1. SPIDER'S WEB
  2. plus
  3. SW+

Igrzyska w cieniu pandemii i Roku Tygrysa. Chińczycy właśnie świętują, ale nie na sportowo

– W świadomości Chińczyków pandemia to ta z Wuhan z 2020 r. To respirator i śmierć. Jeżeli ktoś z Zachodu przyjeżdża do Chin i mówi, że miał COVID-19, to ci ludzie myślą, że ta osoba żartuje – Weronika Truszczyńska opowiada o życiu w Chinach w przededniu Igrzysk Olimpijskich. I tłumaczy, dlaczego zmagania z pandemią w Państwie Środka mogą okazać się bardziej emocjonujące niż same zmagania sportowe.

Igrzyska Olimpijskie w cieniu pandemii i Nowego Roku Tygrysa

Już jutro startują Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Jaki jest ich odbiór w samych Chinach? Czy ludzie żyją nimi, czy może są one gdzieś w tle tego, co dzieje się wokół COVID-19, Nowego Roku Księżycowego lub jakichś innych, wewnętrznych wydarzeń ważniejszych dla Chińczyków?

Weronika Truszczyńska*: Moim zdaniem zdecydowanie Igrzyska są w tle COVID-19. Głównie dlatego, że pod koniec zeszłego roku został nałożony lockdown na bardzo duże miasto – Xi’An, znane z tego, że jest tam Armia Terakotowa. W momencie, w którym pandemia zaczęła tam już się zmniejszać, czyli mniej więcej w połowie stycznia, znaleziono kolejne przypadki, m.in. w Pekinie. A to miasto jest kluczowe, bo w nim i jego okolicach będą odbywały się Igrzyska. Później stwierdzono kolejne przypadki niepowiązane z tymi w Pekinie – w mieście Tiancin, a teraz kolejne ognisko pojawiło się w mieście Hangzhou, gdzie siedzibę ma Grupa Alibaba. Tej zimy rzeczywiście bardzo dużo nowych ognisk zostało odkrytych w różnych miejscach Chin i to są tematy, którymi Chińczycy przejmują się na pierwszym miejscu.

Sami Chińczycy, ale też chyba i władze państwa? Polityka „zero COVID” jest przecież bardzo ważnym elementem samej organizacji Igrzysk.

Powstało coś, co chińskie władze nazywają „zamkniętą pętlą” – są hotele oddzielone od reszty świata, gdzie policja pilnuje, by nikt nie mógł z nich wychodzić. Są specjalne autobusy, które przewożą te osoby między hotelami i obiektami olimpijskimi. Chodzi właśnie o to, by przyjezdni sportowcy, dziennikarze, trenerzy nie mieli żadnej styczności ze światem zewnętrznym. Ale jeśli komuś wyjdzie wynik pozytywny – a testy odbywają się codziennie, to taka osoba będzie musiała wrócić do hotelu i spędzić w nim tyle czasu, aż wyjdą jej dwa negatywne testy dzień po dniu. Więc niestety wygląda to tak, że sportowcy, którzy przyjeżdżają na Igrzyska, aby w nich wystąpić, nie mają pewności, czy na pewno w nich wystąpią.

To może być spory problem. Dlatego kilka dni temu podwyższono normy, ile tego COVID-u musi znaleźć się w próbce pobranej z nosa, aby ta została uznana za pozytywną. Chińczycy nie spodziewali się aż tylu dodatnich wyników i za chwilę mogłoby się okazać, że nie będzie kto miał startować.

Czy do samych Chińczyków docierają informacje, jak wygląda ta ochrona Igrzysk przed COVID-19? Jakie specjalne środki zostały wdrożone? Bo jakby nie patrzeć, to bardzo ciekawy element pokazywania zaawansowania technologicznego i organizacyjnego Chin.

Jest mocny przekaz, że sportowcy co prawda nie przeszli kwarantanny, ale nie będą mieli styczności z ludźmi i miastem. Gdyby było inaczej, obywatele Chin nie byliby tak zadowoleni z tych Igrzysk. Z polskiej perspektywy to, że są masowe testy mieszkańców danego miasta, bo znaleziono jeden, dwa lub trzy przypadki, wygląda na zamordyzm. Jednak warto podkreślić, że Chińczycy pandemii prawie nie doświadczyli.

Jeżeli mieszka się w Polsce, w Stanach Zjednoczonych czy w innym kraju, gdzie zanotowano już takie wyniki jak 50 czy 100 tys. przypadków jednego dnia, to ci ludzie nauczyli się z pandemią żyć. Chińczycy się nie nauczyli i raczej nie nauczą, przynajmniej nie w najbliższym czasie. W Chinach od początku pandemii było łącznie tylko ok. 100 tys. przypadków i większość z nich zanotowano w Wuhanie na początku pandemii w roku 2020. Potem to wyciszono.

Jeżeli nakłada się lockdown na całe miasto z powodu 2 tysięcy przypadków, to widać, że ta pandemia jest tutaj traktowana bardzo poważnie. Również dlatego, że obywatele się boją. I to jest właśnie granie w taką grę, by pokazać obywatelom, że tutaj u nas jest bezpiecznie.

Z jednej strony mówisz, że nie doświadczyli pandemii, ale z drugiej, że są masowe lockdowny i testowanie, a to też jest doświadczanie pandemii. Samym doświadczeniem nie musi być choroba, ale i ograniczenia nakładane na ludzi. 

Różnica polega na tym, że w świadomości Chińczyków pandemia to ta z Wuhan z 2020 r. Dla nich COVID-19 to respirator i śmierć. Jeżeli ktoś z Polski przyjeżdża do Chin i mówi, że miał COVID-19, to ci ludzie myślą, że ta osoba żartuje. Wciąż zdarza się, że ktoś miał koronawirusa pół roku czy rok wcześniej, a pracodawca i tak wysyła go na testy np. raz w tygodniu, bo nie wierzy, że taka osoba nie zaraża dalej.

My już w pewnym sensie nauczyliśmy się już trochę żyć z tą pandemią, z kolejnymi falami. Oczywiście jest szokujące, że mamy 50 tys. przypadków dziennie, ale dopóki nie ma masowych problemów z dostępem do służby zdrowia, to poczucie wielkiego zagrożenia zelżało.

I tutaj jest kluczowa sprawa. Chiny kojarzą się jako państwo bardzo rozwinięte technologicznie, w którym jest wiele technologicznych firm oferujących bardzo zaawansowane rozwiązania. Tyle że to wciąż państwo biedne, rozwijające się. W Chinach na 1000 obywateli przypadają nieco ponad trzy pielęgniarki. W Polsce – powyżej pięciu. Weźmy też pod uwagę to, że w Chinach o wiele lepszy dostęp do służby medycznej jest w dużych miastach na wybrzeżu.

Pekin, styczeń 2022 r. Fot. Vicky Ackx / Shutterstock

Na zachodzie czy w centralnych Chinach dostęp będzie jeszcze słabszy niż te trzy pielęgniarki na 1000 osób. Dodatkowo chińskie szczepionki, którymi tutaj szczepi się obywateli, są bardzo nieskuteczne przy wariancie Omikron. Gdy zaczynano szczepić, pokładano dużą wiarę w te szczepionki. Wierzono, że Chiny zaczną się powoli otwierać, gdy zaszczepi się 70-90 proc. społeczeństwa – obecnie to ok. 85 proc. Tylko że gdy zaczął się szerzyć Omikron, totalnie rozwiał te nadzieje.

W to wszystko wchodzą Igrzyska, które mogą być fenomenalną okazją, by pokazać, jak bardzo jest się rozwiniętym państwem. Rok temu zdecydowanie nie udało się to Japonii. Chiny – będące wiecznie w starciu wizerunkowym z Japonią – mają więc możliwość zaprezentować się w kontrze jako rozwinięte technologicznie, skutecznie zarządzane państwo. Myślisz, że taki sygnał pójdzie w świat?

Zdecydowanie są takie ambicje. Tyle że do Igrzysk w Pekinie nie dopuszczono zagranicznych kibiców. Nie przyjadą ludzie ze świata i nie zobaczą cywilizacyjnego skoku. A Chiny są bardzo ciekawym państwem, w którym już od wielu lat praktycznie nie używa się gotówki, tylko płatności mobilnych. I to wszędzie, nie tylko w dużych miastach. To byłoby bardzo ciekawe do pokazania, tylko że jeśli ci zagraniczni kibice nie przyjadą, bardzo ciężko będzie pokazać przez telewizję tego typu rzeczy, które są częścią chińskiej codzienności.

Nawet jeśli telewizyjna technologia też się rozwija. Mamy mieć transmisje w 8K, będzie też wielkie show, pewnie zobaczymy w nim specjalnie wykorzystane drony...

Drony rzeczywiście robią ostatnio w Chinach furorę. W wielu miastach zaczęto wymieniać fajerwerki na drony. Obecnie jestem na wsi i tu co chwilę w tle naszej rozmowy można usłyszeć fajerwerki. Są one częścią chińskiej tradycji. Służą nie tylko na Nowy Rok, ale również do oddawania czci zmarłym, mają odganiać duchy. Tylko że już ponad 400 chińskich miast zakazało używania fajerwerków właśnie dlatego, że to zanieczyszczanie środowiska nie tylko śmieciami, ale także hałasem. Tam do robienia publicznych show od roku czy dwóch używa się właśnie dronów.

Olimpijskie maskotki. Fot. Joaquin Corbalan P / Shutterstock

Jedną z technologicznych nowości, którymi Chiny mogłyby się pochwalić, jest cyfrowy juan. Jest już popularny jako środek płatniczy?

E-juan zaczął być promowany jeszcze na chwilę przed pandemią. Wcześniej istniały swego rodzaju strefy testowe, w których pracownicy firm państwowych otrzymywali już część wypłat w e-juanie (e-CNY). Nawet w markecie niedaleko miejsca, gdzie mieszkam, a jest to sieć lokalna, już od dłuższego czasu widnieje informacja, że można tam płacić e-juanem. Zatem są miejsca, gdzie można było z tego rozwiązania korzystać już wcześniej. Ale faktycznie od stycznia tego roku aplikację z e-juanem zaczęto otwierać coraz szerzej i mocniej promować. Na przykład w Szanghaju już można się zarejestrować i korzystać z niego, nie będąc pracownikiem firmy państwowej. To rzeczywiście jest technologiczna nowinka, którą Chiny mogłyby się pochwalić przed obcokrajowcami. Jednak skoro granice są zamknięte, to obcokrajowcy e-juana na oczy nie zobaczą.

Jeżeli chodzi o osoby zajmujące się nowoczesnymi technologiami w Chinach, głosy są podzielone. Głównie dlatego, że wśród Chińczyków bardzo rozpowszechnione jest płacenie telefonem. Płatności mobilne są tutaj wszędzie i praktycznie wszyscy Chińczycy mają na swoich telefonach aplikację WeChat, korzysta z niej ponad miliard ludzi, i aplikację AliPay, czyli drugą aplikację do płacenia, tym razem od Alibaby. Zatem będzie trzeba jakoś zmusić ludzi, aby ściągnęli kolejną aplikację, by mieć portfel z e-juanem. To rzeczywiście największy minus, że takiego portfela nie można założyć w już istniejącej aplikacji. Ja też przynajmniej w tym momencie nie znam nikogo, kto byłby tym e-juanem w ogóle zainteresowany. Być może z biegiem czasu, gdy zaczną oferować więcej zniżek czy ciekawych promocji związanych tylko z e-juanem, to więcej ludzi się na niego przesiądzie. Ale w tym momencie osoby, które mają już WeChat albo AliPay, nie widzą w większości potrzeby, żeby instalować coś jeszcze innego i z tego korzystać.

Tencent i Alibaba biorą udział w tworzeniu e-juana. Wygląda to w ten sposób, że aplikację e-juana można połączyć z WeChatem i teoretycznie przez tę aplikację też można przesyłać państwowy e-juan do swoich kontaktów w aplikacji oraz płacić za pomocą kodu QR po połączeniu konta e-juana z kontem WeChat. Tylko że jeśli mamy już WeChat i podpiętą do niego naszą kartę bankową, to po co jeszcze specjalnie ładować e-juana w taki skomplikowany sposób? Myślę, że to będzie spore wyzwanie dla władz, aby ludzi do e-juana przyciągnąć.

Zaczyna się nowy rok, Rok Tygrysa. Więc to pewnie będzie ważny element także samych Igrzysk Olimpijskich?

Na pewno, szczególnie że obecna władza i rządy Xi Jinpinga uważają, że warto podkreślać swoją kulturę – „jesteśmy Chińczykami, nasza kultura pochodzi ze wschodu Azji”. Chcą pokazać światu, jacy są, zamiast na siłę się westernizować. Tyle że równolegle to, że Igrzyska wypadają w samym środku obchodów chińskiego nowego roku, jest problematyczne. Obecnie w głowach Chińczyków jest powrót do domu, zjedzenie kolacji z rodziną, zapalenie kadzidełek czy spalenie pieniędzy dla przodków. Obecnie Chińczycy wolą lepić pierogi, bo trzeba je jeść na nowy rok.

Nowy Rok Chiński w Zhongshan Guangdong. Fot. Freer / Shutterstock

Jest o wiele mniej symboliki olimpijskiej w przestrzeni publicznej niż przed Letnimi Igrzyskami z 2008 roku, gdy już rok wcześniej były specjalne sklepy z gadżetami związanymi z Igrzyskami. Konkurencją jest nawet wielka gala z okazji nowego roku pokazywana przez CCTV. Oczywiście ceremonia otwarcia Igrzysk będzie na pewno z ogromną pompą, ale nie może być tak, że słabiej fetuje się święto narodowe.

Dodatkowo jeszcze dochodzi niespecjalnie korzystna dla Chin sytuacja międzynarodowa. Bojkot dyplomatyczny Igrzysk z dużej części świata, kontrowersje wokół traktowania Ujgurów, koniec autonomii Hongkongu, zaginiona tenisistka Peng Shuai. Czy te tematy docierają do samych Chińczyków, czy raczej są wyciszane?

Nie powiedziałabym, że są wyciszane. Po prostu tutaj raczej panuje narracja, że to ataki Zachodu. Chińczycy stoją na stanowisku, że oto próbują zorganizować wspaniałe Igrzyska dla świata, a tu im się wypomina jakieś prawa człowieka, jakiś Hongkong czy zaginioną tenisistkę, o której nie słychać od kilku miesięcy. Te oskarżenia są często wykorzystywane do propagandowych celów, np. przez chińskich dyplomatów, którzy w sieci walczą jak lwy – to jest ta słynna dyplomacja wolf-warrior – atakując tych, którzy ich oskarżają, podczas gdy chcą tylko przygotować wspaniałe Igrzyska dla ludzi z całego świata.

Szczególnie że ostatnio silnie zaczyna być podkreślana narracja wspólnego dobrobytu wewnątrz samych Chin. W tym momencie Chiny wciąż kojarzone są jako kraj, który ma te swoje największe miasta na wybrzeżu będące największymi beneficjentami rozwoju kosztem biedniejszych prowincji, które w zasadzie pracują na całe to PKB. Więc coraz więcej mówi się, by te najbogatsze miasta i ich mieszkańcy oddawali więcej społeczeństwu, aby jakoś wyrównać ogromne różnice. Narracja równości społecznej bardzo mocno się przebija także w ocenie nacisków Zachodu. 

*Weronika Truszczyńska – od 2015 roku studentka East China Normal University, prowadzi kanał na YouTube o życiu w Chinach, współprowadząca podcastu Mao Powiedziane.

Zdjęcie tytułowe: fot. Anton Ivanov / Shutterstock