W ZUS dostali podwyżki, ale „cicho sza”. W skarbówce zawrzało, dziś wyłączają komputery

Pracownicy łódzkiego oddziału ZUS dostali w maju podwyżki. Ich wynagrodzenie wzrosło od 350 do 500 zł miesięcznie. Problem w tym, że dyrekcja, informując ich o tym w mailu, poprosiła jednocześnie o dyskrecję, bo zostałoby to źle odebrane w społeczeństwie. No i się narobiło, bo informacja wyciekła, społeczeństwo się obruszyło, bo przecież kryzys i miały być cięcia w administracji. Nie dość na tym w kolejce po podwyżki czekają też pracownicy skarbówki, którzy z tej okazji na czwartek 7 maja zaplanowali nawet protest.

To dość naiwne, rozesłać informację do ponad tysiąca osób i liczyć, że nikt się nie wygada. Dyrekcja I oddziału ZUS w Łodzi postanowiła zaryzykować i wysłała do swoich pracowników mejla z informacją, że w maju otrzymają podwyżki pensji w wysokości od 350 do 500 zł. Podwyżka ma być zależna od oceny pracy danego pracownika w 2019 i 2020 roku. 

W łódzkim oddziale ZUS i podległych mu jednostkach pracuje łącznie 1368 osób, a średnie wynagrodzenie brutto wynosi 4134,19 zł.

Pracownicy oceniani są pod względem terminowości realizacji zadań, efektywności i wydajności pracy, dyspozycyjności i „ponoszenia osobistej odpowiedzialności za rezultaty własnych działań”.

Bizblog.pl poleca

Dyrekcja ZUS-u prosi o dyskrecję

I pewnie nic by się nie stało, gdyby nie to, że dyrekcja poprosiła pracowników, żeby się nie chwalili wzrostem płac na lewo i prawo.

Jesteśmy w bardzo trudnym okresie i nie będzie dobrego odbioru społecznego, jeśli do mediów przedostanie się informacja o przyznawaniu podwyżek w naszym Zakładzie

– głosi e-mail.

No i się przedostała. Do treści maila dotarł „Express Ilustrowany”. I nawet całkiem prawdopodobne, że wcale nie zrobiłaby się z tego taka chryja, gdyby nie ten dopisek z prośbą, by o podwyżkach nikomu nie mówić.

Nie wiadomo, czy tym samym pracownicy łódzkiego Zakładu nie pożegnają się z podwyżkami. ZUS nabrał wody w usta, rzeczniczka prasowa łódzkiego oddziału nie chciała komentować sprawy dla łódzkiej gazety, która ujawniła treść e-maila i odesłała dziennikarzy do rzecznika centrali Zakładu. Ten tłumaczył, że decyzji w sprawie podwyżek jeszcze nie podjęto i trwają negocjacje.

Sytuacja jest o tyle trudna, że po pierwsze gospodarka cierpi i pracownicy sektora prywatnego mierzą się w tej chwili z perspektywą utraty pracy i obniżek wynagrodzeń. Po drugie, z tego właśnie powodu, nie tylko, by zaoszczędzić, ale pokazać solidarność ze społeczeństwem, premier Morawiecki zapowiadał cięcia w administracji. Po trzecie zaś, właśnie z powodu kryzysu do ZUS-u w kwietniu wpłynęło 19,5 mld zł – o 4,6 mld zł mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. To spadek wpływów o ok. 20 proc.

Skarbówka też chce pieniędzy. I to natychmiast

No i po czwarte, wieść o podwyżkach w ZUS zaogni sytuację w skarbówce. Pracownicy fiskusa bowiem właśnie walczą o podwyżki dla siebie. Właściwie już je wywalczyli i mieli je otrzymać do końca czerwca, ale obawiają się, że do tego czasu rząd zmieni zdanie z powodu kryzysu, więc domagają się wypłaty podwyżek wraz z wyrównaniem od 1 stycznia 2020 już teraz.

Porozumienie płacowe z resortem związki podpisały na początku lutego, czyli w czasie, gdy nikt nie przypuszczał, że dojdzie do pandemii i kryzysu gospodarczego. Domagamy się szybszej realizacji postanowień dotyczących podwyżek płac, ponieważ obawiamy się, że wkrótce rząd będzie musiał znowelizować ustawę budżetową i podwyżki dla pracowników aparatu skarbowego zostaną wycofane. Nasze obawy potęguje brak odpowiedzi kierownictwa resortu na nasze pisma i apele, a premier Morawiecki zapowiedział cięcia zatrudnienia w administracji publicznej

powiedział „Pulsowi Biznesu” Tomasz Ludwiński, przewodniczący Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ Solidarność.

Skarbówka wygraża rządowi i na czwartek 7 maja zaplanowała protest. O 10.00 wszyscy pracownicy wyłączą na 15 minut komputery i nie będą pracować. To ma być sygnał ostrzegawczy dla rządu. Jeśli nie zadziała, pracownicy fiskusa grożą w dalszej kolejności masowym przechodzeniem na L4 i strajkiem włoskim. Przy okazji oczywiście podkreślają, że wcale nie chcą spowodować zapaści dochodów budżetu państwa. Chcą tylko obiecanych pieniędzy wcześniej, niż się na to umawiali.

Jakich podwyżek domagają się pracownicy skarbówki?

Porozumienie związkowców z ministerstwem finansów zakłada 6-proc. wzrost wynagrodzenia, a do tego podwyżki motywacyjne pochodzące z programu modernizacji służb skarbowych. Średnio chodzi o ok. 800 zł brutto.

Zastanawiam się, czy ze względów wizerunkowych premier nie postanowi jednak wstrzymać podwyżek w administracji – czy to w ZUS, czy w skarbówce, tak jak już na początku epidemii osobiście zdecydował o tym, by odwołać rządowy przetarg na limuzyny.

I pomyśleć, że gdyby sami zainteresowani nie robili wokół siebie tyle zamieszania, dostaliby, co im obiecano i nikt by się nie zżymał.