To musiało tak się skończyć. ZUS terroryzuje Polaków, więc Polacy wytaczają najcięższe działa

ZUS podał do sądu panią Justynę, która opłacała wyższe składki na ubezpieczenie społeczne, bo ta ma… dzieci. Jakby tego było mało, Zakład sprawę wygrał. A ponieważ wygrał też apelację, pozwana odpuściła, uznając, że ma dość. ZUS jednak poczuł krew. Zawiadomił policję, że kobieta mogła dopuścić się oszustwa. (Fot. Lukas Plewnia/Flickr.com/CC BY-SA 2.0)

Gdy do pani Justyny dotarło, że ZUS posądza ją o popełnienie przestępstwa, ta nie zastanawiając się długo, razem z mężem złożyła skargę przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

To nawet już nie chodzi o te liche pieniądze, a o zasadę. Na wytykanie mi, że dbam o własne dzieci, nigdy nie pozwolę

– powiedziała nam pani Justyna.

W skardze podniesiono zarzut o naruszenie prawa do rzetelnego procesu sądowego oraz zarzut naruszenia zakazu dyskryminacji.

Zdaniem mecenas Katarzyny Nabożnej-Motały pozbawienie pani Justyny możliwości opłacania składek w dopuszczonym przez ustawę wyższym limicie, jest przejawem jawnej dyskryminacji osób posiadających dzieci.

Bizblog.pl poleca

Wygląda na to, że dopuszczone prawem wyższe składki i wyższe świadczenia ZUS wykorzystuje jako pułapkę na przedsiębiorców. Płacisz więcej, jesteś oszustem. Świat stanął na głowie.

Najwyższa składka, sąd i apelacja

Pani Justyna w czerwcu 2017 r. stała się osobą współpracującą przy prowadzeniu działalności gospodarczej. W ten sposób pomagała mężowi w prowadzeniu jednoosobowej firmy, która działa w branży zieleni, wykonując usługi najczęściej dla różnych instytucji. Równolegle pani Justyna była zatrudniona na etacie w jednym z biur. Ale obowiązków było coraz więcej, także tych związanych z opieką nad dwójką dzieci. Koniec końców kobieta zdecydowała się złożyć wypowiedzenie. W styczniu 2019 r. zgłosiła do ZUS najwyższą składkę chorobową. 

Bo pracowałam wcześniej praktycznie na dwa etaty

– zaznacza pani Justyna.

W tym samym czasie lekarz ze względu na drętwiejące palce zdiagnozował u niej czasową niezdolność do pracy. I wtedy sprawą zainteresował się ZUS. Od początku urzędnicy zastanawiali się, dlaczego mieszkanka Lubartowa ma najwyższą składkę, która ZUS zmusza do wypłaty wyższego świadczenia. Pani Justyna spełniała ich wszystkie zachcianki: dostarcza wszelkie dokumenty, faktury i korespondencje z klientami. ZUS w końcu przyznaje: pani Justyna może i faktycznie pracuje, ale z pewnością najwyższej składki nie powinna płacić. Tym samym wyższe świadczenie jej nie przysługuje. 

Myślałam, że przedsiębiorca ma widełki, w których może się zmieścić ze swoją składką chorobową. Ale ZUS tego najwidoczniej nie uznaje i obligatoryjnie wskazuje przedsiębiorcy jaka w tym przypadku składaka będzie właściwa, a jaka nie

– przekonuje pani Justyna.

Sprawa trafiła do sądu. W pierwszej instancji sąd przyznał racje ZUS. Pod koniec lipca 2020 r. odbyło się posiedzenie apelacyjne. I pani Justyna znowu przegrała.

Usłyszeliśmy wtedy w sądzie, że razem z mężem mogliśmy przewidzieć, że nasze dzieci będą chorować i intencjonalnie zadbaliśmy sprytnie o wyższe świadczenia. To było dla mnie bardzo upokarzające

– wspomina kobieta.

Na komisariacie oskarżenie o oszustwo

I w tym miejscu ta historia mogłaby się zakończyć. Na dalsze boje z ZUS pani Justyna już nie miała wtedy ochoty. W sądzie usłyszała już swoje i miała dość. A też przedmiot sporu, czyli 1752 zł nie był wart tylu nerwów. I pewnie razem z mężem prędzej czy później by o wszystkim zapomnieli, gdyby w lutym 2021 r. do drzwi ich mieszkania nie zapukali policjanci i wręczyli im wezwanie do złożenia wyjaśnień jako oskarżeni o oszustwo.

Okazało się, że dyrektor ZUS oddziału w Lublinie uznał, że chciałam wyłudzić od ZUS korzyść majątkową

– relacjonuje pani Justyna.

Razem z mężem dotarli też do zeznań w tej sprawie jednej urzędniczki z ZUS, która dokładnie wykazuje, kiedy pani Justyna była na zwolnieniu lekarskim w 2019 i 2020 r. Kobieta odbiera to jednoznacznie: jakby państwowa instytucja wytykała jej, że opiekowała się swoimi dziećmi. 

To przelało czarę goryczy

– wspomina.

I już nie myśląc o pieniądzach, a bardziej o swoim dobrym imieniu, zdecydowali się zaskarżyć ZUS do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Czekając na rozstrzygnięcie, pani Justyna dalej prowadzi firmę z mężem.

ZUS: mamy taki obowiązek

Co na to ZUS? Paweł Żebrowski, rzecznik prasowy zusowskiej centrali, podobnie jak przy okazji zasiłków macierzyńskich – zapewnia, że kobiety wcale nie są na specjalnym celowniku.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie prowadził i nie prowadzi żadnej akcji wobec jakiejkolwiek grupy zawodowej

– przekonuje Żebrowski.

Jednocześnie rzecznik ZUS tłumaczy, że państwowy ubezpieczyciel społeczny ma takie same prawa i obowiązki jak każdy inny podmiot i „w skrajnych sytuacjach, kiedy doszło do nadużycia i wyłudzenia środków z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ZUS zobowiązany jest przekazać taką sprawę do odpowiednich służb”. 

To ustawowy obowiązek ZUS, bo chodzi o złamanie prawa

– przekonuje rzecznik ZUS.

Żebrowski podkreśla, że ustawowym obowiązkiem ZUS jest weryfikacja tytułu do ubezpieczenia, jak i prawa do świadczeń.

Poruszamy się ściśle w ramach obowiązujących nas norm prawnych

– przekonuje.

A może ZUS po prostu nie ma kasy?

Kobiety spierające się z ubezpieczycielem przekonują, że jego kasa świeci pustkami, więc jego pracownicy muszą się teraz wykazać. 

Pandemia odcisnęła na państwowym ubezpieczycielu wyraźny ślad. Jak wykazuje sam ZUS, w ubiegłym roku do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie wpłynęło ok. 13 mld zł składek. Jeszcze w 2019 r. zdolność do pokrywania wypłat świadczeń emerytalnych bieżącymi wpływami ze składek była na poziomie 83 proc. W 2020 r. spadła do 74,7 proc. W II kwartale ub.r. było to. nawet raptem 59,5 proc.