Zniesienie podatku Belki to prezent dla bogatych. Drobni ciułacze i tak już nie płacą

Platforma Obywatelska wymyśliła swój pakiet antykryzysowy. Jest w nim m.in. postulat zniesienia tzw. podatku Belki, a więc podatku od zysków kapitałowych. Chcielibyście? Liberałowie od lat krzyczą, że to haracz, podatek od lokat nałożony na drobnych ciułaczy, a Lewica krzyczy, że to byłby prezent dla milionerów. Ale ktoś zapomniał o 1,4 mln Polaków – biednych czy bogatych?

Recepta na kryzys? 5 proc. VAT dla poszkodowanych w pandemii branż, 10 tys. zł kwoty wolnej od podatku, odszkodowania dla firm i likwidacja tzw. podatku Belki – to zaordynować pacjentowi chciałaby Platforma Obywatelska.

Bizblog.pl poleca

Najwięcej szumu zrobił jednak podatek Belki. Lewica natychmiast zaczęła krzyczeć, że to byłby prezent dla milionerów, co na Twitterze od razu spotkało się z atakiem.

Obrońcy zniesienia tego podatku zaraz zaczęli kpić, że „według lewicy przeciętny Polak to matoł, który czeka na 500 zł od państwa, takim się lepiej zarządza wstyd. Właśnie mniej zamożni ludzi są niekiedy bardziej oszczędni i mają więcej na lokatach niż niejeden z korpo”.

Może i tak, tylko że ci, którzy trzymają oszczędności na lokatach akurat tego podatku i tak prawie nie płacą! Dlaczego? Bo to nie podatek od lokat, choć tak jest czasem nazywany pewnie dlatego, że początkowo, kiedy został wprowadzony w 2002 r., obejmował rzeczywiście tylko lokaty. To podatek od zysków. Fiskus nie zabiera więc 19 proc. wartości lokaty, tylko zysku z niej. A że na lokatach właściwie już nie zarabiamy ze względu na niskie stopy procentowe, nie ma od czego naliczać podatku. „Drobni ciułacze” i tak więc nic na tym nie zyskają. Przynajmniej póki Rada Polityki Pieniężnej nie zacznie poważnie podnosić stóp.

Pomysł PO „głupszy niż wchodzenie na Rysy w klapkach”?

Tezę o tym, że zniesienie podatku Belki byłoby prezentem dla milionerów, udowadnia również „Krytyka Polityczna”, pisząc, że „zniesienie podatku Belki jest głupsze niż wchodzenie na Rysy w klapkach”. Czy słusznie?

„KP” posługuje się przykładem milionerów, którzy zgarniają milionowe dywidendy, również obłożone podatkiem Belki. Janusz Filipiak, jeden z najbogatszych Polaków, właściciel Comarchu, w 2018 r. z tytułu dywidendy zainkasował 3 mln zł, jego żona 2 mln zł. Ale to nic. Zygmunt Solorz-Żak w ramach dywidendy z Cyfrowego Polsatu zgarnął 367 mln zł. Więcej! Prawie 13 mln zł zarobił na dywidendzie z Mennicy Polskiej Zbigniew Jakubas i to mimo że spółka w danym roku miała tylko 1 mln zł zysku. 

Wszyscy oni zostaliby zwolnieni z podatku od tych kwot, gdyby PO rzeczywiście zrezygnowała z podatku Belki. Czy zatem Lewica ma rację, pisząc, że „Sławomir Nitras i spółka chcą doprowadzić do wielomilionowej redystrybucji ze wspólnej kieszeni do kieszeni najbogatszych?”

Ktoś zapomniał o 1,4 mln Polaków 

Niekoniecznie. Bo przecież pomiędzy „drobnymi ciułaczami”, którzy mają oszczędności rzędu zaledwie kilku tysięcy złotych i trzymają je na niemal nieoprocentowanych lokatach, a milionerami jest jeszcze coś pośrodku. Na przykład drobni inwestorzy giełdowi. A jest ich niemało – 1,4 mln, a właściwie tyle było rachunków maklerskich na koniec 2020 r. według danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych.

Co to właściwe znaczy „drobni”? Z ankiety przeprowadzonej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych wynika, że przeciętny inwestor ma 42 lata, a jego giełdowy portfel ma wartość powyżej 50 tys. zł. (40 proc.), z czego 17,8 proc. obraca kapitałem o wartości pomiędzy 100 a 500 tys. zł, a 17,3 proc. pomiędzy 50 a 100 tys. zł. Około 20 proc. inwestuje na giełdzie 30-50 tys. zł. A założyć można, że nie są to ich jedyne oszczędności.

Czy więc inwestor giełdowy jest biedny, czy bogaty? Milionerem nie jest, ale w biorąc pod uwagę, że według badania Krajowego Rejestru Długów 25 proc. Polaków nie ma w ogóle żadnych oszczędności, 11,5 proc. ma mniej niż 1 tys. zł, a kolejne 17 proc. ma mniej niż 5 tys. zł, jednak bliżej prawdy jest Lewica, mówiąc, że zniesienie podatku Belki byłoby prezentem dla tej zamożnej części Polaków.

Belka to nie kosmita

Przy okazji warto wspomnieć, że Marek Belka, który odpowiedzialny jest za wprowadzenie podatku od zysków kapitałowych w Polsce to nie żaden kosmita, że ni stąd, ni zowąd wymyślił sobie, że opodatkuje nasze zyski od kapitału.

Podobny podatek obowiązuje w większość krajów rozwiniętych, a w wielu z nich jest nawet znacznie wyższy. Jak zaznacza „Krytyka Polityczna”, w krajach nordyckich jego stawka przekracza 30 proc., w Danii wynosi nawet 42 proc., we Francji i Holandii 30 proc., w Niemczech 26 proc., a w Wielkiej Brytanii 20 proc.

Nieco lżej niż my mają Czesi i Węgrzy, którzy płacą 15 proc., ale na tym tle my Polacy wcale nie jesteśmy jakoś szczególnie uciemiężeni, choć lubimy tak o sobie myśleć.