Tylko około 2,5 proc. ludności świata lata samolotem na zagraniczne wakacje. Pozostałe 97,5 proc. tego nie robi. Szczęśliwie należę do tego wąskiego grona. Nie miałem wpływu na miejsce, w którym się urodziłem, na kolor skóry ani na płeć. Wiem, że w globalnym ujęciu jestem niesamowitym szczęściarzem. Rozumiem też, że moja konsumpcja odbywa się kosztem, tych, którzy tego szczęścia mieli mniej.
Podróżowanie – czyli dobrze opowiedziany konsumpcjonizm – przez długi czas było dla mnie ważne. Jako nastolatek bywałem na obozach harcerskich, zlotach i biwakach.
Z plecakiem przejechałem Azję Centralną, Gruzję, Iran, Azję Południowo-Wschodnią. Stopowałem po Polsce i Europie. Wierzyłem, że podróżuję, a nie uprawiam turystykę. Potem, już po studiach, podobnie jak moi rówieśnicy, wykształceni, dość dobrze sytuowani 30-latkowie z wielkich miast, latałem na tzw. city breaki. Byłem mistrzem okazji. Łowiłem loty za kilkadziesiąt złotych do Włoch, cieszyłem się, że weekend w Barcelonie zamykam kwotą, którą wydałbym na barze w Warszawie. Turystyczna, pardon, podróżnicza konsumpcja wydawała mi się tą lepszą.
Wakacje na własną rękę, z trudem i znojem, z plecakiem i gotowaniem, wydawały mi się szlachetniejsze. Wczasy all inclusive kojarzyły mi się z lenistwem i luksusem, na który zawsze patrzyłem podejrzliwie. Owszem, spałem w najlepszych hotelach w San Francisco i Tajpej, w Paryżu i Londynie. Na żywot dziennikarza składają się wszak bankiety, konferencje, ale także zwyczajne wyjazdy prasowe.
Biedny inteligent patrzy na leżak
W ostatnim czasie dostałem zaproszenie na tego typu wyjazd. Międzynarodowe Biuro Podróży "Join Up! Polska" zaprosiło mnie na swój koszt do Szarm el-Szejk w Egipcie. Z grupą polskich dziennikarzy odwiedziliśmy hotel Rixos. Nie ukrywam, że standard hotelu był naprawdę wysoki.
Zastanawiałem się nad taką formą wywczasu. Z jednej strony uważałem, że hotel z kilkoma basenami, 11 restauracjami, możliwością wielu rozrywek i przyjemności to zbytek. Z drugiej strony “przerażała mnie” wizja odpoczynku. Tak właśnie, odpoczynku. I myśląc o tym, wróciłem do świetnego tekstu redakcyjnego kolegi Adama Bednarka, który pisał, że wakacje (ale i wypoczynek) stresują, bo są najważniejszym i wyczekiwanym etapem w wyścigu do perfekcji.
Mój perfekcjonizm objawia się chronicznym lękiem przed utratą czasu i sensu.
Wakacje na własną rękę, z trudem i znojem, z plecakiem i gotowaniem, wydawały mi się szlachetniejsze. Wczasy all inclusive kojarzyły mi się lenistwem i luksusem, na który zawsze patrzyłem podejrzliwie. Ilustracja: Shutterstock/ Roman Samborskyi
O tym, że nie potrafię wypoczywać, słyszałem już wcześniej. Jedyny przypadek, gdy mogę po prostu leżeć, to czas lektury książek, choć z roku na rok jest z tym coraz gorzej z powodu cyfrowych rozpraszaczy. Pamiętam, jak tłumaczyłem komuś, że nie korzystam z wanny, bo wylegiwanie się dla samej przyjemności to dla mnie absurdalna strata czasu.
Wywczas all inclusive uznałem więc za próbę. Formę zderzenia się ze swoimi lękami, wyobrażeniami i wewnętrznym krytykiem (ten mówi, że turystyka masowa to grzech).
Świadomość nie ułatwia życia. A świadomość globalnych współzależności, przyczyn i konsekwencji turystycznych zachowań, tego jak funkcjonuje ten przemysł, nie ułatwia wypoczynku.
Czy zamknięcie się w getcie dla turystów jest tak naprawdę gorsze niż plecakowe zwiedzanie świata? Czy może jednak taka punktowa turystyka to kontrolowana forma konsumpcji przeżyć, doznań i doświadczeń? Przecież i plecakowicze, i kurortowcy to ten sam gatunek, który w przeciwieństwie do włóczęgi podróżować chce, a nie musi. Idąc tym baumanowskim tropem ze szkicu “Ponowczesne wzory osobowe”, dziś jedynymi prawdziwymi podróżnikami są uchodźcy.
Wczasy w kurorcie Szarm el-Szejk mają tę przewagę nad wypadami do Barcelony, Rzymu czy Paryża, że tutaj nie ma mowy o gentryfikacji żywej tkanki miejskiej. Zamknięcie się na tydzień w hotelu nie wpływa na patologie rynku najmu w modnych miastach i nie zmienia usług na dostępne tylko dla bogatych.
W końcu typowe 3xS (sun, sea, sand) to konsumpcja bez etykiety szlachetności. Nie ma tutaj ściemy i udawania, że jest to coś więcej, niż jest.
Jak zauważa w tekście "3xS – piekło czy raj masowej turystyki?" na łamach bloga Post-turysta Sylwia Kulczyk: "Wbrew pozorom masowa turystyka nie jest tu wcale czarną owcą. Największe firmy dawno już dostrzegły zyski płynące z dbania o jakość, a nie wyłącznie o ilość. Dbałość o środowisko przekłada się na konkretne oszczędności wody i energii, programy edukacyjne i socjalne dla pracowników obniżają rotację kadry".
Największe grzechy masowej turystyki w wersji kurortowej to… te, które popełniamy sami. To my wychodzimy z pokoju, nie gasząc światła (choć w domu byśmy tak nie zrobili); zużywamy ręczniki bez potrzeby (bo przecież dostaniemy świeże i wyprane); ładujemy na talerze zbyt dużo jedzenia (w domu tak nie marnujemy). To my nie dopijamy drinków i nie sprzątamy po sobie. Mylimy luksus z nonszalancją.
Luz, blues i zimne drinki
Wartością wakacji, której z wiekiem się uczę, jest właśnie sztuka odpoczynku. Wakacje z biura podróży uwalniają od codziennych trosk: rachunków, planowania posiłków, gotowania. Choć kocham wyzwania i jestem ambitny, to przez ten jeden tydzień wrzucę na luz. I wcale nie po to, by po urlopie zapieprzać jeszcze bardziej.
Nauczyłem się, wcale nie z “podróżowania”, że przekonanie: "zasługujemy na więcej" to źródło nieszczęścia. Pogoń za bardziej ekscytującymi wakacjami wypala na urlopie jak gonitwa w korpo. A próby ratowania świata na siłę frustrują; często jest to bardziej sygnalizowanie cnoty niż realne działanie.
Było mi dobrze, że nie musiałem walczyć o leżaki; że nie przepłaciłem za rybkę smażoną na mocno wczorajszym oleju; że nie myślałem o niczym. Najlepiej mi z tym, że po powrocie nie muszę konkurować na opowieści z innymi podróżnikami. W tym roku zamiast pogoni za autentycznością wybrałem zamknięcie w złotej klatce.
Dla kogoś, kto na co dzień goni za prawdą, próbuje objaśniać polityków i ludzi biznesu, kieruje się nieznośnym idealizmem i potrzebą sensu, tych kilka dni, gdy może wrzucić na luz, jest bezcenne.
Przypomniało mi się, że podczas urlopu w Los Angeles w 2023 roku podczas zwiedzania miasta trafiłem na głośny strajk scenarzystów. Natura reporterska wzięła górę i zacząłem rozmawiać z protestującymi. Powstał z tego tekst dla "Gazety Wyborczej". Gdy sięgam pamięcią, niemal każde wakacje kończyły się jakimś tekstem. Do tej pory nie miałem wakacji, które były czasem słodkiego nicnierobienia.
Dla kogoś, kto na co dzień goni za prawdą, próbuje objaśniać polityków i ludzi biznesu, kieruje się nieznośnym idealizmem i potrzebą sensu, tych kilka dni, gdy może wrzucić na luz, jest bezcenne. Ilustracja: Shutterstock/Master1305
Nieznośna lekkość bytu mnie przerażała. Ale okazało się, że da się żyć w getcie dla turystów. I ma to nawet swoją wartość. Pobyt w “ambasadzie zachodniego świata w Egipcie” (czasem mam wrażenie, jakby ośrodki takie jak hotel Rixos były jednostkami autonomicznymi) dał mi… paradoksalne poczucie wolności. Nie nadziałem się na próby zawłaszczenia kulturowego, nie wchodziłem ludziom do domów (niczym błazny ze szkodliwych produkcji typu "Azja Express"), nie zmuszałem lokalsów do odgrywania scenek. Nikt nie musiał westernizować pode mnie swoich zwyczajów, nie zebrałem żadnych skalpów i znaczków kulturowych.
Po prostu starałem się odpocząć i bezpiecznie wrócić do domu. Nie zdobyłem żadnych nowych tematów i niewiele się nauczyłem o tym pięknym świecie (zresztą o tym, czy podróże wciąż kształcą, pisał świetnie u nas Marek Szymaniak).
Na koniec przywołam refleksję podróżnika, takiego prawdziwego. Pico Iyer w książce "The Half Known Life: In Search of Paradise" zauważył, że "w epoce ciągłego ruchu największą przygodą jest zatrzymanie się w miejscu". Tak i ja się zatrzymałem, doskonale gubiąc się w dniach, tygodniach, a nawet godzinach. In Poland we say "wrzuciłem na luz" and I think it's beautiful.
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-08-31T18:48:38+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T17:54:11+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T15:30:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T15:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T08:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T07:45:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T07:30:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T07:15:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-31T06:45:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T16:40:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T15:45:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T15:30:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T14:44:44+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T07:51:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T07:44:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T07:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T07:20:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T07:10:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-30T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T18:50:33+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T18:47:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T17:44:45+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T17:14:58+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T17:13:06+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T17:04:57+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T16:43:37+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T16:17:04+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T16:11:55+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T15:30:28+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T15:27:07+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T13:47:35+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T12:48:02+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T12:12:18+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T11:26:59+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T11:21:56+02:00