Z jak zaufanie. E jak etyka. N jak nauka. Po 2020 roku trzeba napisać od nowa technologiczny alfabet

Z jak zaufanie. E jak etyka. N jak nauka
302 interakcji
dołącz do dyskusji

Boimy się manipulacji, słyszymy o fake newsach, 5G, chipach od Billa Gatesa i jesteśmy w tym wszystkim zagubieni. Przestajemy ufać technologiom, bo nie wiemy, kto ponosi za nie odpowiedzialność.

Rok 2020 teoretycznie powinien nas przyzwyczaić do tego, że jak w filmach Hitchcocka po trzęsieniu ziemi dopiero następuje prawdziwa akcja. Ale mimo wszystko ostatnie tygodnie zwyczajowo spokojniejsze – bo już w klimacie świąt – zaskakująco mocno obfitują w kolejne wydarzenia. I to wydarzenia, które tak naprawdę są o wiele ważniejsze niż mogłoby się nam na pierwszy rzut oka wydawać. 

Komisja Europejska zaprezentowała właśnie dwa projekty regulacji dotyczących platform internetowych. Chodzi o Digital Services Act (kodeks usług cyfrowych) oraz towarzyszący mu Digital Market Act (prawo o rynku cyfrowym), będące największą od dwóch dekad rewizją prawa unijnego regulującego odpowiedzialność za treści w sieci oraz zasady konkurencji w gospodarce cyfrowej.

Nowe przepisy mają dotyczyć wszystkich usług cyfrowych: od mediów społecznościowych po platformy e-commerce działające w Unii. Co ważne, mają na tych ogromnych graczy nałożyć szereg obowiązków i ograniczeń związanych m.in. z usuwaniem nielegalnych i szkodliwych treści, takich jak dezinformacja i mowa nienawiści.

W tym samym czasie, gdy KE ogłaszała 300 stron nowych prawnych propozycji, prokuratorzy z 10 stanów USA wnieśli wspólny pozew skierowany przeciwko Google. Internetowy gigant jest oskarżany o stosowanie monopolistycznych praktyk na rynku reklamowym, a nawet o zmowę cenową z Facebookiem.

Jakby tego było mało Mastercard i Visa właśnie powiedziały stop płaceniu za Pornhub. Po ukazaniu się w „New York Timesie” tekstu o tym, jak ten gigant globalnej pornografii internetowej nie walczy z publikacjami nagrań gwałtów i wykorzystywania nieletnich, najwięksi operatorzy zdalnych płatności wszczęli własne postępowania mające wyjaśnić, czy i w jaki sposób Pornhub naruszył prawo. Szybko stwierdzili, że nie chcą i nie mogą choćby pośrednio wspierać biznesu, który zarabia na ludzkich nieszczęściach.

Co łączy te wszystkie decyzje i działania (oprócz faktu, że dotyczą cyfrowej sfery naszego życia)? To, że najważniejszymi argumentami, jakie stoją za ich – wcale nie takim prostym – wdrożeniem, są kwestie etyki, ochrony praw człowieka, naszego cyfrowego dobrostanu i wreszcie zaufania do technologii. 

– Pytania o te ważne kwestie były zadawane już od dobrych kilku lat. Pojawiały się kolejne regulacje i pomysły na bardziej efektywną kontrolę. Podnoszone były zagadnienia związane z etycznym wymiarem cyfryzacji. Jednak rzeczywiście w ostatnich miesiącach doszło do sporej intensyfikacji myślenia o społecznym znaczeniu zmian technologicznych – podkreśla dr Dominika Kaczorowska-Spychalska, współautorka raportu „Digital ethics – polscy konsumenci wobec wyzwań etycznych związanych z rozwojem technologii”, który powstał we współpracy Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego i Orange Polska. Ekspertka dodaje: – I to bardzo dobrze, że wreszcie ten wymiar zaczyna dochodzić do głosu.

E jak Etyka 

„Dzięki digitalizacji otwiera się przed nami nowa rzeczywistość, którą musimy nauczyć także moralności, a sami musimy ćwiczyć się w generowaniu norm moralnych w obliczu nowych wyzwań” – pisze we wstępie do wspomnianego raportu profesor Janusz Reichel z Wydziału Zarządzania UŁ. Na pierwszy rzut oka może się wydawać zaskakujące, że w publikacji o konsumentach i technologii pojawia się wątek moralności i etyki.

Może zaskakiwać szczególnie w roku, w którym zachwyciliśmy się, jak technologie pozwoliły na przeniesienie w sferę zdalną pracy, edukacji, części opieki zdrowotnej, kontaktów międzyludzkich, zakupów i rozrywki. Następuje przyspieszona cyfryzacja kolejnych procesów, a tu w dużym podsumowującym ten czas badaniu – zamiast analiz o skuteczności lub jej brakach – pojawia się refleksja o moralności i etyce?

– Tyle że to był też rok, kiedy z narzędzi cyfrowych zaczęła naprawdę aktywnie korzystać masa ludzi, w o wiele większym stopniu niż dotychczas. Co więcej, musieli oni szybko, tak wrzuceni na głęboką wodę, nauczyć się pływać w tym nowym środowisku i nabyć nowe kompetencje. I to nie tylko techniczne, ale także nie mniej trudne okołocyfrowe – tłumaczy Monika Kulik, ekspertka ds. komunikacji i CSR z Orange.

Fakenewsy i dezinformacja, cyberbezpieczeństwo, kontrola nad danymi i nad prywatnością – z zagadnień dla zaawansowanych użytkowników nagle stały się masowym problemem. Jak bardzo masowym, wskazują wyniki badania „Digital ethics”. Użytkownicy obawiają się przede wszystkim o bezpieczeństwo swoich danych i zasobów. Jak przyznała spora grupa badanych, wielu ludzi chciałoby mieć pewność, że projektowane i uruchamiane rozwiązania cyfrowe nie będą ich dyskryminowały. Dostrzegalna jest też potrzeba większej przejrzystości i otwartości ze strony cyfrowych graczy.

- Wątpliwości etyczne budzą przede wszystkimi zjawiska manipulowania informacjami, gromadzenie, agregowanie i handel danymi oraz ograniczenie naszej prywatności związane z rozwojem systemów monitoringu - wymienia dr Agata Rudnicka z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego, która była członkinią zespołu badawczego. Rzeczywiście na wszystkie te problemy wskazywało ponad 50 proc. dorosłych użytkowników Internetu. - Dwie grupy, kobiety i osoby zaawansowane techniczne mają natomiast największe obawy związku tym jak funkcjonujemy w cyfrowym świecie. - dodaje badaczka.

Rzeczywiście na wszystkie te problemy wskazywało grubo ponad 50 proc. badanych. – Co zaskakujące, pod tym względem nie ma większej różnicy między płciami czy wykształceniem użytkowników. Za to widać dwie grupy, które wyrażają największe obawy w związku tym, jak funkcjonujemy w cyfrowym świecie – dodaje badaczka.

Najbardziej zaawansowani technologicznie mają też najkonkretniejsze obawy etyczne. - Ponad 80 proc. użytkowników zaawanowanych technologicznie  uważa za niewłaściwe manipulowanie informacjami w internecie, co uniemożliwia selekcję tego co jest prawdziwe. Innym obszarem są reklamy w sieci. Respondenci obawiają się praktyk związanych z adresowaniem do nich niewłaściwych reklam i monitorowania ich aktywności w sieci, na przykład w celu spersonalizowania reklam - mówi dr Rudnicka i wskazuje, że aż ponad 70 proc. boi się też bycia manipulowanymi.

Z jak Zaufanie 

Osoby postrzegające siebie jako zaawansowane technologicznie boją się manipulacji, ponieważ wiedzą, z jakim ryzykiem ono się wiąże. Zadawane od kilku lat pytania i wątpliwości, o których wspominała dr Kaczorowska-Spychalska, związane m.in. z obiekcjami dotyczącymi rozwoju wielkich technologicznych gigantów, docierają do nich i są poważnym elementem refleksji nad zmianami zachodzącymi w otaczającym ich świecie.

Z drugiej strony obserwujemy też wyraźny wzrost obaw wśród grupy użytkowników, którzy aktywniej zaczęli działać w świecie technologii w ostatnim czasie i z miejsca trafili w środowisko pełne nowych, obcych im wyzwań.

– Ludzie słyszą o fake newsach, 5G, chipach od Billa Gatesa czy Elona Muska i są w tym wszystkim zagubieni. Cóż, nie bez powodu, bo tych wyzwań, tych nowych, trudnych zagadnień jest coraz więcej i gdy już nam się wydaje, że poradziliśmy sobie z nimi, to pojawiają się kolejne, a po nich następne – podkreśla dr Kaczorowska-Spychalska. 

W efekcie mamy coraz silniejsze zjawisko braku zaufania do technologii. Zjawisko to pokazuje choćby Barometr Zaufania Edelmana, który na początku tego roku pod hasłem „In technology we trust(ed)”, czyli „W technologie wierzy(liś)my” wskazywał zachodzącą właśnie na naszych czach poważną zmianę.

Już w lutym 77 proc. respondentów ze Stanów Zjednoczonych zdecydowanie lub częściowo zgadzało się z poglądem, że duże firmy stawiają tylko na szybki zysk. Aktualizacja badania z maja wskazała, że takie przekonanie w nas narasta. Zaledwie 38 proc. respondentów na całym świecie oceniało, że ​​biznes „radzi sobie dobrze lub bardzo dobrze” ze stawianiem ludzi ponad zyskami.

Co więcej, w pokoleniu millenialsów coraz bardziej spada przekonanie, że biznes stoi po stronie „dobra”. Dziś uważa tak 51 proc. ludzi urodzonych już w świecie, który napędzały nowe technologie. Trzy lata temu tego zdania było jednak aż 76 proc. z nich. W czasie pandemii tylko 41 proc. przedstawicieli tego pokolenia oceniało, że biznes wpływa pozytywnie na społeczeństwo. 

– Możemy doceniać nowe wynalazki, cieszyć się z coraz bardziej przyjaznych rozwiązań, czekać na nowe modele kolejnych urządzeń i spędzać dzięki temu wszystkiemu więcej i więcej czasu on-line. Ale rzeczywiście spora część z nas zaczyna też wymagać, by były one bezpieczne i by biznes, który je tworzy, dbał o nas nie tylko jako o swoich klientów, ale także coraz bardziej świadomych użytkowników – podkreśla dr Kaczorowska-Spychalska. – Myślę, że coraz częściej będziemy zwracać uwagę na to, czy możemy zaufać danym firmom, usługom i urządzeniom.

Prof. dr hab. Grzegorz Mazurek z Akademii Leona Koźmińskiego prognozuje, że właśnie kwestia tego zaufania będzie kluczowa w dalszej popularyzacji technologii. Jako przykład podaje urządzenia mobilne, które dziś są przecież najpopularniejsze w codziennym użytkowaniu. „Marka urządzenia, dostawcy sieci oraz marka czy marki cyfrowego systemu będą odgrywały kluczowe znaczenie w pozyskiwaniu nowych użytkowników i szerzej – walce o nowych klientów i utrzymanie obecnych. W świecie, gdzie konsumenci stają się coraz bardziej świadomi swoich cyfrowych praw oraz wartości swojej prywatności – przed cyfrowymi markami stoi ogromne wyzwanie związane z budowaniem do siebie zaufania ze strony użytkowników” – pisze naukowiec w raporcie „Digital ethics”.

Zgrabnie podsumowuje to Robert Kroplewski, kierownik procesu Cyfrowa Platforma Przemysłu Przyszłości: „Człowiek jest bowiem ostatnim «diamentem zaufania», który trzeba wspierać, jednocześnie tworząc takie warunki ekonomiczne dla biznesu, aby to zaufanie stało się przedmiotem popytu każdej ze stron”. 

O jak odpowiedzialność

Tyle że by móc zaufać, musimy wiedzieć, kto właściwie ponosi odpowiedzialność za nasz dobrostan. – Wyniki pytania o to, kto powinien odpowiadać za bezpieczeństwo użytkowników, przynoszą bardzo ciekawy obraz tego, jak patrzymy na cały cyfrowy świat – zauważa Monika Kulik z Orange. – Respondenci na pierwszym miejscu wymienili rządy państw i zapisy prawne. To aż 47 proc. wskazań. Ewidentnie czujemy, że to państwo powinno o nas dbać tak w świecie rzeczywistym, jak i w cyfrowym.

Mniej liczymy – mimo wspomnianych prac w KE nad nowymi regulacjami cyfrowymi – na organizacje międzynarodowe, w tym organy Unii Europejskiej.

 - Za to co jest bardzo ciekawe na drugim po państwie miejscu w szeregu odpowiedzialności stawiamy… samych siebie. Mamy ewidentnie poczucie, że owszem ta sfera życia wymaga regulacji, ale jednak kluczowe jest by samemu podejmować rozważne decyzje i mieć świadomość konsekwencji naszej aktywności w sieci - podkreśla dr Agata Rudnicka. 

Jednak deklaracja „każdy sam musi dbać o swoje bezpieczeństwo” nie musi być wyrazem przekonania o jakiejś ogromnej własnej sprawczości i możliwości samodzielnego kontrolowania sytuacji. To może być równie dobrze po prostu niewiara w skuteczność państwa i instytucji, które powinny się zająć tymi kwestiami, ale niekoniecznie sobie z tym dają radę.

Widać to zjawisko choćby w świeżych danych Komisji Europejskiej, która przepytała mieszkańców 19 unijnych państw o to jak bardzo ufają swoim władzom w to, że będą potrafiły zadbać o ich prywatne dane. Okazało się, że takiego zaufania w Polsce nie ma 59 proc. obywateli. Njagorzej pod tym względem jest w Hiszpanii - nie ufa aż 78 proc. społeczeństwa. Najlepiej w Finlandii - tam obawy przejawia już tylko 29 proc. przebadanych.

– Szczególnie mocno widać to przy problemie dezinformacji i fake newsów. Owszem, przydałaby się tu zdecydowana, centralna aktywność celem walki z tym zjawiskiem. Jednak póki co kluczowa jest praca oddolna, budowanie świadomości konsumentów, działania edukacyjne, kampanie społeczne czy wprowadzenie edukacji technologicznej do szkół – dodaje Monika Kulik i tłumaczy, że choćbyśmy bardzo starali się nadążać ze zmianami prawa, to i tak regulacje nie nadążają za rzeczywistością i nie będą w stanie zapewnić nam pełni bezpieczeństwa. 

Gdy jednak podchodzimy do nowych, trudnych zjawisk społeczno-technologicznych, gdzie konieczne jest także postawienie sprawy od strony etycznej, to w pewien sposób naturalnie swoje myśli kierujemy ku instytucjom państwowym. Widać to choćby w świeżym badaniu 3M State of Science Index Survey 2020 (SOSI 2020), w którym mieszkańców 11 państw zapytano o to, jakie zdanie mają na temat roli nauki, naukowców oraz ich wpływu na nasze życie. Okazuje się, że bez względu na kraj zamieszkania zdecydowana większość – między 70 a 86 proc. – przepytanych zgadza się co do tego, że to rządy powinny być zaangażowane w badania nad tak ważnymi kwestiami, jak katastrofa klimatyczna, walka z pandemią, zwiększanie dostępu do opieki zdrowotnej czy czystość powietrza. 

W zderzeniu z tym mniejsze jest przekonanie o podobnej konieczności w przypadku kwestii etycznych związanych ze sztuczną inteligencją, robotami i automatyzacją. Przekonanych jest do tego „tylko” 65 proc. respondentów. Ale widać tendencję wzrostową, przed pandemią podobnie mówiło o 2 pkt. proc. mniej osób. Co więcej, widać też, że w państwach, gdzie te prace są mocniej zaawansowane, szczególnie w Azji, spojrzenie w stronę rządu jest wyraźniejsze. Dla porównania – gdy w Polsce na kwestię regulacji etyki sztucznej inteligencji i robotów ze strony rządu stawia 58 proc. respondentów, to odpowiednio w Chinach, Singapurze i Korei Południowej aż 70, 76 i 82 proc. osób. 

N jak Nauka 

Ten brak zaufania, problemy ze wskazaniem odpowiedzialnego za zadbanie o jasne reguły i etyczne działania być może widać właśnie w kwestiach dotyczących nauki. Wyraźnie widzimy też, że to nie są już problemy tylko naukowców, a globalne zagrożenia dla nas samych. Strach, jaki rozkręcił się wokół 5G, może blokować inwestycje w tę sieć nowej generacji. Ruch antyszczepionkowców zaś niestety może zagrozić sprawnym szczepieniom przeciwko COVID-19.

Wróćmy na chwilę do badania SOSI 2020. Jest ono bardzo ciekawe właśnie ze względu na to, jak porównuje nastroje w poszczególnych państwach. Możemy więc zobaczyć, jak zaufanie do nauki wygląda choćby w Azji, która jest dziś dla nas punktem odniesienia zakresie skutecznej walki z pandemią. Na pytanie, czy za 10 lat nauka poprawi jakość życia, średnia pozytywnych odpowiedzi ze wszystkich przebadanych państw wynosi 79 proc. W czterech azjatyckich państwach to już 83 proc. (w tym w Chinach aż 88 proc.). A w Polsce ledwie 68 proc. Podobnie jest w odpowiedziach na pytanie, czy już teraz w codziennym życiu lokalnej społeczności widzimy pozytywny wpływ nauki. Owszem, globalnie jesteśmy o tym przekonani: wskazuje tak 92 proc. respondentów. Większość Polaków – i to zdecydowana, bo aż 89 proc. – też tak uważa. Ale w Korei Południowej potwierdza to aż 96 proc. respondentów. 

Bandersnatch / Shutterstock.com

Niby to tylko drobne różnice procentowe. Ale jednak dziś wyraźnie widzimy przełożenie na to, jak społeczeństwa stosują się do rad lekarzy i naukowców. A efekty są takie, jak mówiła w rozmowie z SW+ Aydrey Tang, ministra cyfryzacji Tajwanu: – Jeżeli chcemy, by nam ufano, sami też musimy ufać.

Tajwan zaś od miesięcy pozostaje niedościgłym wzorem skutecznego zwalczania COVID-19. 

T jak transformacja cyfrowa 

- Jeszcze w czasie pierwszej wiosennej fali pandemii z pewnym zachwytem patrzyliśmy jak technologie pozwoliły nam na przeniesienie dużej części zadań on-line. Dziś jednak widać, że to jest dla nas niewystarczające, to ze firmy zakupiły pracownikom laptopy i każdy potrafi włączyć się na spotkanie online nie znaczy, ze firma weszła w proces transformacji – opowiada Jowita Michalska, założycielka Digital University. Michalska ma wiele lat doświadczeń w – jak mówi – „uzbrajaniu Polaków w cyfrowe kompetencje”. A dziś niestety widzi, że lekcje nie zostały odrobione wystarczająco pilnie.

Silosowość, brak zrozumienia czym faktycznie jest wdrażanie procesów cyfryzacyjnych, skupienie się tylko na aspekcie czysto technologicznym bez zrozumienia, że nie na tym polega transformacja cyfrowa. Mówi się o tym od dawna - podkreśla ekspertka. 

Michalska opowiada o badaniu sprzed kilku lat przeprowadzonym przez Digital University, w którym sprawdzano jak pod kątem faktycznego wdrażania technologii funkcjonuje 40 największych polskich firm. - Okazało się, że w zaledwie kilku z nich były faktyczne przepływy informacji między biznesem a IT, a zaledwie w dwóch mieli wspólne cele do zrealizowania. W większości niestety nawet jeśli byli tam zatrudnieni specjalni CTO czy CDO, czyli dyrektorzy ds. technologii to zazwyczaj nie mieli ani budżetów, ani wyznaczonych celów czy zespołów by faktycznie się cyfryzować.

Według niej to, że ten problem w ogromnej mierze wciąż z nami dzisiaj jest, wynika także z... braku zaufania. Menedżerowie nie ufają pracownikom na telepracy, więc wymyślają kuriozalne metody kontroli ich pracy włącznie ze śledzeniem ruchu myszki odwiedzanych przez nich stron. Wielu managerów zarządzających zespołami chce jak najszybciej wrócić do pracy w biurze bo nie umie zarzadzac na odległość, budować dobrej atmosfery w zespole czy wyznaczać celów. Nauczyciele nie ufają uczniom, więc próbują stary model szkoły ze sprawdzaniem dzienników wdrażać w teleedukacji.

- Za to tam gdzie zaufania nie brakuje widać odwrotne zjawiska - podkreśla Michalska. E-commerce wręcz wystrzelił w tym roku. Wystarczyły jasne i działające mechanizmy nie tylko w samych sklepach on-line, ale także w prawie konsumenckim. Sprawnie funkcjonujące e-usługi publiczne, jak choćby e-recepta, są używane chętnie i masowo.

- Tam gdzie jest transparentnie, gdzie człowiek w kontakcie z technologią czuje się zaopiekowany i rozumie mechanizmy jakie go dotyczą tam mamy sukcesy - podkreśla Agata Rudnicka. - Co więcej zaczynamy bardziej świadomie samych siebie i nasze cenne dobra, jak dane czy czas, traktować jako element procesu transakcyjnego. Wyceniamy je i oczekujemy za nie konkretnych korzyści - podkreśla ekspertka i dodaje, że jak wynika z badania „Digital ethics” w takim pragmatycznym podejściu lepiej daje sobie radę najmłodsze pokolenie.

Dla niego po prostu transformacja cyfrowa nie jest transformacją, tylko naturalnym procesem dojrzewania wraz z technologiami. 

Tekst powstał we współpracy z Orange Polska.