RECENZJA+
  1. SPIDER'S WEB
  2. plus
  3. SW+

Połącz kropki. Wyzysk to nie cecha Big Techów, lecz systemu i człowieka

Jeszcze większa eksploatacja i utrata prywatności – tak nowe technologie mogą zmienić rzeczywistość pracowników. Jednak ten negatywny wpływ nie jest ograniczony do technologicznych gigantów. – W osiedlowym sklepie pracownica może być tak samo źle traktowana, mieć szefa tyrana i być zmuszana do pracy ponad siły przez wiele godzin. To człowiek jest odpowiedzialny za zło, a nie te firmy – mówi w rozmowie z magazynem Spider’sWeb+ Łukasz Lamża, autor książki „Połącz kropki”.

Fot. shutterstock.com/Autor Phonlamai Photo

Jak technologie zmienią przyszłość? Jak będzie wyglądać nasze życie za 10, 20, 50 lat? – pyta w swojej nowej książce „Połącz kropki” Łukasz Lamża i zabiera nas w fascynującą podróż w czasie, często pokazując, że przyszłość już tu jest.

Książka „Połącz kropki” składa się z pięciu rozdziałów, w których autor krok po kroku opowiada o rozwoju zaawansowanych technologii, opierając się na najnowszych doniesieniach i prognozach publikowanych w literaturze naukowej. Przeczytamy więc m.in. o algorytmach odgadujących nasze myśli, nanocząstkach i nanobotach medycznych, samodzielnych robotach, autonomicznych dronach-zabójcach czy sztucznej inteligencji potrafiącej komponować muzykę.

Autor docenianych i nagradzanych „Światów równoległych” tym razem przygląda się temu, jak faktycznie działają nowe technologie i sprawdza, jakie są perspektywy ich rozwoju. Rozbudza nadzieję, pokazując, że wiele z nich dostępnych będzie lada moment, a z niektórych rewolucyjnych odkryć już korzystamy, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Jednocześnie studzi emocje techentuzjastów i bezwzględnie rozprawia się z fantazjami futurologów, udowadniając, że śmiałe wizje, którymi jesteśmy często mamieni, istnieją tylko w głowach ich twórców niż w rzeczywistości.

Książka „Połącz kropki” – Wydawnictwo Copernicus Center Press. Fot. materiały prasowe

To twarde stąpanie po ziemi jest jedną z najważniejszych wartości książki Lamży. Co ważne, nie ulega on również pokusie straszenia nas tym, co przyniesie przyszłość. Jak sam stwierdził w rozmowie z SW+, w medialnym świecie przesady i szukania sensacji chciał na chłodno przyjrzeć się temu, ile jest autentycznego niebezpieczeństwa w nowych technologiach i jak wielce to zagrożenie bywa rozdmuchane. I trzeba przyznać, że świetnie mu się to udaje. Zamiast śmiałych tez i szalonych prognoz mamy do czynienia z rzetelnymi i podanymi jak na tacy konkretami, dzięki którym wiemy, jaki jest stan na dziś z tą czy inną technologią.

Autor „Połącz kropki” zwraca także uwagę na równie częstą postawę malkontentów, których narzekania sprowadzają się do niedoceniania tego, co już jako ludzkość osiągnęliśmy. Podkreśla, że jako ludzie szybko przyzwyczajamy się do technologii, które ułatwiają nam życie i pozostajemy bardzo niewdzięczni. Potrafimy bowiem kilka dni po przełomowym odkryciu czy opracowaniu wynalazku zapominać, jak jest niesamowity.

– Prosty przykład: telefon. Możemy w każdej chwili połączyć się z dowolną osobą na świecie. To niewiarygodna technologia. Zjawisko absolutnie niesamowite, ale i tak narzekamy, że czasem coś tam szumi i przerywa. Denerwujemy się, że magiczna technologia nie działa w 100 proc. magicznie. Taka nasza ludzka natura. To paskudna cecha, ale tacy już jesteśmy – uważa Łukasz Lamża.

Łukasz Lamża, dziennikarz naukowy i filozof, członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”, pracownik Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor kilku książek m.in. pozycji „Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze”, za którą otrzymał Złotą Różę – nagrodę przyznawaną przez Festiwal Nauki za najlepszą książkę popularnonaukową. Fot. archiwum prywatne

„Połącz kropki. Nanoboty medyczne, drony zabójcy, odczytywanie myśli i inne technologie przyszłości” – Wydawnictwo Copernicus Center Press, 2021. Książka dostępna zarówno w wersji papierowej i jako e-book. 

Kiedy ten wywiad przeprowadzi z Panem robot zamiast mnie?

Łukasz Lamża: Albo w odległej przyszłości albo – i to jest bardziej prawdopodobna odpowiedź – nigdy. Dlaczego? Otóż musiałaby być jeszcze taka potrzeba. Zapewne dałoby się taki wywiad zrealizować technicznie, ale nie wiem, czy ktokolwiek byłby nim zainteresowany. 

Można przecież pokonać 100 metrów szybciej niż Usain Bolt na przykład samochodem, ale wyścigi ludzi mimo to nie zniknęły. Tak samo w szachach. Komputery w tej grze są lepsze od nas, ale jednak bardziej interesujemy się rozgrywkami między ludźmi.

W książce też studzi pan emocje techentuzjastów, ale z drugiej strony przekonuje, że przyszłość jest już teraz. To jak to jest? Gdzie jesteśmy z tym rozwojem technologii?

Gdzieś między opanowaniem ognia a Układu Słonecznego. 

Szerokie ujęcie. A jednak wiele technologii, co pokazuje pan w książce, rozwija się w niesamowity sposób. Weźmy choćby robota, który sprząta mieszkanie. 20 lat temu uznalibyśmy to za cud techniki, a dziś nie robi wrażenia. Dlaczego?

Jesteśmy bardzo niewdzięczni. Za szybko przyzwyczajamy się do technologii i zaczynamy ich wręcz wymagać, tak jakby wszystko, co nas otacza, nam się należało. Potrafimy kilka dni po przełomowym odkryciu czy opracowaniu wynalazku zapominać, jak jest niesamowity. To kwestia przyzwyczajenia, może lenistwa. Gdyby tak codziennie ktoś przychodził do pana i sprzątał panu mieszkanie, podawał kawę i jeszcze mył auto, to po miesiącu nawet by się pan nad tym nie zastanawiał. Gorzej, gdyby ktoś nagle przestał to robić. Gdyby tego niewolnika zabrakło. Wtedy narzekałby pan, że go nie ma.

Fot. shutterstock.com/Autor Frame Footage
Fot. Frame Footage / Shutterstock.com

Prosty przykład: telefon. Możemy w każdej chwili połączyć się z dowolną osobą na świecie. To niewiarygodna technologia. Zjawisko absolutnie niesamowite, ale i tak narzekamy, że czasem coś tam szumi i przerywa. Denerwujemy się, że magiczna technologia nie działa w 100 proc. magicznie. Taka nasza ludzka natura. To paskudna cecha, ale tacy już jesteśmy.

Zostańmy na chwilę przy robotach i pracy, z której mogą nas wyręczać. W czym już teraz mogą nam pomóc?

Pod tym względem technologia mocno wkracza w nasze codzienne życie. Roboty odkurzają nasze mieszkania, zmywarki myją naczynia, pralki piorą ubrania, a suszarki je suszą. Robią za nas tyle, a i już tego nie zauważamy i chcemy więcej. Choć oszczędzamy dzięki nim mnóstwo czasu, to nie chce nam się nawet wyciągnąć naczyń ze zmywarki czy składać ubrań i schować do szafy. Teraz marzymy o robocie-pomocniku, który stałby w kącie i wyręczałby nas z takich drobnych czynności.

W książce pokazuje Pan, że i to zaczyna być możliwe. 

Przeprowadzono taki eksperyment. Inżynierowie stworzyli robota, którego zadaniem miało być przyrządzenie płatków na śniadanie z ciepłym mlekiem. Niestety efektem było często rozsypane płatki, zgniecione opakowania czy rozlane mleko. Robotowi zajmowało to zresztą często kilkadziesiąt minut. Czyli dużo za długo, a więc na takim jesteśmy tu etapie. Na robota-niewolnika jeszcze trochę poczekamy. 

A co z naszą pracą? Ciągle jesteśmy straszeni automatyzacją. Powstają raporty prognozujące, ile to zawodów zastąpią roboty. Mamy się czego obawiać?

To dzieje się cały czas. Są już zawody zastąpione przez maszyny. Kiedyś przecież solidnym zawodem było tkactwo. Mnóstwo osób zarabiało w ten sposób na życie, a dziś tę pracę wykonują maszyny. Proces jest niemal całkowicie zautomatyzowany. Niemniej nie doprowadziło to do masowego bezrobocia. Nawet jak pojawia się tkająca maszyna, to nie jest tak, że człowiek wykonujący ten zawód popadnie w biedę i będzie przez resztę życia bezrobotny. Rozwój dzieje się po pierwsze wolno, co – po drugie – daje czas na zmianę zajęcia.

Tkacze, którzy w 1844 roku brali udział w powstaniu tkaczy śląskich, raczej by się z panem nie zgodzili. Dla nich technologiczna zmiana miała fatalne skutki. Wielu popadło w nędzę.

Oczywiście ten postęp nie dokonał się łatwo, ale ostatecznie świat nie zniósł próżni. Dziś bardzo szybko automatyzują się magazyny. Zawód magazyniera prawdopodobnie w ciągu 30-50 lat będzie zminimalizowany. A jednak to trwający jakiś czas proces. Na przykład firmę Amazon z pewnością stać na wprowadzenie całkowitej lub prawie całkowitej automatyzacji, a mimo to zatrudnia w Polsce tysiące ludzi.

Niedawno zresztą Amazon otworzył swoje 10. centrum logistyczne w Polsce. 

No właśnie. Wychodzi na to, że do pewnego momentu rozwoju technologii dużo prościej, taniej i bezpieczniej mieć człowieka. Zatem ten postęp technologiczny nie rozbija gwałtownie jakiegoś zawodu. To trwa, bo nie od razu opłaca się inwestować w automatyzację na szeroką skalę. Po prostu dostęp do technologii to za mało. To, że jakaś jest wykonalna, nie znaczy, że od razu zacznie być stosowana.

Fot. shutterstock.com/Autor B.Zhou
Fot. B. Zhou / Shutterstock.com

Zresztą w wielu miejscach na świecie siła robocza jest na tyle tania, że jakaś zmiana np. w produkcji będzie się opłacać. Polacy są gdzieś w środku tej stawki. Jesteśmy krajem stosunkowo mało zaawansowanym technologicznie. Także my, Polacy nie musimy się jeszcze bać wszystkich tych rzeczy, które przedstawia się na konferencjach i targach technologicznych w San Francisco. Nie żyjemy w tej części świata, gdzie nagle coś w ciągu zaledwie kilku lat zmiecie z rynku pracy połowę pracowników. 

Ale technologie i tak mogą zmienić ich codzienność. Bywają przecież takie, które mogą być wykorzystywane przeciwko nim, np. chipy kontrolujące pracę, aby zwiększyć ich wydajność. Przed takim zagrożeniem ostrzegają np. związki zawodowe w Wielkiej Brytanii. Mamy się czego bać?

Oczywiście z perspektywy pracowników to jest zagrożenie, że będą coraz mocniej eksploatowani i utracą część swojej prywatności. Zresztą to już się dzieje. Przywykliśmy już, że np. część kierowców pracuje w stale monitorowanych GPS-em samochodach. Wiadomo, gdzie są, co robią, gdzie jadą. Wiele osób np. w sklepach pracuje non stop pod okiem kamer. A chipy i analizowanie na bieżąco wydajności pracownika też stają się coraz powszechniejsze. Pracodawcy, zwłaszcza ci mniej przejmujący się etyką, mają coraz mocniejsze narzędzia, aby z pracowników wyciskać więcej i coraz większą motywację, aby z nich korzystać, bo pozwala im na to rynek pracodawcy, panujący w wielu branżach. Myślę jednak, że prędzej czy później pojawi się jakaś forma sprzeciwu pracowników wobec takich narzędzi. Pewna masa krytyczna musi zostać przekroczona, aby wystarczająco dużo ludzi uznało, że nie opłaca im się żyć w takim świecie.

Tylko czy taki sprzeciw jest w ogóle możliwy, kiedy w naszym kraju jest tak niskie uzwiązkowienie, a pracownicy rzadko decydują się na strajki? Pracodawcy mają znaczną przewagę w wielu branżach i mogą wywierać ekonomiczną presję. Przed nami raczej pesymistyczny scenariusz.

Tak, ale z drugiej strony taki protest może być czysto lokalny, w tej jednej fabryce czy firmie, gdzie grupa pracowników nie zgodzi się na to czy inne rozwiązanie. Natomiast tak, tendencja będzie raczej niekorzystna dla ogółu pracowników. 

Są już firmy, które rekrutacje zlecają algorytmom i to na podstawie nagrania, analizy mimiki twarzy decydują, czy kogoś zatrudnić, czy też nie.

To oczywiście może budzić niepokój, ale z drugiej strony, czy lepiej jest, gdy decyduje o tym jakiś pan Zenek na podstawie swoich osobistych opinii, uprzedzeń, wyobrażeń? Nie wiem. Czy ten pan Zenek jest bardziej uczciwy, obiektywny i ogólnie lepszy? To niełatwe pytanie. Sam nie wiem, czy wolałbym, aby o moim zatrudnieniu decydował tajemniczy algorytm, czy też ktoś, kto może mieć po prostu gorszy dzień albo nie przepadać za blondynami. Kiedy decyduje algorytm, to przynajmniej wiemy, że nie ma w tym nic osobistego. Natomiast w jednym i drugim przypadku tak naprawdę nie mamy wielkiego wpływu na to, co się dzieje, bo kontrola jest poza nami. 

Fot. shutterstock.com/Autor Blue Planet Studio
Fot. Blue Planet Studio / Shutterstock.com

Rozwój technologii wykracza oczywiście poza rynek pracy. Głośny trend to np. udoskonalanie swojego ciała. Jak będzie się rozwijał? 

Zainteresowanie takimi zmianami będzie coraz większe, bo jest kuszące. Może pozwolić nam zmienić się w superbohatera, a to już piękna, filmowa wręcz wizja. Z ulepszaniem ciała będzie jak z operacjami plastycznymi. Początkowo będą decydować się na to innowatorzy i to już się dzieje. To oni poświęcają się dla reszty i będą zmagać się z niezbyt udanymi początkami, oszpeceniami itd. Ale za kilkanaście lat kosztem tych biednych innowatorów trend wejdzie do szerokiego obiegu i będzie tym, czym dziś są operacje plastyczne. Tak jak dziś możemy powiększyć sobie np. biust albo dokonać korekty nosa, tak w przyszłości będziemy stosować rozwiązania wzmacniające nasze mięśnie, kości, ulepszające narządy wzroku czy słuchu. 

Już teraz pierwsi śmiałkowie wstawiają sobie szkła kontaktowe pozwalające widzieć w ciemności. Inni idą jeszcze dalej i modyfikują DNA płodów. Gdzie widziałby Pan granicę? 

W przypadku, gdy zmiany dotyczą osób dorosłych, świadomych, granicą jest ludzkie zapotrzebowanie. Natomiast modyfikowanie płodów czy komórek zarodkowych to duży problem, bo dotyczy osoby, która dopiero przyjdzie na świat. Ponadto niektóre zmiany, które chcemy przeprowadzić, będą widoczne dopiero po kilkunastu latach od jej urodzenia. Trudno byłoby znaleźć na to chętnych.

Jednak znane są pierwsze, nieśmiałe próby modyfikacji genetycznej człowieka przed narodzinami. Chodzi o chińskie bliźniaczki Lulu i Nana, i być może jeszcze trzecie ich rodzeństwo, którym zmieniono pojedyncze geny. Eksperyment spotkał się z ostrym sprzeciwem międzynarodowej opinii publicznej, a naukowiec, który go przeprowadził, trafił do więzienia. Wygląda więc na to, że nie ma zgody na takie działania.

Większą szansę mogą mieć zmiany polegające na usuwaniu chorób genetycznych. Czyli na korekcie na etapie życia embrionalnego polegającej na oczyszczeniu z potencjalnych chorób.

Takie zmiany pozwolą nam dłużej żyć? Dziś granica mówi o ok. 120 latach. 

Obecnie nikt nie wie, ile wynosi górna granica ludzkiego życia, ale wiadomo, że przeżycie tych 120 lat jest niezwykle rzadkie. Jest tylko jeden, dobrze udokumentowany przypadek takiego człowieka. Ale nawet jeśli nie będziemy żyć tak długo, to wiele wskazuje na to, że przeciętnie będziemy żyć dłużej. Już pojawiają się szacunki mówiące o tym, że ponad połowa dzieci urodzonych w XXI wieku w krajach rozwiniętych będzie żyła dłużej niż sto lat. To już jest niesamowity wynik.

Fot. shutterstock.com/Autor SeventyFour
Fot. SeventyFour / Shutterstock.com

Wielką zaletą Pana książki jest dla mnie chłodne podejście – nie wykorzystuje Pan tych wszystkich wizji technologicznych zmian do straszenia, co nie jest rzadkie. Dlaczego tak boimy się tego, co nowe?

Tak działają media, które często używają metody przesady. Dlatego stwierdziłem, że dla odmiany spróbuję sprawdzić, ile jest autentycznego niebezpieczeństwa w tych nowych technologiach. I okazuje się, że często to zagrożenie jest rozdmuchane.

Nawet to jak dziś przedstawiany jest Facebook, Google czy Amazon. Pisze się o nich jak o wszechpotężnych, złych korporacjach, niemal dziełach szatana, które mogą negatywnie wpływać na życie ludzi. I być może będzie tak, że mnie zaskoczą i za kilka lat wszyscy zostaniemy ich niewolnikami, ale nie sądzę, aby do tego doszło. Nie pojawił się jeszcze żaden realny scenariusz, aby móc stawiać takie tezy.

Facebook zdawał sobie sprawę, że należący do niego Instagram szkodzi części użytkowników, prowadząc ich nawet do myśli samobójczych. O podejściu Amazona do pracowników też napisano już wiele. Np. w USA narzuca im takie normy, że nie mają czasu na przerwę i muszą sikać do butelek. Są więc pewne podstawy, aby myśleć o nich jako „tych złych”.

Tak, tylko to dwie rzeczy. Traktowanie pracowników przez Amazon, które rzeczywiście jest fatalne i skandaliczne, ale nie ma nic wspólnego z tym, czy Amazon jest technologicznym gigantem, czy nim nie jest. 

Ten negatywny wpływ nie jest ograniczony do technologicznych gigantów. Przecież ciuchy, które mamy na sobie, też zapewne nie zostały wytworzone z poszanowaniem praw człowieka, a za to przy wykorzystaniu przemocy ekonomicznej, ludzkiego nieszczęścia. Taki sam wyzysk miał miejsce 4000 lat temu przy budowie piramid, w których nie ma przecież żadnej elektroniki czy chipów. 

Mówi pan o Facebooku i jego negatywnym wpływie na użytkowników – OK. A obok mamy firmy tytoniowe, które wiedzą, że ich produkty zabijają. To jest zupełnie inna skala zagrożenia. Nie usprawiedliwiam Facebooka czy Amazona, tylko mówię, że w tym, co robią, nie ma nic wyjątkowego dla firm technologicznych. Po prostu ani wyzysk pracowników, ani świadomość oferowania szkodliwych produktów nie jest ograniczona do gigantów technologicznych, tylko do firm goniących za zyskiem bez względu na koszty. 

Fot. shutterstock.com/Autor APChanel
Fot. APChanel / Shutterstock.com

Czyli tego diabła powinniśmy widzieć nie w spółkach technologicznych, a w systemie gospodarczym? 

Tak, niektórzy obarczają winą kapitalizm. Tylko że w socjalizmie dochodziło do równie dramatycznych dla człowieka wydarzeń. Bliżej mi raczej do diagnozy, że to człowiek jest odpowiedzialny za zło, a nie te firmy. Przecież w osiedlowym sklepie pracownica może być tak samo źle traktowana, mieć szefa tyrana i być zmuszana do pracy ponad siły przez wiele godzin.

Chyba z żadnej strony nie brzmi to dobrze.

Ależ ja, ogólnie rzecz biorąc, jestem optymistą i uważam, że żyjemy w najlepszych czasach, jakie dotąd były, a ludzie są najzdrowsi i najszczęśliwsi w całej historii ludzkości. I najlepiej byłoby, gdyby technologie dały nam coś, co pozwoli nam na więcej wolnego czasu. 

W takim razie którą z opisanych przez pana w książce technologii trzeba jak najszybciej zrealizować dla dobra ludzkości?

Dziś spokojnie wystarczyłyby nam 4 dni pracy w tygodniu i 3-dniowy weekend. Mam nadzieję, że pojawi się technologia, która pozwoli uzasadnić taką zmianę i przekonać do niej tych, którzy o tym decydują. Wtedy moglibyśmy zejść z tej ścieżki drapieżnego kapitalizmu i gonitwy, a wejść na nową, w której mielibyśmy więcej czasu dla siebie, bliskich i otaczającego nas świata. Bo po co nam ta cała technologia, ciągły rozwój, kiedy wracamy do domu o godz. 19 i nie mamy na nic siły? Życzyłbym sobie i nam wszystkim, abyśmy w końcu zaczęli z tej technologii korzystać, mieli na to energię i czas.