1. Spider's Web
  2. plus
  3. Technologie
  4. Social media

Oto polska polityka. Memem wojujesz, od mema giniesz

Patryk Jaki sądzi się z Facebookiem i SokiemzBuraka, Ordo Iuris ściga za przeróbki z papieżem Polakiem, a eksperci podkreślają: w Polsce będzie jeszcze śmieszniej. Memy na dobre przecięły się z polityką, ale zabawa nimi to broń obosieczna. Nie wszyscy wychodzą z niej zwycięsko.

21.10.2022
7:05
Memy w polityce: Andrzej Rysuje, Michał Marszał, Supermeming

“Skandal, u Jakiego nawet pies jest fałszywy!”. To najkrótszy i najlżejszy komentarz z tych, które pojawiały się na Facebooku, gdy fanpage sprzyjające liberalnej części sceny politycznej rozpowszechniały post zarzucający mu kłamstwo. Jaki miał dokleić sobie na zdjęciu psa rasy labrador, by ocieplić swój wizerunek. Co więcej w opisie do zdjęcia miał popełnić błąd: “ja i mój rablador”. A więc było i śmiesznie, i skandalicznie.

Problem w tym, że pies, owszem, był wklejony, a skrin spreparowany, lecz nie przez polityka, a przez satyryczny serwis AszDziennik w ramach żartu. Ktoś potem to wziął i rozpuścił po sieci, dopisując własną narrację. Wśród fanpage’y, które puściły całość dalej, był m.in. SokzBuraka. W 2019 roku Patryk Jaki postanowił pozwać za to Facebooka.

Do tej pory rzadko zdarza się, by politycy chodzili z memami do sądów. Zaczęli już bowiem rozumieć, że memy to bardzo delikatne i trudne narzędzie komunikacji. Nieśmiało więc wchodzą w ten świat, bo sami mogą stać się memem, jak Andrzej Duda i jego “ostry cień mgły” z piosenki nagranej do #hot16challenge 2.

Andrzej Duda - mem z #hot16challenge2

Ostatnio skutecznie nawiązał do żartu premier Mateusz Morawiecki w tweecie po spotkaniu z premierem Czech i premierką Finlandii. Napisał, iż liczy, że następnym razem spotkają się w Kralovcu. To nawiązanie do internetowych memów, w których Czesi przeprowadzają referendum ws. aneksji Kaliningradu. Nasi sąsiedzi zaczęli nawet już budować infrastrukturę krytyczną, która poprowadzi do Kralovca nitkę Beer Stream 1 dostarczającą tam ulubiony trunek Czechów. A tak naprawdę zaczęło się od jednego żartu na polskim Twitterze.

Na tym polega istota mema - może nim być obrazek, filmik, zdjęcie z podpisem, dowcip, wszystko - który zresztą jako termin po raz pierwszy pojawił się... 46 lat temu! Ukuł go w 1976 r. Richard Dawkins w swej książce "Samolubny gen". Mem to według niego "kulturowy gen", który powiela się i mutuje. Jest przenoszony między ludzkimi umysłami za pomocą języka, gestów i rytuałów.

Patrząc pod kątem biologicznym i ewolucyjnym - takie punkty widzenia głównie obrał Dawkins w swej pracy - memy to udoskonalona forma naśladowania i zapamiętywania. Ktoś tworzy mema, ktoś inny go odbiera, zapamiętuje i przekazuje dalej, albo udoskonala: dodaje nowy opis, zmienia. I to dlatego są tak niebezpieczne: bo działają wirusowo, czyli są zaraźliwe, szybko się przenoszą i wzajemnie przenikają.

To właśnie ubodło Patryka Jakiego szczególnie: rzekomy “rablador” i inne manipulacje na jego temat rozpościerały się po sieci w szybkim tempie i szkodziły mu, bo akurat walczył wtedy o prezydenturę Warszawy z Rafałem Trzaskowskim. Facebook odmówił nam komentarza na temat tej sprawy, za to Patryk Jaki zdradził nieco szczegółów. - Odbyło się już kilka rozpraw, ale sprawa trwa w warszawskim sądzie. Facebook w międzyczasie usunął część rzeczy, których żądałem. Muszę jednak zaznaczyć, że ja się nie sądzę tak naprawdę o mema, lecz o manipulacje i dezinformacje, które z tego wynikły - mówi nam polityk.

I dodaje: - Satyra to osobna sprawa, ze zwykłym memem bym do sądu nie poszedł. Jako politycy jesteśmy osobami publicznymi i musimy liczyć się z tym, że jesteśmy obiektami żartów.

Jednak Jaki sam także poczuł, jak niebezpieczne może być rzucanie memami w przeciwników. Gdy na mundialu w 2018 roku reprezentacja Niemiec przegrała z Meksykiem, jeden z jego pracowników wrzucił mema na profil polityka: płaczących Donalda Tuska i Grzegorza Schetynę po przegranym meczu niemieckich piłkarzy. Problem polegał na tym, że samo zdjęcie pochodziło z pogrzebu Sebastiana Karpiniuka, polityka PO zmarłego w katastrofie smoleńskiej. Jaki od razu kazał usunąć zdjęcie i wziął winę na siebie, przepraszając Tuska. Mimo to dwa lata później musiał przeprosiny powtórzyć w wyniku ugody sądowej.

Krajobraz politycznych memów

To pokazuje, jak obosieczną i śliską bronią są memy. I jak trudno o dobrego mema w polityce. - Niewiele znam jak dotąd pozytywnych przykładów memów stworzonych przez samych polityków. Na lepsze im wychodzi, gdy udostępniają memy tworzone przez ludzi niezwiązanych z partią - mówi Andrzej Milewski, znany bardziej jako Andrzej Rysuje. - Wtedy pokazują, że mają dystans, poczucie humoru i śledzą te memy. Poza tym memy najczęściej powstają, gdy coś się wydarzy, ktoś coś powie lub się ośmieszy. A kiedy memy tworzone są bez pretekstu i pod tezę, to widać, że jest to robione na siłę i po prostu słabe.

Znany rysownik podaje jednak wyjątek: to Partia Razem, która składa się z millenialsów, więc naturalnie komunikuje się językiem memowym. Na drugim biegunie przez pewien czas był prezydent Andrzej Duda, który najwyraźniej sam próbował prowadzić swojego Twittera i zdarzało mu się wysyłać selfie czy odpisywać anonimowym kontom o takich nazwach jak "Ruchadło leśne" czy "Seba sra do chleba".

Prof. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego, badacz społeczności internetowych mówi: - Polityk chcący sam robić memy jest jak polityk, który próbowałby szans w stand-upie. To pomieszanie z poplątaniem. Nie ma szans, by memy były śmieszne, jeśli ktoś nie ma do nich talentu i dystansu. Dziwię się, że politycy się na to łapią. Profesjonalizm w tym przypadku polega na tym, że bierze się ghostwritera, który sprawnie robi memy, i to on odpowiada za social media.

Jednak obecny prezydent - który już sam swych kont nie prowadzi, ale wciąż jest dość memogenny, co widać choćby po "ostrym cieniu mgły" - ma mocną konkurencję. - Ciekawe jakby, dziś wyglądała prezydentura Lecha Wałęsy, który przecież sam prowadzi swoje sociale i często jest tam absurdalnie - fantazjuje prof. Magdalena Kamińska z poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza, która na co dzień zajmuje się memami i cyberkulturoznawstwem. Sama zresztą już 5 lat temu zaproponowała w swej książce (“Memosfera. Wprowadzenie do cyberkulturoznawstwa”), by powołać taką dziedzinę nauki. Zauważa w niej: "Nawet politycy uznali dominację memów we współczesnym pejzażu medialnym".

Obok polityków i niekiedy nieudolnie działających w ich imieniu są stronnicze fanpage, grupy i serwisy z memami. Niektóre są jawnie wspierające ("Nie dla PIS-u", "Tusk, wracaj do Niemiec" etc.), a publikowane treści często opierają się na dość prostych schematach mających głównie podbić negatywne emocje do danej postaci.

Prof. Jemielniak wskazuje, że wcale nie muszą to być przypadkowe zbieraniny ludzi. - W polskiej sieci funkcjonują dość sprofesjonalizowane grupy osób, które zajmują się tym codziennie i zdecydowanie działają w ramach konkretnych opcji politycznych. Nie zawsze chodzi o samo robienie memów - zauważa naukowiec. I dodaje, że w trakcie prowadzonych przez jego zespół badań na temat dezinformacji politycznej, zdarzało się trafiać na sytuację, gdy pod jakimś postem czy tweetem w ciągu kilku minut pojawiały się dziesiątki negatywnych komentarzy ewidentnie wyglądających na skoordynowany atak. - Tacy ludzie wykorzystywani są także do podbijania pozytywnych treści, komentują się nawzajem, udostępniają, napędzają ruch - dodaje.

Jednym z nich był wspominany już ewidentnie antypisowski SokzBuraka, czyli fanpage mający obecnie na Facebooku ponad milion fanów. Trzy lata temu tygodnik Sieci ujawnił, że jego twórca Mariusz K.-Z. był zatrudniony w warszawskim ratuszu kierowanym przez ludzi z PO. Miał dostawać wynagrodzenie za prowadzenie stołecznych social mediów. Fanpage nadal działa, a K.-Z. usłyszał kilka miesięcy temu prokuratorskie zarzuty pomówienia, do których się nie przyznał. Pozwał go... Patryk Jaki. - Rozprawa jest w toku, bo duża część informacji, które podawali na mój temat, okazały się fejkami - mówi nam polityk.

Po drugiej stronie stawia się profil Supermeming, który ma 25 tys. obserwujących na Twitterze. Powołują się na niego czasem prawicowe media. Tu głównym obiektem ataków w ostatnich tygodniach jest Donald Tusk.

Dla dopełnienia krajobrazu należy też wymienić dwa popularne serwisy będące agregatorami memów: Kwejk (delikatnie, ale jednak bardziej na lewo) i Jbzd (delikatnie na prawo). Użytkownicy obu serwisów konkurują ze sobą i czasem tworzą na siebie memy. Najzabawniejsze w tej rywalizacji jest jednak to, że oba serwisy założył ten sam człowiek: 36-letni dziś inwestor Dymitr Głuszczenko, który urodził się w Rosji, ale jako 11-latek przeprowadził się z mamą do Polski, tu wychował i wykształcił.

Mimo to jedni i drudzy bez problemu bawią się we własnych sosach. Istotą memów nie jest bowiem koniecznie pozyskanie sprzymierzeńców, lecz raczej wzmocnienie swoich. - Memy nie zmieniają poglądów, nie przekonują nieprzekonanych. To nie działa tak, że wierny wyborca PiS-u zobaczy mema z Soku z Buraka i zacznie głosować na PO. Za pomocą memów poglądy można za to pogłębiać i konsolidować, bo memy tworzone są dla swoich, dzięki nim kształtuje się wspólnota śmiechu - mówi prof. Magdalena Kamińska.

Kto rządzi w polskiej memosferze

Na to pytanie prawdopodobnie nie ma jednej odpowiedzi. - Nikt chyba nie ma świętego Graala memiarstwa, by robić to codziennie celnie i ze smakiem. Owszem, wybitny jest Michał Marszał, ale i do niego czasem są pretensje: a to, że za bardzo puszcza oko do młodych, a to, że niektóre jego memy zrozumieją głównie starsze osoby - tłumaczy prof. Kamińska.

Ale od razu dodaje, że nawet jeśli wyobrazić sobie mema uniwersalnego, to i tak każda grupa społeczna będzie go czytała w innym kontekście. - Na przykład memy z rodzaju #grazynacore z życzeniami "smacznej kawusi" podobają się przysłowiowym Grażynom, paniom w średnim wieku, bo są miłe i kulturalne. Podobają się też młodzieży, bo odbierają je jako odklejone od rzeczywistości i przez to śmieszne. Tak jak nie ma mema, tak nie ma i dowcipu, który by wszystkich śmieszył jednakowo - mówi naukowczyni.

Grazynacore - smacznej kawusi

Wtóruje jej Andrzej Rysuje (459 tys. obserwujących na Facebooku, 356 tys. na Instagramie), u którego często pojawia się tematyka polityczna i to zwykle wyśmiewająca przedstawicieli prawicy: - Każda bańka ma swoje świętości, z których niby nie można się śmiać. Zrobiłem kiedyś rysunek o feminatywach i miałem najazd negatywnych komentatorów porównywalny z najazdem prawicowców po rysunkach o uchodźcach. Nie ma memów śmiesznych dla każdego, wszystko zależy od kontekstu.

On sam jest jedną z niewielu postaci, której talentu odmawia mało kto. Od 13 lat za pomocą rysunków komentuje w sposób satyryczny życie polityczne i społeczne w Polsce. Od 9 współpracuje z Gazetą Wyborczą, w międzyczasie wydał kilka książek, kalendarzy i wziął udział w wielu projektach komercyjnych. Zaznacza jednak, że nie z każdym podejmie współpracę.

- W trakcie kampanii wyborczych zgłaszali się do mnie po rysunki politycy z tej strony lewicowo-liberalnej. Nie zgodziłem się, bo na co dzień komentuję politykę, więc wchodzenie w rolę agitatora jest przekroczeniem granic. Mogę agitować za udziałem w wyborach, ale nie za konkretną partią. Nie będę mówił ludziom, na kogo głosować - mówi artysta. Dodaje, że nie obraża się, gdy jego rysunki nazywane są memami, te różnice się zatarły.

Przed politykami wzbrania się też Michał Marszał, twórca sieciowego sukcesu Tygodnika NIE (375 tys. obserwujących na Facebooku, 294 tys. na Twitterze), administrator profili gazety na mediach społecznościowych obecnie działający już głównie pod własnym nazwiskiem (298 tys. obserwujących na Instagramie). - Kilku posłów się do mnie odzywało i chciało, bym im jakoś pomógł, doradził, jak zaistnieć. Zauważam tu jednak pewien konflikt, bo staram się nie kolegować z politykami, unikam takich kontaktów - mówi.

Odrzucił też propozycję od przedstawiciela trzyliterowej instytucji państwowej, która jest w opozycji do PiS. - Chcieli, by pomagać im przy internetach. Zaproponowali 3 tys. zł brutto. Powiedziałem, że za 3200 bym poszedł, ale tak to nie da rady - żartuje Marszał.

Jego poglądy mocno zbieżne z tymi przedstawianymi w Tygodniku NIE ustawiają go zdecydowanie po liberalnej stronie sceny politycznej. Jednymi z jego ulubionych obiektów żartów są posłowie Konfederacji, PiS-u i w ogóle rządu. A wśród nich szczególnie Janusz Kowalski, Marek Suski, Jacek Sasin, Zbigniew Ziobro, Jarosław Kaczyński czy oczywiście Andrzej Duda. Żaden polityk jednak nie zdecydował się wejść na drogę sądową, ograniczają się do blokowania go na swych profilach w mediach społecznościowych.

Zagrozili mu za to przedstawiciele… branży muzycznej. Raz zirytowała się Majka Jeżowska, gdy do wideo o nepotyzmie w PiS dodał piosenkę "Wszystkie dzieci nasze są". Drugi raz, gdy przy którejś fali COViD-u zestawił go z okładką piosenki "Nie ma fal" Dawida Podsiadły. Wtedy rwetes podniosło Sony. Jedni i drudzy szybko się jednak zreflektowali i wycofali pisma. - Memiarze są jak niegdyś Stańczyk na dworze, który dostaje taryfę ulgową i ma za zadanie rozśmieszać władcę. Siła rażenia memów ciągle rośnie. Głupi mem robi czasem więcej szkody lub pożytku niż opasły artykuł - tłumaczy Michał Marszał.

W podobnym stylu, co do Marszała, prowadzony jest na Instagramie profil Make Life Harder (1,1 mln obserwujących na Instagramie, 431 tys. na Facebooku). Zresztą twórcy obu tych profili często nawzajem udostępniają swoje memy, odpowiadają sobie na nie, a czasem spotykają się ze sobą, by porozmawiać o blaskach i cieniach życia memiarza.

Czego życzyć memiarzowi

U Marszała obrywa się czasem i politykom opozycji, gdy zrobią lub powiedzą coś głupiego, ale - jak on sam zaznacza - im to się po prostu zdarza rzadziej, więc mniej jest okazji do żartów z nich. - Wypatruję jak kania dżdżu, by jakiś opozycjonista zrobił coś głupiego, bo też chcę się z nich śmiać, ale oni robią głupoty rzadziej. Staram się, jak mogę, wyciągać, co złego, na opozycję. Wzywam opozycję do robienia głupich rzeczy, bo my, memiarze, to obserwujemy - mówi.

I na dowód, że będzie się śmiał z opozycji, gdy dojdzie do władzy, wyciąga papiery z procesu, jaki w 2013 roku wytoczył mu Donald Tusk za żarty na prima aprilis w Tygodniku NIE. Rok później Jerzy Urban, jako naczelny gazety, musiał na jej łamach Tuska za to przeprosić. Wtedy jeszcze politycy odważnie walczyli z żartami w sądach.

Dziś może zaczną je w końcu podejmować na własną rękę. Prof. Magdalena Kamińska przewiduje: - Przez wojnę w Ukrainie podejście polityków do memów się zmieni. Przykład premiera Morawieckiego, który ostatnio coś bąknął o czeskim Kralovcu, to pokazuje. Wojna zresztą pokazuje, że za pomocą takich internetowych form można przeciwnika ośmieszać, pokonywać i zaskarbiać sobie sympatię tłumów internautów.

I raczej nie przeszkodzi temu pomysł Ordo Iuris, które w lutym otworzyło stronę "Murem za Wielkimi Polakami", gdzie można zgłaszać przypadki obrażania papieża Jana Pawła II i prymasa Stefana Wyszyńskiego. Od tamtego czasu memy z papieżem wcale jednak nie zeszły do podziemia.

Zapytaliśmy Ordo Iuris, ile zgłoszeń przysłali internauci oraz ile z nich zostało przekazanych do organów ścigania. Dyrektor działu komunikacji Anna Szala odpisała: "Serdecznie zachęcamy do śledzenia naszych informacji prasowych i newslettera. O sprawach, gdzie podejmujemy interwencję, informujemy na bieżąco". Jednak na naszą prośbę o podesłanie ostatniego newslettera lub informacji, gdzie była na ten temat mowa, w ogóle już nie zareagowała. Nie udało nam się w sieci znaleźć wzmianek na temat takich zgłoszeń, niewykluczone więc, że projekt nie cieszy się szczególną popularnością.

Bo w memach faktycznie jest przyszłość, jak mówi Michał Marszał, który pracuje obecnie nad stworzeniem serwisu opartego właśnie na memach. Ma on bazować na mechanizmach TikToka i Instagrama. - To będzie prosta strona odpalana głównie na telefonie, gdzie człowiek przewija sobie w bok lub w górę i w ten sposób przegląda newsy. Planujemy w serwisie narzędzie dające dodatkowe informacje: klikasz w mema i rozwija się ściana tekstu, w której możesz doczytać więcej na temat danej sprawy. Tego szerszego kontekstu czasem memom brakuje - zapowiada.

W tym celu kompletuje zespół redakcyjny, który ma i tworzyć memy, i wybierać te nadesłane. Finansują to internauci, którzy miesięcznie przekazują Marszałowi w sumie ponad 11 tys. zł. W planach są również akcje "na zewnątrz" takie jak próba wykupienia billboardu przed siedzibą PiS w Warszawie, z którego Jarosław Kaczyński miał się dowiedzieć, że "nadchodzi koniec". Akcję w ostatniej chwili zablokowała firma, do której powierzchnia reklamowa należy.

Mimo tego niepowodzenia jest jednak przekonany, że tematów do żartów nie zabraknie, nawet jeśli opozycja przejmie władzę. Będzie przecież Szymon Hołownia, który "będzie hamował rozwój, bo gdzieś ducha świętego zobaczył", będą politycy nieumiejący się porozumieć i będzie PiS chcący wrócić do władzy. - Gdy zaczynałem pracę w NIE, Jerzy Urban powiedział mi, że tu zawsze będzie głupio i będzie się z czego śmiać. Trochę mu nie wierzyłem, a tymczasem minęło 15 lat i Polacy faktycznie jakoś nie zmądrzeli. Tu się będzie tyle ciekawego działo! Nie wyjeżdżać z tego kraju, tylko siedzieć i się śmiać! - radzi.

A prof. Kamińska zastanawia się: - Niektórzy mówią o uzależnieniu od memów. Sama jestem na pewno uzależniona. Czasem są takie dni posuchy, gdy nie ma co oglądać i brakuje mi tej ekscytacji. A czasem memy sypią się jak z rękawa: człowiek chce zajęcia na uczelni poprowadzić, a tu musi łapać memy, nim znikną, i się zaczyna lekko frustrować. Pytanie jednak, czy to należy leczyć? Ja chyba nie muszę, bo się tym przecież zajmuję zawodowo. Moja praca jest moją pasją i tego życzę wszystkim memiarzom.

Zdjęcie główne: remix/Shutterstock/Reddit (inspiracja)
DATA PUBLIKACJI: 21.10.2022 r.