Polacy zużywają coraz więcej prądu. Jak się nie ochłodzi, może być źle

Eksperci z niepokojem patrzą na słupki rtęci w termometrach. Bo już tak jest, że jak jest cieplej, to więcej energii zużywamy. Właśnie pobiliśmy pod tym względem historyczny rekord. I chociaż na razie cały system ma się dobrze, to najlepiej dla wszystkich jakby się jednak trochę ochłodziło. Inaczej takie zużycie prądu stanie się poważnym kłopotem.

Jeszcze nie trzeba wprowadzać niczym w serialu “Alternatywy 4” 20. stopnia zasilania. Na razie blackout nam nie grozi. Nie ma więc mowy o powtórce z sierpnia 2015 r., kiedy w naszym kraju jak najbardziej poważnie brany pod uwagę był scenariusz rotacyjnego wyłączania energii. Ale też nie ma sensu udawać, że wszystko jest w porządku i nasze sieci energetycznej nic nie grozi.

Czytaj też:

Niepokój wzbudza temperatura rodem z Afryki i osiągnięty właśnie historyczny pułap. Bo w środę, 12 czerwca — jak podaje serwis wysokienapiecie.pl — padł rekord zapotrzebowania na moc elektryczną w Polsce latem. Pierwszy raz przekroczyło ono 24 GW. I chociaż nikt jeszcze nie bije na alarm, to część sieci elektroenergetycznych pracuje z już obniżoną mocą.

Zapotrzebowanie energetyczne, czyli rekord goni rekord

Niestety, ale Polacy potrzebują coraz więcej energii. Polskie Sieci Elektroenergetyczne o rekordowym zapotrzebowaniu informowały już we wtorek. Ale dane ze środy były jeszcze wyższe. A to niezbyt dobrze wróży dla naszej gospodarki. Czemu? Bo nasza jest w zdecydowanej części (ok. 77 proc.) uzależniona od węgla. Polityka unijna zaś, idąca w kierunku neutralności klimatycznej w 2050 r., podejmuje już mechanizmy zmuszające takie kraje jak Polska do energetycznej rewolucji. 

Doskonale widać to przy okazji długiego i męczącego serialu pt. “Podwyżki cen prądu w Polsce”, który mimo wielu przeszkód wydaje się zbliżać do finału. Czy szczęśliwego — to się jeszcze okaże, aczkolwiek szansę na to są raczej małe.

Projekt ustawy zamrażającej ceny prądu z czerwca 2018 r. jest procedowany w Sejmie, ale już wiadomo, że przed podwyżkami raczej nie uda się uchronić sektora małych i średnich przedsiębiorstw. I też, że nawet jak ta ucieczka przed podwyżkami się uda — to jest to raczej dystans sprinterski.

Ulgi mają wszak obowiązywać do końca tego roku, a w następnym nie będzie innej rady, jak sięgnąć głębiej do kieszeni. Bo z kolei ceny emisji CO2 po ostatnich podwyżkach z 6–7 euro na ponad 20 raczej nie wrócą na wcześniejsze miejsce, a bardziej będą dalej piąć się do góry. A aż 19 GW mocy z rekordowych, polskich 24 GW pochodziło z elektrowni węglowych i gazowych. 

Tak zmieniało się zużycie prądu w Polsce na przestrzeni ostatnich 100 lat.

Zużycie prądu zmaleje, jak się ochłodzi

Chociaż eksperci uspokajają na razie, że nie ma obaw, że nie dojdzie do powtórki z sierpnia 2015 r. i nasz system energetyczny jest jak najbardziej wydolny, to w przypadku, kiedy w dłuższym okresie czasu będą utrzymywać się tak wysokie temperatury — mogą zacząć się kłopoty.

Już teraz część z sieci elektroenergetycznych pracuje z obniżoną mocą. Przed koniecznością blackoutu ratuje nas jeszcze znośna temperatura rzek i jezior. I chociaż teraz wydaje się, że czerwcowa fala upałów powoli mija, to nie można przewidzieć, co się będzie działo z pogodą w lipcu i sierpniu. Przecież od lat najcieplejszym okresem w naszym kraju jest właśnie przełom tych dwóch wakacyjnych miesięcy. 

Może być tak, że słupki rtęci nie pójdą w dół

Jeżeli nasze zapotrzebowanie energetyczne determinowane jest przede wszystkim wysokimi temperaturami, to nie wróży to dla nas najlepiej. W skali globalnej wszak ostatnie lata należą do zdecydowanie najcieplejszych w historii pomiarów.

Wzrost temperatury dziwnym trafem jakoś nie omija też Polski. Obecnie to zjawisko w naszym kraju postępuje z szybkością ok. 0,3 st. Celsjusza na dekadę. A okres sprzed roku, między kwietniem a wrześniem, był najcieplejszym od czasu pierwszych pomiarów meteorologicznych wykonywanych od 1779 r. 

Dość powiedzieć, że jeszcze w 1992 r. dni, kiedy na termometrach widzieliśmy co najmniej 32 st. Celsjusza było stosunkowo w Polsce mało: w sumie raptem dwa tygodnie. Teraz ich liczba wynosi 23 i bardziej zbliża się już do jednego miesiąca. Wedle zaś naukowych modeli w Warszawie, za ponad 50 lat, w 2072 r., dni z temperaturą nie mniejszą niż 32 st. Celsjusza może być nawet 48. 

Niestety, ale wychodzi na to, że będzie tylko gorzej

Zmianami klimatycznymi nie ma co już jednak straszyć. To już nie jest żadna, bardziej lub mnie zgrabna figura merytoryczna. To fakty, to się po prostu dzieje. W najbliższych latach będzie coraz cieplej i nic raczej tego nie zmieni. Temperatura w okolicach 40 st. Celsjusza, a nawet wyższa nikogo w Polsce za chwilę nie będzie już dziwić.

Może to nawet dobrze. W końcu nie trzeba będzie więcej marzyć o ciepłych krajach. Szkopuł w tym, że takie prognozy oznaczają większe zapotrzebowanie i zużycie prądu. A Polacy mają go głównie z węgla, który spalany wydala do atmosfery niszczący nasze osłony dwutlenek węgla. I klimatyczne kółko z trzaskiem się zamyka, nie dając pola manewru.

Rzecz jasna najdalej po wakacjach, w kolejnej wyborczej gonitwie, usłyszymy, że kraj nad Wisłą ma przecież plan. Wszak zakładamy, że już w 2030 r. będziemy w 60, a nie jak teraz — w ok. 77 proc. uzależnieni od “czarnego złota”. 

Znowu będziemy gonić Europę? Tym razem zieloną?

W Polsce ze świecą dzisiaj szukać polityka, który nie tylko będzie miał odwagę stanąć przed ok. 80 tys, górników i powiedzieć im o koniecznych zmianach. Ale też takiego, który w tym względzie będzie miał konkretne, przemyślane i policzone propozycje. Niby dostrzegamy przecież potencjał odnawialnych źródeł energii, ale tych konwencjonalnych — z węgla — nie zmierzamy zdradzać. Tak jak byśmy chcieli jednocześnie zjeść ciastko i je mieć w kieszeni. Nie bacząc przy okazji, co się w ogóle wokół nas dzieje.

Tymczasem Unia Europejska wydaje się być bez wątpienia bardziej pod tym względem zdecydowana. W 2018 r. na terenie Wspólnoty doszło do spadku wytwarzania energii z węgla i gazu. Odpowiednio o prawie 42 TWh i ok. 35 TWh. Przy jednoczesnym wzroście produkcji z OZE o około 74 TWh. Trend jest aż nadto widoczny. Z analiz niemieckiego think tanku Agora Energiewende/Sandbag „The European Power Sector in 2018” wynika, że w ubiegłym roku udział OZE w produkcji energii elektrycznej w UE wyniósł 32,2 proc., przy 25,5 proc. z atomu, 18,9 proc. z gazu, 10 proc. z węgla kamiennego i 9,2 proc. z węgla brunatnego.