1. SPIDER'S WEB
  2. plus
  3. SW+

Maraton pomocowy dopiero się rozpoczął. Złapaliśmy zadyszkę, ale są na nią sposoby

Po wybuchu wojny w Ukrainie nasz kraj zamienił się w wielką izbę przyjęć. Na setki tysięcy uciekinierów czekały setki tysięcy Polaków: wolontariuszy, lekarzy, urzędników, właścicieli mieszkań. Na pomoc ruszyli też specjaliści i firmy technologiczne. To jednak początek wielkiej akcji pomocowej, teraz przed nami faktycznie potężne zadanie: zmienić zryw w długotrwały proces wsparcia i aklimatyzacji Ukraińców. Na to potrzebny jest już konkretny plan.

Pomoc humanitarna dla Ukraińców. Jakie czekają nas wyzwania?

W samej tylko Warszawie od początku wojny populacja wzrosła aż o 20 proc., a do całej Polski przybyło już grubo ponad 3 miliony Ukraińców, czyli więcej niż Warszawa i Trójmiasto razem wzięte. W kilka tygodni nie tylko całkiem zmienił się nam układ sił w Europie, ale przede wszystkim kraj, w którym żyjemy.

To był piękny, romantyczny zryw, jakiego prawdopodobnie większość Polaków nigdy w swoim życiu nie widziała – tak samo zresztą jak na szczęście i samej wojny. Pod koniec lutego i w marcu nasz kraj zamienił się w wielką izbę przyjęć, gdzie jednak nie urzędowali niemili urzędnicy, lecz pełni ciepła, zwykli Polacy. Jak to nazwała Sylwia Chutnik: "Polska stała się największym NGO'sem świata".

Dziś, dwa i pół miesiąca od rozpoczęcia wojny, uciekający przed nią Ukrainiec trafia do znacznie lepiej zorganizowanego środowiska. Wiadomo, że nie potrzebuje zezwolenia na pracę w Polsce, ma możliwość dostania numeru PESEL, jeżeli planuje zostać w Polsce na dłużej. Może też dostać świadczenie 500+ na dziecko. Polak, który gości i żywi go w domu, codziennie ma prawo do rządowej pomocy w wysokości 40 zł.

Równolegle już od dwóch miesięcy tysiące firm wspomagają uchodźców z Ukrainy: telekomy organizują wsparcie i za darmo oferują karty SIM ze specjalną ofertą, np. Orange dał ich do tej pory aż 400 tys. Wolontariusze pomagają także w ich obowiązkowej rejestracji. Firmy IT tworzą platformy i aplikacje do komunikacji w kryzysie. Restauracje pomagają z żywieniem, a instytucje kultury zapraszają do współpracy artystów zza wschodniej granicy. Pełną parą działają też tysiące wolontariuszy z organizacji pozarządowych, które nawet jeżeli wcześniej nie zajmowały się problemem uchodźców, to szybko przestawiły się na te tory, by pomóc w alarmowej sytuacji.

Ukraińcy mogą liczyć m.in. na darmowe karty SIM i pomoc wolontariuszy w ich rejestracji. Fot. Karol Misiek

Wszystkie te oddolne gesty są równie piękne, co spontaniczne, więc o krótkiej dacie ważności. W dwa miesiące od najazdu Putina na Ukrainę działania ad hoc i siły na te działania rzucone są coraz bardziej na wyczerpaniu. – Czas zająć się zmianami systemowymi i długofalowymi. Każda osoba to inne wyzwanie, a wtłaczanie wszystkich w jeden schemat nie wystarczy. Uchodźcy są zróżnicowaną grupą zarówno pod względem potrzeb, jak i sposobów, w jaki możemy do nich dotrzeć – mówi Marcin Opoka, na co dzień prawnik pracujący na warszawskiej giełdzie, a od dwóch miesięcy także koordynator Centrum pomocy prawnej i psychologicznej dla obywateli Ukrainy, które działa przy Instytucie Wolności.

Spontaniczność zrywu sprawiła też, że wiele inicjatyw zostało niepotrzebnie powielonych. Nawet wspomniane technologie – po raz kolejny – nie okazały się być lekiem na całe zło.

Ludzie od zadań specjalnych

Alina z Charkowa jest matką trzyletniego chłopca chorego na autyzm. Tuż przed wybuchem wojny mieli tam umówionego psychiatrę. Ale nagle wszystko się zmieniło i oboje znaleźli się w Polsce: po ciężkiej podróży, bez leków, z pilną potrzebą konsultacji lekarskiej.

Alina, jak wynika z badania "Uchodźcy z Ukrainy w Polsce" przeprowadzonego przez Uniwersytet Warszawski i Fundację Na Rzecz Wspierania Migrantów Na Rynku Pracy "EWL", jest jedną z aż 93 proc. dorosłych, którzy przybyli, czyli właśnie kobiet. Jest też w tej grupie liczącej niemal 90 proc., która nie mówi po polsku.

I każdej z takich osób potrzebna jest już po pierwszej aklimatyzacji bardzo specjalistyczna, dopasowana do jej potrzeb pomoc. – W takiej bardzo indywidualnej sytuacji nie zastąpisz człowieka czatbotem, bo ten ma ograniczoną liczbę scenariuszy, a wśród nich brakuje takich na nietypowe sytuacje – mówi nam Marcin Opoka.

Alinie czatbot nie pomoże, ale z kolei sprawę Sashy załatwi w mniej niż minutę. Ten obeznany w technologiach mężczyzna dzwoni, bo nie wie, gdzie iść, by wyrobić PESEL albo brakuje mu pieczątki Straży Granicznej w paszporcie. Dzięki temu Sasha załatwi swoją sprawę, nawet gdy centrum pomocy nie będzie działało. W końcu bot pracuje całodobowo.

Do Polski przybyło już ponad 3 mln osób z Ukrainy. Fot. Shutterstock

Tyle że sam punkt pomocy prawnej to jeszcze nie wszystko, potrzebna jest bowiem właśnie koordynacja. Gdy do prawnika przychodzi uchodźca i mówi, że potrzebuje np. polecieć do Stanów Zjednoczonych, to obie strony są bezradne. Prawnik, bo wyjazd do Stanów to nie problem prawny; uchodźca, bo nie wie, że prawnik mu nie pomoże, a gdy się dowie, może być jeszcze bardziej zniechęcony do jakiegokolwiek działania.

Centrum, które koordynuje Opoka, działa dzięki sieci specjalistów skupionych wokół Instytutu Wolności: prawników, psychologów, biznesmenów, inżynierów, marketingowców. Dzięki temu łatwiej odnaleźć specjalistę, który zna receptę na konkretny, bardzo specyficzny problem.

Alina, która przyjechała do Polski ze swym 3-letnim synkiem, nie mówi po polsku ani angielsku. Tym bardziej więc potrzebna będzie jej pomoc konkretnej osoby, a nie bezpłciowej aplikacji pomocowej. Przecież musi się jakoś dogadać w przychodni, ustalić termin wizyt, znaleźć odpowiedniego dla chłopca specjalistę, przytoczyć przebieg choroby. – My alokujemy konsultanta, a jeśli trzeba, to i tłumacza, i oni z taką osobą przebywają. Działamy na wzór centrów porad obywatelskich – mówi Marcin Opoka. Ale podkreśla: – Siłą wyłącznie społeczną tego wszystkiego nie uciągniemy.

Grup – mniej lub bardziej formalnych – takich jak prowadzona przez niego, powstało w ostatnim czasie w Polsce setki, jeśli nie tysiące. Jednak w dużej mierze opierają się one na własnym doświadczeniu i szybko zebranych pieniądzach. Dlatego coraz częściej w dyskusjach o pomocy dla Ukraińców pada hasło profesjonalizacji wolontariatu. Polski rząd otworzył dla organizacji pozarządowych pierwszą transzę pieniędzy (10 mln zł) do podziału, ale to też jest tak naprawdę działanie doraźne.

Marcin Opoka zwraca uwagę, że każda pomoc jest ważna, bo pracy nie zabraknie: – Delegowanie przez rząd czy inne władze zadań publicznych organizacjom wydaje się być bardzo dobrym pomysłem. Zazwyczaj takie inicjatywy jak Dom Ukraiński, nasza i podobne mają już sporo doświadczenia, są dość elastyczne i mogą się dostosować w dużej mierze na bieżąco. Uchodźców jest natomiast tylu, że dla wszystkich pracy starczy.

Zdublowane platformy

Oczywiście nie jest tak, że wszystko trzeba robić "ręcznie" i żadne technologie nie pomagają. Wprost przeciwnie – pomoc Ukraińcom bez technologii nie byłaby tak skuteczna i sprawna, jak widzimy ją do tej pory. – Na naszej stronie wiele osób miało mnóstwo pytań i nie mogliśmy się z nich odkopać. Od jakiegoś czasu mamy czatbota powstałego w ramach pomocy Ukrainie, który rozładowuje ten natłok wiadomości. Jesteśmy dopiero na początku, testujemy go, ale im mniej zajęty jest pracownik odpisywaniem, tym więcej czasu ma na inną część pomocy – podaje przykład Helena Krajewska, rzeczniczka prasowa Polskiej Akcji Humanitarnej.

Przykłady można mnożyć bez końca, bo powstało mnóstwo platform, aplikacji, botów i czatów do pomocy uchodźcom. Opoka z Instytutu Wolności współpracuje z twórcami aplikacji MasterMatch – Marek Bryła i Joanna Mosur. Aplikacja powstała jako narzędzie dla ekspertów, którzy wymieniają się wiedzą biznesową. Gdy wybuchła wojna, łatwo było dopasować ją pod nagłe potrzeby uchodźców. Z jednej strony oferuje pomoc potrzebującym Ukraińcom: psychologiczną, prawną, pomoc w tłumaczeniach, sprawach bankowych, imigracyjnych, doradztwa zawodowego, aby komfortowo odnaleźli się w nowej rzeczywistości gospodarczej Polski. Po drugiej stronie są specjaliści, do których trafiają konkretni potrzebujący.

Według raportu "Uchodźcy z Ukrainy w Polsce" 37 proc. kobiet przyjechało do Polski z jednym dzieckiem. Fot. Shutterstock

Natomiast prawdopodobnie najpopularniejszą powstałą na potrzeby kryzysu aplikacją tego typu jest UASOS.org. To wspólna praca wielu poważnych podmiotów, wśród których były m.in. kancelaria prawna ID Advisory, Boston Consulting Group, PAH, Fundacja Polskie Forum Migracyjne, Związek Miast Polskich czy inicjatywa Tech To The Rescue. Twórcy przemyśleli plan działań. Dogadali się z polskimi operatorami, by Ukraińcy tuż po przekroczeniu granicy dostawali SMS z informacją o tym, że mogą szukać pomocy na ich stronie. Współpracują też z ukraińskimi mediami przy koordynowaniu uchodźcom pomocy, jeszcze zanim nawet przekroczą granicę.

Po rozmowach z organizacjami pozarządowymi twórcy wprowadzili system dopasowywania do siebie potrzebujących i niosących pomoc, więc np. system ze względów bezpieczeństwa nie skojarzy ze sobą dwóch mężczyzn i samotnej kobiety. W planach są kolejne usprawnienia. Mimo to od początku wojny za pomocą tej platformy udało się pomóc niecałym pięciu tysiącom osób. A przecież polską granicę przekroczyło już 3 miliony Ukraińców.

Czy to oznacza, że UASOS.org nie zdaje egzaminu? Może być wprost przeciwnie! Problem polega na tym, że takich platform jest mnóstwo i uchodźcy mogli się po nich po prostu rozsiać. Garstka jest tu, garstka tam. A przy każdej takiej garstce pracują zastępy ludzi w przekonaniu, że technologie będą rozwiązaniem na wszystko.

Ale niekoniecznie są, bo pomoc Ukraińcom pod kątem technologicznym była taka sama jak ta fizyczna: na hurra, z romantycznym zapałem, ale nie zawsze dobrze przemyślana. Co zatem zrobić, aby skumulowany przez dwa miesiące zapał nie przerodził się we frustrację, a kooperacje zostawiły po sobie trwałe owoce? Spokojnie, to nie tak, że za pomoc wzięli się sami neofici.

Czas na profesjonalizm

Helena Krajewska, rzeczniczka Polskiej Akcji Humanitarnej, zwraca uwagę, że wsparcia w Polsce udziela wielu pracowników humanitarnych. Z kolei wolontariat może być prowadzony w sposób profesjonalny, tak jak w PAH: ich wolontariusze mają umowy, ubezpieczenia, opiekę, szkolenia itd. Dodaje natomiast, że ważny jest jeszcze inny aspekt: trzeba bardziej profesjonalnie podejść do samego pomagania. I nie chodzi o instytucje, bo dla przykładu taki PAH działa od 30 lat i ma mnóstwo doświadczenia, lecz o zwykłych ludzi. Większość Polaków, którzy gremialnie rzucili się do pomocy, robi to po omacku. Czas zacząć działać bardziej przemyślanie, bo inaczej dopadnie nas frustracja.

Choć Krajewska tłumaczy akurat, że do takiej frustracji i tak musi dojść, bo napięcia muszą się w końcu zrodzić. – To niezwykle skrajna sytuacja. I dla uciekających, i dla wielu z nas to pierwsze zetknięcie z wojną i ludzkim cierpieniem w takim wymiarze. Mamy do czynienia z osobami, które widziały i słyszały dużo więcej, niż sobie możemy wyobrazić. Te napięcia, wyczerpanie, stres muszą się pojawić w społeczeństwie – mówi Krajewska. Ale dodaje, że możemy sobie z tym skutecznie radzić.

Pierwszy etap zrywu minął. Teraz najważniejsze, by nie rzucać wszystkich sił naraz, bo te potrzebne będą później. – Dziś jest już wiele osób, które przepaliły swoje siły. Nie przydasz się teraz przemęczony. Przydasz się później wypoczęty. To jest praca, którą trzeba wykonać nad sobą, bo tak jak zmieniają się potrzeby, tak powinna zmieniać się nasza pomoc – mówi Krajewska.

Działać można na różne sposoby. Dla przykładu Orange na początku konfliktu postawił przy punktach granicznych dodatkowe stacje bazowe, by wzmocnić sygnał sieciowy. Firma współpracuje też z Polską Akcją Humanitarną, a w swojej głównej siedzibie razem z Domem Ukraińskim zorganizowała centrum zarządzania kryzysowego. To pomieszczenie z 20 stanowiskami i kompletną infrastrukturą do prowadzenia infolinii: telefony, centralki, sprzęt, biurka, internet. Z kolei dla Centrum Praw Kobiet uruchomiła specjalną infolinię z pomocą prawną i psychologiczną.

Profesjonalna pomoc to także zrozumienie swoich umiejętności i jak najlepsze ich wykorzystanie. Jeśli ktoś jest psychologiem, prawnikiem czy tłumaczem, to będzie bardziej potrzebny w punkcie kontaktowym niż na dworcu, gdzie trzeba przenosić bagaże. Zresztą na co dzień nie jest też tak, że w profesjonalnych organizacjach humanitarnych ekspert od finansów zajmuje się kopaniem studni. On raczej siedzi w papierach i organizuje budżet. – Faktycznie mamy dobry moment dla wielu różnych oddolnych inicjatyw, by sprofesjonalizowały swoje działanie. To czas na wymianę informacji między dużymi i mniejszymi organizacjami, przekazanie wiedzy, pokazanie pracy humanitarnej, zarządzania projektami. Warto to wykorzystać – podkreśla Krajewska z PAH.

Na początku wojny Dworzec Centralny w Warszawie stał się dla uchodźców tymczasowym miejscem pobytu. Fot. skrin z YouTube

To także ważny element: od wybuchu wojny w Polsce zawiązało się mnóstwo zupełnie oddolnych, nieformalnych grup, a najbardziej znaną z nich jest chyba Grupa Centrum działająca na Dworcu Centralnym w Warszawie. Wciąż jednak są to grupy spontanicznie powstałe, zwykle bez wcześniejszego doświadczenia. One także powinny się sprofesjonalizować.

Wtóruje temu Marcin Opoka: – Był etap, na którym myśleliśmy "jak mogę pomóc?". Teraz trzeba połączyć to z etapem "jaka długofalowa pomoc faktycznie jest potrzebna?". A to wiąże się z otwartością na ewentualną potrzebę zmiany profilu działalności inicjatyw, które tworzyliśmy czy też naszych pomysłów.

Opoka razem ze specjalistami planują szkolenia i doradztwa. – Najlepiej i dla Polaków, i dla Ukraińców, bo obie narodowości potrzebują teraz wsparcia. Ukraińcy są superzorganizowani i idealnie jest działać z nimi w środowiskach lokalnych, w których egzystują. Jak się przeszkoli grupę osób, to potem będą tę wiedzę między sobą roznosić. Polacy też potrzebują pomocy, żeby wiedzieć, jak efektywnie pomagać, organizować wsparcie – mówi.

Według niego kluczowe jest takie działanie, gdzie wykorzystamy technologię do odpowiedzi na powtarzające się – i relatywnie proste – pytania, a konsultantów telefonicznych czy doradzających bezpośrednio (którzy z natury rzeczy mają ograniczone moce przerobowe) wykorzystamy do spraw trudnych.

Sprofesjonalizować, a w zasadzie umocnić trzeba też spontanicznie zawiązaną współpracę wolontariatu z sektorem IT. – Powstało wiele platform łączących osoby oferujące mieszkania czy pomagających w organizacji wolontariatów. Widzę ogromny potencjał. Byłoby świetnie, gdyby z tych inicjatyw łączących wolontariat z firmami IT powstało coś jeszcze większego. Jesteśmy na dobrej drodze – zapewnia. Firmy technologiczne także zapewniają o dalszej chęci współpracy, ale warto zastanowić się, czy zamiast pięćdziesięciu podobnych platform nie stworzyć jednej porządnej. Połączenie sił wyjdzie w tym przypadku tylko na dobre. Przykłady już są: gdy ostatnio międzynarodowa firma doradcza Deloitte skonstruowała czatbota dla uchodźców, bez wahania podzieliła się nim z centrum koordynowanym przez Opokę.

Łączenie sił będzie jedną z kluczowych kwestii w kolejnych miesiącach. – Inaczej można wpaść w pułapkę tworzenia rozwiązań cyfrowych, webowych itp. od początku samemu. To się często źle kończy. Sam widziałem kilka serwisów matchingowych, w których tworzenie włożono specjalnie na potrzeby ukraińskie dużo pracy, ale coś poszło nie tak. Być może zostały stworzone bez konsultacji z uchodźcami, albo nie dotarła do nich informacja o ich istnieniu, albo oferują proste, automatyczne rozwiązania, które wielu problemów same w sobie nie rozwiążą, a przy braku możliwości rozmowy z żywym człowiekiem mogą pozostawić poszukującego pomocy sfrustrowanego ograniczeniami technologicznymi – opowiada Marcin Opoka.

Zatem gdy rząd będzie wprowadzał fundamentalne zmiany dla Ukraińców swoim tempem, biznes i społeczeństwo może iść swoim, ale mądrze. To teraz kluczowe wyzwanie, by móc w ogóle dalej sprawnie pomagać milionom uchodźców.

16 maja odbędzie się kolejna edycja Miasteczka Myśli Orange pt. "Ślady człowieka". Organizatorzy postanowili skupić się na szeroko rozumianym kryzysie humanitarnym, skutecznym i trwałym sposobie niesienia pomocy tu i teraz, ale też tej długotrwałej.

«Dziś mierzymy się z największym wyzwaniem humanitarnym od czasów drugiej wojny światowej. To "test" z bycia człowiekiem, czas działania, szukania odpowiedzi, jak pomagać mądrze, skutecznie i z sensem? Doświadczamy ekstremalnie trudnych sytuacji, do których nikt – na taką skalę – nie mógł się przygotować. Problemy, które są efektem wojny, zostaną nawet, gdy ona się skończy. Dlatego pomaganie to nie sprint, a maraton. Co zrobić, żeby dobrze "rozłożyć siły" i jak ustrzec się "kryzysu dobra"?» – zapowiada Orange. Wśród gości m.in. dziennikarka Alina Makarczuk, Mirosława Keryk z Domu Ukraińskiego, Grzegorz Gruca z PAH i Konrad Ciesiołkiewicz z Fundacji Orange. Wydarzenie będzie można oglądać pod tym linkiem.

Zdjęcie tytułowe: Pomoc uchodźcom z Ukrainy na przejściu granicznym. Fot. Shutterstock

Tekst powstał we współpracy z Orange Polska.
Data publikacji: 9.05.2022