Młodzi bogowie na starość staną się nędzarzami. Zobacz, jaką dostaniesz emeryturę

Relacja między przeciętną emeryturą a przeciętnym wynagrodzeniem od lat leci na łeb na szyję. Obecnie średnie świadczenie dla osób starszych to poniżej 2 tys. zł na rękę. A będzie tylko gorzej.

Z emeryturą jest tak, że najbardziej interesują się nią ci, którzy takich świadczeń są najbliżej. „Młodzi bogowie” temat zbywają milczeniem, bo „co ich to teraz obchodzi”. Ale takie myślenie, to niebezpieczna pułapka. System ubezpieczeń społecznych to układ naczyń połączonych. Obecne problemy ZUS odczują na sobie za chwilę przyszli emeryci. A jak wskazują eksperci: może stać się to znacznie szybciej niż zakładaliśmy.

Lata zaniedbań = głodowa emerytura

Nie ma sensu stawiać pod ścianą jedną opcję polityczną. Wszystkie są winne w równym stopniu. Żadna nie miała na tyle determinacji, żeby zusowską układankę ułożyć od nowa, tak żeby Polacy myślący o wysokości swoich przyszłych emerytur (na które odkładali uczciwie przez całe swoje życie zawodowe) nie dostawali zimnych potów, myśląc o starości. W efekcie stosunek przeciętnej emerytury do przeciętnego wynagrodzenia od lat utrzymuje tendencję spadkową.

I o ile przyjęło się, że o godnym życiu na emeryturze można mówić, jeżeli stosunek świadczenia do średniej pensji nie wynosi mniej niż 70 proc. W naszym kraju taki poziom już dawno mamy za sobą. Dzisiaj jest to 56 proc. A z biegiem lat ma być tylko gorzej. W 2040 r. średnia emerytura ma stanowić już tylko 38 proc. średniej pensji, a w 2060 r. – mniej niż 30 proc.

Co to oznacza dla naszych portfeli? Konkretne straty. Eksperci wyliczają, że obecnie 45-letni pracownik, który zarabia średnią krajową, czyli po opodatkowaniu na rękę lekko ponad 3500 zł, na emeryturze dostanie ok. 1300 zł. 

Wiek emerytalny. Wyróżniamy się w Europie

Pewnym rozwiązaniem z tej sytuacji, byłby krok do tyłu. Nie jest wszak tajemnicą, że obniżenie wieku emerytalnego w Polsce (65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet) 1 października 2017 r. podyktowany były zyskami wyborczymi, a nie arytmetyką. Ta modyfikacja ma kosztować ZUS dodatkowe 10 mld rocznie. I mimo, że obecnie żyjemy w czasach rozłożystej polityki socjalnej i strachu przed gniewem wyborcy, to bardzo możliwe, że przed podwyższeniem wieku emerytalnego nie uciekniemy.

Wystarczy spojrzeć na Europę, żeby zrozumieć, że z obniżaniem wieku emerytalnego nad Wisłą trochę przesadziliśmy. Obecnie średnia europejska dla wieku emerytalnego kobiet to 63 lata i 9 miesięcy. Polska ma najniższy wiek emerytalny w UE, razem z Austrią i Rumunią. Patrząc na cały Stary Kontynent, szybciej na emeryturę mogą jedynie przechodzić przedstawicielki płci pięknej w Mołdawii i na Białorusi. 

I chociaż w przypadku panów aż tak wyraźnie nie odstajemy, to i tak Polacy na garnuszek ZUS-u przechodzą wcześniej niż inni Europejczycy. Najpóźniej emerytami stają się mężczyźni w Wielkiej Brytanii i Irlandii (68 lat). W większości przypadków prawo do takich świadczeń nabywa się w wieku 67 lat (m.in. Norwegia, Islandia, Hiszpania, Grecja, Francja, Dania, Chorwacja). Nigdzie o obniżce wieku emerytalnego nawet się nie wspomina. Jak już to o kolejnej podwyżce. W Niemczech zaczęto dyskutować o podwyższeniu wieku emerytalnego do 71 lat w 2080 r. 

ZUS szuka kasy gdzie się da. Na polityków nie liczy

Obecnie płacone składki pozwalają na pokrycie 79,8 proc. zaplanowanych przez ZUS wydatków. Dotacja na rzecz Funduszu Ubezpieczeń Społecznym w zeszłym roku zamknęła się kwotą 36 mld zł, a i tak była najniższa od 2009 r. 

Skoro nie ma co rozglądać się za politycznym planem poprawy sytuacji – trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Zwłaszcza że wyliczenia ZUS na przyszłość nie napawają optymizmem. Ci na własnej działalności gospodarczej, którzy pierwsze świadczenie z Zakładu pobiorą w 2059 r., otrzymają od 11,8 proc. szacowanego wówczas średniego wynagrodzenia (kobiety) do 16 proc. (w przypadku mężczyzn).

Stąd plany ozusowania każdej umowy zlecenia. Taki manewr wzbogacałby co roku kasę Zakładu o ok. 3 mld zł. Kolejne 7 mld zł znalazłoby się po przeforsowaniu ryzykownej z kolei politycznie (przeciwstawia się temu ostro Porozumienie Jarosława Gowina, chociaż mówi się też o ustawce pozwalającej zawetować te przepisy prezydentowi Andrzejowi Dudzie, już w trakcie kampanii wybiorczej) idei zniesienia 30-krotności ZUS. Do tego dochodzi jeszcze mocno wzmożona kontrola kobiet, które na działalności gospodarczej urodziły dziecko i teraz muszą się tłumaczyć przed Zakładem, że ich biznes nie był fikcyjny – założony tylko dla późniejszych wyższych świadczeń (zasiłek macierzyński i chorobowy). 

Prezes ZUS: najlepiej jak sami poszukamy pieniędzy

Ale nawet jak rządzący dla ratowania sytuacji zdecydują się w innych miejscach nieco zacisnąć pasa – to może nas nie uratować przed głodowymi emeryturami. Coraz głośniej mówi o tym sama szefowa ZUS – prof. Gertruda Uścińska. Jej zdaniem recepta na wyższe emerytury na przyszłość jest tylko jedna. Trzeba maksymalnie jak to możliwe dywersyfikować źródła tego świadczenia. 

Część dochodu na starość będzie pochodzić z publicznego systemu emerytalnego, a część z dodatkowego oszczędzania, na przykład z lokat i inwestycji, ale także z pracowniczych planów kapitałowych (PPK), czy też indywidualnych kont emerytalnych (IKE) – uważa prof. Uścińska

Tyle że to bardziej pobożne życzenia niż mogąca wejść w życie rada. Wszak wśród 22,5 mln Polaków posiadających konto w ZUS oszczędza w ramach IKE i IKZE (indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego) tylko ok. 1,7 mln z nich. Z tej grupy raptem co trzeci dokonuje w ciągu roku jakiejś wpłaty. 

Ratunkiem PPK? Wolne żarty

Przynajmniej na razie nie ma co liczyć, że wiele w tej sytuacji zmienią Pracownicze Plany Kapitałowe – nowa zachęta rządzących do oszczędzania i gromadzenia majątku na emerytalną przyszłość. Przeprowadzona w wakacje przez Pracodawców RP sonda jednoznacznie wskazała, że ponad 40 proc. pracowników deklarowało, że zamierza wypisać się z PPK.

Z kolei wedug badań Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wykonanych pod koniec października tylko 40 proc. respondentów wie, czym w ogóle są PPK. Aż 65 proc. Polaków miało jeszcze nie podjąć decyzji, czy chce w ten sposób zacząć oszczędzać. W grupie pozostałych: 18 proc. zadeklarowało chęć uczestnictwa w PPK, a 17 proc. zadeklarowało wypisanie się z nich.

Polacy gremialnie na oszczędzanie raczej się nie rzucą. To też bardziej cecha społeczeństw nawykłych już do jakiegoś poziomu życia, a nie tych ciągle goniących czołówkę. Zresztą dobrze pokazuje to poziom konsumpcji w Polsce – tak naprawdę jedynego, poważnego determinanta naszego PKB. 

Przyjdzie więc w najbliższych latach tej czy niej formacji politycznej przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę i zacząć z Polakami rozmowę o podwyższeniu wieku emerytalnego. Inaczej większość z nas na starość zwyczajnie będzie klepać biedę.

Najnowsze w Bizblog.pl