Kontrole zwolnień lekarskich. Najnowszy wyrok Sądu Najwyższego wstrząśnie rynkiem pracy

Sąd Najwyższy uznał, że ZUS ma prawo wystąpić o zwrot niesłusznie pobieranego zasiłku chorobowego bezpośrednio do pracodawcy. W ten sposób na celowniku Zakładu Ubezpieczeń Społecznych znaleźli się przedsiębiorcy, którzy tym razem bekną za swoich pracowników.

O przełomowej i bardzo istotnej dla całego rynku pracy w Polsce sprawie informuje „Rzeczpospolita”. To pokłosie decyzji z 2013 r., kiedy ZUS zażądał zwrotu blisko 40 tys. zł – pobieranych z tytułu zasiłku chorobowego. Zakład po pieniądze nie zapukał do pracownika, a do jego szefa. Kolejne instancje sądowe w Gorzowie Wielkopolskim uznawały, że takiego mechanizmu ZUS nie może stosować. Ale teraz, jak wskazuje Sąd Najwyższy, wychodzi na to, że tamtejsze sądy były w błędzie i państwowy ubezpieczyciel mógł taki zrobić. I pewnie jeszcze nie raz zrobi.

Z uzasadnienia dowiedzieliśmy się jedynie, że w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych nie ma podanej jednej właściwej ścieżki, jaką musi podążać ZUS, chcąc odzyskać nienależnie wypłacane świadczenie. A skoro nie ma, to Zakład ma dowolność i może domagać się zwrotu pieniędzy od pracodawcy, a nie od pracownika. 

Jeżeli odpowiadają za wypłatę nienależnego świadczenia z ZUS, to od nich należy dochodzić jego zwrotu

przekonuje sędzia Józef Iwulski, przewodzący składowi Izby Pracy i Ubezpieczeń SN. 

ZUS kontra matki. Nowe rozdanie

To kolejna odsłona kontrolowania przez ZUS wszystkich, którzy pobierają wyższe zasiłki chorobowe tudzież macierzyńskie. Tym razem ZUS dostał narzędzie do ścigania osób na etatach. Od co najmniej roku trwa wzmożona akcja kontrolowania kobiet i żądania od nich zwrotu nawet po kilkaset tysięcy złotych wraz z odsetkami. Bo – jak twierdzi ZUS, działalność gospodarcza była fikcyjna albo pobieranie przez kobietę wyższego świadczenia (na podstawie wyższej składki) było „niezgodne z zasadami społecznymi”.

Kobiety próbują walczyć. Organizują się w social mediach, wspierają poradami prawnymi i gremialnie zasądzają postanowienia ZUS i też coraz częściej wygrywają. Coraz głośniej równie pukają do drzwi Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, rządu, prezydenta, czy poszczególnych posłów. I w machinie odzyskiwania przez ZUS pieniędzy coś się zepsuło. Trybiki owszem – jeszcze się ruszają, ale już nie aż tak żwawo.

Dlatego analitycy wskazują, że takim wyrokiem Sąd Najwyższy dał ZUS-owi do rąk potężne działo, z którego Zakład będzie chciał nieraz wystrzelić. Bardzo możliwe więc, że gdy Zakład znowu zakwestionuje zasadność wypłacanego wcześniej zasiłku macierzyńskiego, a oskarżana o takie wyłudzenie kobieta postanowi walczyć o swoje, ZUS nie będzie się niczym przejmował tylko zwróci się bezpośrednio do tego, który tej kobiecie dał pracę. 

Cytowany przez „Rzeczpospolitą” Andrzej Radzisław, radca prawny w kancelarii Goźlińska, Petryk i Wspólnicy, przekonuje, że „teraz wielu przedsiębiorców dobrze się zastanowi, zanim zatrudni młodą kobietę”.

A tak w ogóle to za chwilę choroba dostanie czasową smycz

Przypomnijmy, że za chwilę zasady dotyczące zasiłku chorobowego w ogóle będą wywrócone do góry nogami. W projekcie nowej ustawy przecież, który ma być już gotowy, zakłada się, że w przypadku umowy o pracę, żeby otrzymać świadczenie, okres zatrudnienia u danego pracodawcy musi wynieść minimum 90 dni, zamiast dotychczasowych 30. W przypadku samozatrudnienia – okres ten wydłużony jest z 90 dni do 180.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, uważa, że być może takie przepisy są potrzebne, ale uderzą też w tych uczciwych – których choroba częściej wyłącza z życia zawodowego, niż to przewidują proponowane regulacje. Przy okazji przypomina dane Komisji Europejskiej dotyczące tzw. prezenteizmu, czyli obecności w pracy pomimo choroby. Koszty z tym związane – przy jednoczesnym zmniejszaniu wysokości zasiłku chorobowego w poszczególnych krajach – rosną z roku na rok. Niedługo mogą okazać się wyższe niż koszty leczenia czy nieobecności w pracy.

Najnowsze w Bizblog.pl