. Dekompozycja sceny politycznej i ładu, który w Europie Zachodniej dominował od II wojny światowej, staje się faktem. W coraz większej liczbie krajów coraz większą popularność zdobywają ugrupowania alternatywnej prawicy. Jedni komentatorzy straszą kresem demokracji, wojną lub falą przemocy, inni świętują i mówią o powrocie "prawdziwych wartości".

Kacper Kita, politolog i publicysta, przygląda się z bliska tej zmianie. W swojej książce "Epoka chaosu. Dlaczego świat skręca w prawo" (wydawnictwo Port) kreśli szeroki obraz zachodzącej transformacji: od Europy po Amerykę. Pokazuje, jak różne oblicza ma alt-prawica, co łączy i co dzieli ugrupowania określane mianem "populistycznych", oraz dlaczego ich popularność nie jest przypadkiem, lecz logiczną reakcją na słabość dotychczasowego układu. Epoka chaosu to opowieść o czasach politycznego przełomu, w których trwa walka nie tylko o władzę, ale i o definicję samej demokracji. To książka dla tych, którzy chcą zrozumieć, dokąd zmierza świat – i kto dziś naprawdę wygrywa walkę o jego przyszłość.

Tylko w magazynie Spider's Web+ przedpremierowy fragment książki.

 class="wp-image-5748277"

Jak technologie postępu rujnują demokrację

Technologie cyfrowe przeniknęły każdą sferę życia publicznego, grupowego i jednostkowego. Często to właśnie one są też oskarżane o podsycanie napięć politycznych i ideologicznych. Niektórzy uznali – mocno przesadnie – narzędzia takie jak Cambridge Analytica wręcz za kluczowe dla zwycięstwa Donalda Trumpa w 2016 r. 

Technologie są dziś krytykowane z bardzo różnych pozycji – konserwatyści często dostrzegają w nich narzędzie erozji więzi rodzinnych, odmóżdżania i ograniczania swobody wypowiedzi dzieci, liberałowie zaś – manipulacji społeczeństw przez populistycznych demagogów i siania dezinformacji, a lewicowcy – pogłębienia dominacji gospodarki i polityki przez miliarderów z Doliny Krzemowej. 

Inni nadal widzą jednak w internecie nadzieję na demokratyzację debaty i obywatelską kontrolę nad decyzjami polityków. Pojawiają się dyskusje przenoszące na nowe obszary odwieczne dylematy właściwego rozłożenia proporcji między prawami jednostki a dobrem wspólnym, np. spór o zakaz smartfonów w szkołach, w którym niekiedy pojawia się nieoczywisty sojusz prawicy i lewicy przeciw liberałom.

Rozwój technologii cyfrowych bez wątpienia dobrze zgrał się z globalizacją – objął w krótkim czasie cały świat, włączając go w obieg informacji i standaryzując ludzkie zachowania. Jesteśmy bardziej niż jakiekolwiek wcześniejsze pokolenie na bieżąco z wydarzeniami, jakie rozgrywają się w dowolnie odległych państwach i na innych kontynentach, a informacje wprost nas zalewają w każdej sekundzie, w dodatku podawane w sposób spersonalizowany i maksymalnie angażujący emocjonalnie.  Innowacje cyfrowe mogą się ze swojej natury rozprzestrzeniać szybciej niż analogowe – spadły koszty transportu sprzętu, który jest też fizycznie mniejszy. Nowe aplikacje mogą być z łatwością pobierane na telefon, są też względnie łatwe w obsłudze.

Zgoda ponad podziałami

Jak trafnie zwracają uwagę w swojej książce "AI Eksploracja" Katarzyna i Andrzej Zybertowicz, nie ma – a już zwłaszcza w świecie zachodnim – krajów nieobjętych cyfryzacją, więc nie da się obserwować z zewnątrz jej wpływu na społeczeństwo i porównywać z równoległą grupą kontrolną. Innowacje cyfrowe postępują bowiem szybciej i w sposób bardziej powszechny niż analogowe. Jest jednak jeden skutek rewolucji cyfrowej i upowszechnienia się smartfonów, co do którego panuje szeroka zgoda i na który wskazują zgodnie zarówno konserwatywny socjolog prof. Zybertowicz, jak i marksistowski ekonomista Janis Warufakis oraz liberalny psycholog Jonathan Haidt. To przyczynianie się do erozji więzi społecznych w świecie rzeczywistym. Nie budzi też dziś specjalnych kontrowersji twierdzenie, że telefony komórkowe i internet są silnie uzależniające i rozpraszające, utrudniają zatem skupienie się i koncentrację na jakimkolwiek zadaniu czy jakiejkolwiek aktywności.

Z rozprzestrzenieniem się technologii cyfrowych wiązała się obietnica demokratyzacji i postępu. Wyraźnie widać jednak, że dzisiejszy świat bynajmniej nie jest spokojniejszy, a dyskurs bardziej cywilizowany niż kilkanaście lat temu. Media społecznościowe często ogłupiają i silnie uzależniają – są zresztą przecież do tego zaprojektowane. Sztuczna inteligencja pozwala tworzyć fałszywe materiały utwierdzające w przekonaniu, że polityk, którego nie lubimy, jest złodziejem, degeneratem, agentem obcego państwa. Politycy funkcjonują dziś często jako wirtualne fenomeny kulturowe. 

Trump – a raczej jego otoczenie – regularnie publikuje wytworzone przez sztuczną inteligencję filmiki, w których np. prezydent zrzuca z samolotu tony kału na demonstracje uliczne swoich przeciwników. Partie zatrudniają specjalistów do wymyślania memów i dystrybuowania ich w mediach społecznościowych przez anonimowe trollkonta.

Jednocześnie zdecydowanie uproszczeniem byłoby obwinianie za polaryzację wyłącznie internetu. [...] destabilizacja polityczna zaczęła dotykać świat zachodni dużo wcześniej niż w ostatnich latach. Czołowy polski badacz sfery cyfrowej Łukasz Olejnik w książce "Propaganda. Od dezinformacji i wpływu do operacji i wojny informacyjnej" przekonuje, że nie należy wyolbrzymiać efektu tzw. baniek informacyjnych w mediach społecznościowych. Zwraca też uwagę, że może występować odwrotne zjawisko – w internecie jesteśmy mocniej wystawieni na opinie odmienne od naszych i właśnie to napędza polaryzację. Jego zdaniem "ekspozycja na treści, z którymi odbiorca bardzo się nie zgadza, tworzy ryzyko utwierdzania ludzi we własnych opiniach. Bo już je znają, lubią je. Zmiana poglądów może być kosztowna (np. mentalnie) i nieprzyjemna".

Alterantywa, która szkodzi

Dużo skuteczniejsze byłoby zapoznawanie z odmiennymi poglądami w sposób ostrożny i stopniowy. W internecie zaś łatwo trafić na wyraziste i agresywne treści, sprzeciw wobec których może nas łatwo zaangażować emocjonalnie. Olejnik stwierdza też, powołując się na badania, że ludzie "wolą fałszywe informacje podane przystępnie od tych prawdziwych, zniuansowanych". Zwraca też uwagę na zjawisko akceptacji dla podawania fałszywych informacji dotyczących znienawidzonych przeciwników politycznych. Z drugiej strony podkreśla, że badania prowadzone na Facebooku nie pokazują, by algorytm rekomendacyjny wpływał na pokazywanie większej liczby treści politycznych wbrew użytkownikowi.  Ponadto "segregacja ideologiczna mediów offline jest niższa niż tych online, a z kolei w przypadku tych online (tu badacze zastrzegają, że za wyjątkiem internetowych wydań tradycyjnych mediów, jak gazety) jest znacznie niższa w porównaniu z segmentacją przy aktywności w sieciach społecznościowych".

Faktem jest, że pojawił się obieg informacji alternatywny wobec wielkich mediów, telewizji i gazet, z których wiele sprzyjało tradycyjnym partiom w swoich krajach. Otworzyło to też przestrzeń do bezpośrednich interakcji zwykłych ludzi z politykami. Radykalnie obniżył się próg wejścia do debaty – każdy może zostać twórcą podcastu albo dokonać na portalu X "ratia" na nielubianym pośle czy ministrze i zdobyć poklask poprzez jeden błyskotliwy krytyczny komentarz. Z pewnością zwiększa to kontrolę społeczną nad debatą, ale też uzależnia internautów od reakcji zwrotnych. Radia czy telewizji można było jedynie biernie słuchać lub oglądać, a następnie dzielić się opiniami z rodziną czy przyjaciółmi – ewentualnie próbować niekiedy dodzwonić się na antenę.

Podstawową funkcją mediów cyfrowych jest zaś umożliwienie przesyłania w obie strony komunikatów, które mogą błyskawicznie dotrzeć do dowolnie dużej grupy ludzi dowolnie rozproszonych i oddalonych w świecie fizycznym. Każde polubienie czy każda odpowiedź wyzwala reakcję dopaminową, może ekscytować albo rozdrażniać. Nawet będąc chwilowo "wylogowanym", można w praktyce myśleć o tym, co działo się lub może wkrótce wydarzyć w internecie. Jego powszechność i personalizacja pozwalają zaś każdemu – niekoniecznie świadomie – niezwykle łatwo dotrzeć do treści, które będą interesujące i angażujące emocjonalnie właśnie dla niego. Wytworzyła się społeczna presja na ciągłe dzielenie się opiniami czy zdjęciami w sieci oraz porównywanie z innymi. Koncerny technologiczne zarabiają właśnie na tym, że oddajemy im swój czas i swoją prywatność, a wraz z nimi – swoje dane, które następnie mogą posłużyć do jeszcze skuteczniejszego uzależniania nas w przyszłości.

Są to zjawiska naprawdę nowe. iPhone pojawił się w 2007 roku. Przycisków "polubień", "podania dalej" i "udostępnienia" nie było przed 2009 rokiem. Przednie kamery umożliwiające robienie sobie selfie to wynalazek z 2010 roku. Facebook kupił Instagrama i rozprzestrzenił modę na publikowanie zdjęć z własnego życia i porównywanie się z innymi w 2012 roku. Nigdy wcześniej przez tysiące lat historii ludzkości nie można było tak łatwo oddalać się mentalnie od osób, które są fizycznie obok – współpracowników, przyjaciół, ale także domowników. Technologia pozwala się odgrodzić – świadomie lub nie – od świata rzeczywistego i bywa od niego znacznie atrakcyjniejsza. Można z kimś mieszkać albo spędzać z nim osiem godzin w biurze pięć dni w tygodniu, ale uciekać od jakkolwiek pogłębionego kontaktu i zaspokajać potrzebę komunikacji z innymi ludźmi wirtualnie. Dużo łatwiej spożywać regularnie wspólnie posiłki, w praktyce prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiając i będąc mentalnie nieobecnym.

Jednocześnie internet kusi wytworzeniem alternatywnych wspólnot, które mogą częściowo odpowiadać na naturalną potrzebę przynależności i oferować substytut tożsamości. Ba – z ich członkami będzie można być w kontakcie 24 godziny na dobę, co przed cyfryzacją nie było możliwe nawet w przypadku własnej rodziny.

Można zasypiać przy smartfonie i zaczynać dzień od spojrzenia na jego ekran.  Każdą wolną chwilę można wypełnić sobie słuchaniem muzyki, czytaniem komentarzy, wymianą wiadomości, graniem w grę. W ten sposób technologia odgrywa wielką rolę w tworzeniu współczesnych plemion.

Nastolatka rozważająca, czy może nie jest osobą niebinarną, może znaleźć w ciągu kilku kliknięć setki filmów, stron i forów poświęconych dowolnej tożsamości, na jaką będzie miała ochotę. Na tej samej zasadzie nastoletni chłopak zainteresowany dowolnie ekscentrycznymi nurtami politycznymi znajdzie materiały i kolegów, którzy razem z nim będą libertarianami, komunistami, nazistami, armią Elona Muska albo wyznawcami Juliusa Evoli. Banalnie łatwo znaleźć fora, wątki i w praktyce nieograniczone zasoby materiałów audiowizualnych poświęconych ulubionej grze komputerowej, gatunkowi zwierząt, modelce, piosenkarce, serialowi, aktorce pornograficznej, politykowi – można wymieniać w nieskończoność. Coś, co w normalnych okolicznościach byłoby chwilową zabawą albo w ogóle nie miałoby szansy zaistnieć, z powodu Internetu może stać się trwałym elementem tożsamości wpływającym na kluczowe wybory życiowe, w tym także sympatie polityczne. Każda wspólnota ze swej natury dąży do maksymalnego zagarnięcia dla siebie czasu i energii swoich członków, a wspólnoty i plemiona wirtualne umiejętnie wchodzą w występującą już wcześniej erozję rodziny, narodu, Kościoła i religii, związków zawodowych i innych organizacji społecznych [...].

Technologie cyfrowe i algorytmy są zaś do tego przygotowane lepiej niż jakiekolwiek tradycyjne grupy, włącznie z sektami. Warto odnotować także zmianę sposobu komunikacji. Do tej pory ludzie zwracali się do jednej osoby lub grupy naraz, widząc natychmiast ich reakcję (choćby niewerbalną), zazwyczaj otrzymując szybko sygnał zwrotny. Obecnie dominującym sposobem komunikacji stało się wysyłanie wiadomości tekstowych, co można robić naprzemiennie do wielu różnych odbiorców, dotykając jednocześnie wielu różnych tematów i przeskakując między nimi z sekundy na sekundę. Zazwyczaj nie widzimy odbiorcy, który może też odczekać, zanim zdecyduje się, co nam odpisać. Komunikat tekstowy jest jednowymiarowy – bez mimiki, gestów, kontaktu fizycznego czy intonacji. Jest też asynchroniczny. Łatwa dostępność komunikacji wirtualnej – w postaci czy to wiadomości, czy to połączeń głosowych lub audiowizualnych – obniża presję na odbywanie spotkań na żywo, które historycznie były podstawowym, jeśli nie prawie wyłącznym sposobem utrzymywania znajomości.

Podczas rozmów w świecie rzeczywistym łatwo popaść też w nawyk sprawdzania telefonu w trakcie rozmowy zamiast skupiać się na jednej wymianie z jednym rozmówcą w jednym miejscu naraz. W komunikacji wirtualnej występuje wreszcie znacznie niższy próg wejścia – powszechna stała się wymiana z ludźmi zupełnie obcymi, a "rozmówców" można mieć tysiące i stale ich zmieniać. Obniżyło to zapotrzebowanie na inwestowanie czasu, energii i świadomego wysiłku w pielęgnowanie kilku faktycznie bliskich relacji w świecie fizycznym, co jest bardziej wymagające i często wiąże się z opóźnioną gratyfikacją. Wspólnoty rzeczywiste mają zazwyczaj wyższy próg wejścia i wyjścia – do wirtualnej łatwiej się zapisać i łatwiej z niej wyjść. Środek przekazu sam jest przekazem, wpływa na sposób odbioru i komunikacji treści, jak uczył już dekady temu Marshall McLuhan.

Ważnym skutkiem rewolucji cyfrowej wydaje się wzrost problemów psychicznych młodzieży. Wspomniany psycholog Jonathan Haidt w książce "Niespokojne pokolenie" pokazał jasno, że tak w krajach anglosaskich, jak europejskich od czasu pojawienia się smartfonów znacząco zwiększyła się liczba przypadków zaburzeń depresyjnych i lękowych dzieci oraz nastolatków.

Dane amerykańskiego Departamentu Zdrowia wskazują wzrost liczby poważnych epizodów depresyjnych u dziewczynek w wieku 12–17 lat o 145% w latach 2010–2021 r., a u chłopców w tym samym wieku i czasie – o 161%.  Depresja stała się dwuipółkrotnie częstsza. ADHD wzrosło o 72%, anoreksja o 100%, schizofrenia o 67%. Nie jest to wyłącznie efekt częstszego korzystania z pomocy specjalistów.

Wzrosła również liczba hospitalizacji ze względu na próby samobójcze czy samookaleczanie się w tej grupie wiekowej, jak również liczba samobójstw. Zdecydowanie bardziej problem dotknął najmłodszych – w grupie Amerykanów w wieku 18–25 lat nastąpił wzrost zaburzeń lękowych o 139%, w wieku 26–34 o 103%, w wieku 35–49 o 52%.  Odsetek hospitalizacji ze względu na samookaleczenie dziewczynek w wieku 10–14 lat urósł między 2010 r. a 2020 r. o 188%, a chłopców – o 48%. Liczba samobójstw chłopców zwiększyła się o 91%, dziewczynek – o 167%. Problem dotyka młodych ludzi niezależnie od majętności, rasy czy wykształcenia. Podobne tendencje obserwuje się także w Wielkiej Brytanii i państwach skandynawskich.

Dane pokazują, że wcześniejsze rozprzestrzenianie się komputerów osobistych w USA nie wiązało się ze wzrostem problemów psychicznych. To w ostatnich kilkunastu latach możliwe stało się ciągłe dzielenie się swoimi zdjęciami i porównywanie z innymi (na co szczególnie podatne są młode kobiety), jak również ciągły kontakt z wirtualnymi grami komputerowymi czy pornografią (na co szczególnie podatni są młodzi mężczyźni). Haidt wykazał również, że równolegle spadła aktywność dzieci w formie zabaw w świecie fizycznym i podniósł się wiek, który rodzice uznają za akceptowalny i bezpieczny, by pozwalać dziecku na samodzielne poruszanie się po przestrzeni publicznej. Smartfon stał się wygodną formą zajęcia uwagi dziecka, dzięki czemu rodzic ma wytchnienie i czas dla siebie, w taki sposób, by rodzic wiedział, gdzie dziecko się znajduje, i miał poczucie, że nic mu nie grozi.

Kacper Kita. Materiały własne wydawnictwa.

Zombifikacji mas ludzkich

Badania pokazują, że ludzie spędzający więcej czasu na aktywnościach w świecie rzeczywistym, np. w klubach sportowych czy we wspólnotach religijnych, są zdrowsi psychicznie. W opinii Haidta rozpowszechnienie się internetu i smartfonów oznaczało „najszybszą w historii ludzkości zmianę w relacjach międzyludzkich i świadomości, która utrudniła nam wszystkim myślenie, koncentrację oraz zapominanie o sobie samych na tyle, by troszczyć się o innych i budować bliskie relacje”, oraz „największy niekontrolowany eksperyment, jaki ludzkość kiedykolwiek przeprowadziła na swoich dzieciach”5. Podobnie argumentuje Zybertowicz. Jego zdaniem "w życiu bardzo wielu osób pojawia się nowa relacja, dominująca nad wszystkimi innymi relacjami człowieka z jego otoczeniem: ja i spersonalizowany ekran mojego smartfonu. Źródło atrakcji większych niż spacer, gra w piłkę, rozmowa, nawet seks. Relacja ja–smartfon okazuje się atrakcyjniejsza, silniejsza od koleżeńskiej lojalności, przyjaźni, miłości", co w opinii socjologa prowadzi do "zombifikacji mas ludzkich"

Koncerny cyfrowe gromadzą dane pozwalające na tworzenie dokładnych portretów psychologicznych każdego użytkownika.

Dzięki zaawansowanej analizie potrafią dowiedzieć się więcej o naszych zachowaniach i rozumieć je lepiej niż bliscy czy nawet my sami – mimo że formalnie wyrażamy zgodę, akceptując wielostronicowe regulaminy. Ten mechanizm opisała Shoshana Zuboff, która wprowadziła nawet do debaty pojęcie "kapitalizmu inwigilacji". Krytyka Big Tech stała się bardzo popularna, zarówno na prawicy, jak i na lewicy. Mark Zuckerberg, Jeff Bezos, Bill Gates, Elon Musk czy Peter Thiel stali się wdzięcznymi obiektami krytyki. Pojawiają się uzasadnione obawy, że wielkie koncerny technologiczne stały się kluczowymi aktorami polityki – potrafią podsycać napięcia społeczne, gdy jest to dla nich opłacalne, i uzależniać od siebie polityków. Nie ma publicznej kontroli nad algorytmami decydującymi o tym, jakie treści są pokazywane użytkownikom w mediach społecznościowych.

Zybertowicz zwraca uwagę na profil wielu informatyków i inwestorów venture capital: "Choć systemy AI są budowane przez superinteligentnych ludzi, często bardzo młodych, to wielu z nich ma nader ograniczone doświadczenie społeczne. Można powiedzieć, że są w istocie niedosocjalizowani". Jego zdaniem "rewolucja cyfrowa umożliwiła uzyskanie ogromnych fortun bardzo młodym ludziom, również tym o niewielkiej wiedzy historycznej i społecznopolitycznej", niemającym przemyślanych przekonań, za to często podatnym na utopijną wiarę w możliwość przemiany świata na lepsze dzięki współtworzonej przez nich technologii. Wydaje się wśród nich występować nadreprezentacja osób, które lepiej czują się w towarzystwie maszyn i kodu niż żywych ludzi. Najgłośniejszym przykładem jest sam Musk, który otwarcie mówi, że ma zespół Aspergera. Doświadczenia pierwszego roku drugiej administracji Trumpa sugerują – co nie jest zaskoczeniem – że współpraca z wielkim kapitałem okazuje się prostszym i bardziej prawdopodobnym wyborem także dla polityków, którzy w opozycji silnie krytykowali jego wpływ na społeczeństwo. Wiceprezydent Vance potrafił przecież wzywać nawet do "rozbicia Google’a". Część przedstawicieli alternatywnej prawicy w USA z satysfakcją obserwuje złagodzenie ideologicznej cenzury oraz mniejszą promocję lewicowych treści na Facebooku. Inni natomiast obawiają się, że zostaną wykorzystani tak jak wcześniej część lewicy – a przywódcy Big Tech będą machać amerykańską flagą zamiast tęczową, by odwracać uwagę od własnej potęgi i utrudniać próby jej podważenia.

Przywódcy Big Tech będą machać amerykańską flagą zamiast tęczową, by odwracać uwagę od własnej potęgi i utrudniać próby jej podważenia. Ilustracja: Shutterstock / Flexd Design.

Wyrazistym przykładem przestawienia wajchy jest platforma X (dawniej Twitter). Kiedyś kojarzona z cenzurowaniem treści prawicowych, obecnie – po przejęciu przez Muska – pozwala na promocję treści dowolnie odbiegających od liberalnych dogmatów, włącznie z relatywizowaniem zbrodni III Rzeszy. W sieci nastąpiła moda na prowokacyjne podważanie największych tabu. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych przykładów jest fenomen Nicka Fuentesa, młodego podcastera alternatywnej prawicy, cieszącego się milionowymi zasięgami, który promuje biały nacjonalizm i rasowe interpretacje polityki USA oraz obwinia Żydów o ruinę amerykańskiego społeczeństwa. Konserwatywny publicysta Rod Dreher, prowadzący krucjatę przeciw Fuentesowi, szacuje, że nawet jedna trzecia pracowników Partii Republikańskiej w Waszyngtonie, mających mniej niż 30 lat, to entuzjaści Fuentesa, oraz przestrzega publicznie przed infiltracją partii przez tzw. Groyperów (czyli sympatyków Fuentesa), zwłaszcza w otoczeniu swojego przyjaciela, wiceprezydenta Vance’a.

Wpływ na politykę mogłoby mieć też zabieranie miejsc pracy przez AI – kolejny częsty motyw w debacie.  Niektórzy badacze stawiają tezę, że sztuczna inteligencja będzie eliminować nie tylko zawody fizyczne, ale też profesje wymagające kompetencji emocjonalnych czy poznawczych; w przeciwieństwie do maszyn nie będzie potrzebować operatorów, a nawet analitycy danych i eksperci od samej AI będą mogli być zastępowani przez algorytmy. Na razie jednak zjawisko „technologicznego bezrobocia” nie wydaje się występować na taką skalę, by wyraźnie oddziaływać na politykę w którymkolwiek kraju zachodnim. Krzysztof Tyszka-Drozdowski zwracał uwagę, że "w krajach, gdzie tzw. gęstość robotyzacji jest największa – to współczynnik określający ilość robotów na 10 000 pracowników – takich jak Korea Południowa, Singapur czy Japonia, bezrobocie jest bardzo niskie".

Badacze tacy jak Warufakis i Zybertowicz zgadzają się też, że kluczowe znaczenie ma nie to, czy AI jest świadoma oraz co miałoby to oznaczać, ale fakt, że stanowi niezwykle potężne narzędzie w rękach ludzi. Wszystkie firmy sprzedające produkty w sieci stają się zależne od dostawców usług cyfrowych. Grecki ekonomista uważa, że tworzy to mechanizm feudalnego zbierania renty zamiast kapitalistycznej koncentracji na zysku – stąd jego określenie: "technofeudalizm". AI może być także wykorzystywana przez hakerów, państwa, terrorystów do manipulacji rynkami finansowymi, systemami energetycznymi, infrastrukturą, samolotami i pociągami, a wreszcie do kradzieży pieniędzy i danych poprzez hakowanie telefonów i komputerów.

Kacper Kita, Epoka chaosu. Dlaczego świat skręca w prawo, Wydawnictwo Port 2026

Skróty i śródtytuły pochodzą od redakcji.