ZnanyLekarz robi furorę za granicą. Rządzi w 10 krajach i ma szansę przejść do historii. Oto co zdradził nam CEO polskiego startupu

W listopadzie DocPlanner kupił jamedę – lidera niemieckiego rynku rezerwacji wizyt lekarskich. Wcześniej pojawiły się plotki sugerujące rundę inwestycyjną, której wartość miałaby przebić miliard dolarów. Gdyby te informacje się potwierdziły, właściciel ZnanegoLekarza stałby się pierwszym polskim jednorożcem. Niestety szef firmy wciąż nie potwierdza tych informacji, ale za to zdradza w rozmowie z Bizblog.pl kulisy przejęcia konkurenta zza Odry.

W 2014 r. ZnanyLekarz przejął turecką firmę Eniyihekim (obecnie Doktortakvimi), w 2016 r. – hiszpańską Doctoralię, a dwa lata temu włoskie Tuotempo. Teraz przyszła pora na niemiecką jamedę.

Dlaczego polski startup zdecydował się na wejście na sąsiedni rynek, dlaczego wciąż nie ma go w Stanach Zjednoczonych, jak rozwija ofertę telemedycyny i nie traci koncentracji na rdzeniu działalności. O tym wszystkim rozmawiam z szefem ZnanegoLekarza Piotrem Radeckim.

Karol Kopańko, Bizblog.pl: Dlaczego dopiero teraz zdecydowaliście się na wejście do Niemiec? To największa gospodarka UE, więc i rynek zdrowia też mają pokaźny. Czy wynikało to z faktu, że szukaliście gracza do przejęcia?

Piotr Radecki, CEO ZnanyLekarz: Regularnie monitorujemy potencjał rynków i podmiotów na całym świecie. Na koncie DocPlannera jest już kilka udanych akwizycji. Jameda jest pierwszym zakupem, jakiego dokonaliśmy poza naszymi głównymi obszarami geograficznymi. Wybraliśmy Niemcy, ponieważ jest to największy rynek opieki zdrowotnej w Europie i bez niego trudno być europejskim liderem. Jameda ma silną pozycję na rynku, doświadczony zespół i produkt doceniany przez klientów. Możliwość współpracy z takim mocnym graczem była czynnikiem decydującym o przejęciu i wejściu do Niemiec. Wierzymy, że razem możemy wygrać ten rynek.

Bizblog.pl poleca

Czy można powiedzieć, że przejmowanie konkurentów to wasza strategia podbijania nowych rynków? Zrobiliście to wcześniej w Ameryce Łacińskiej, Włoszech i Turcji.

DocPlanner ma dziś największy zasięg geograficzny w obszarze cyfrowej opieki zdrowotnej. Po przejęciu jamedy jesteśmy obecni na rynkach, które generują ponad 50 proc. wszystkich wydatków na opiekę zdrowotną w Europie i 84 proc. wydatków w Ameryce Łacińskiej. Uzyskanie takiej pozycji nie byłoby możliwe bez dotychczasowych akwizycji. Zdecydowanie łatwiej wejść na nowy rynek, przejmując jego lidera. 

Z którym z rynków wiążecie największe nadzieje?

Wszystkie są dla nas bardzo ważne. Jesteśmy liderem we Włoszech, Hiszpanii, Polsce, Brazylii, Meksyku, Chile, Kolumbii, Argentynie i Turcji – a teraz z jamedą również w Niemczech. Oczywistym jest, że im większy czy też wartościowszy rynek, tym staje się on bardziej priorytetowy i chłonie więcej uwagi.  Niemniej jednak wobec każdego z nich mamy ambitne plany. 

Macie biura w Warszawie, Barcelonie, Stambule, Rzymie, Meksyku, Kurytybie i Bolonii. Polskie startupy zwykle zaczynają od USA. Dlaczego was tam nie ma?

Rynek opieki zdrowotnej w USA jest zupełnie inaczej skonstruowany niż te, na których operujemy. Jednocześnie działa na nim platforma podobna do nas, mielibyśmy zatem silną konkurencję i musielibyśmy sporo zainwestować. Na razie chcemy umacniać naszą pozycję na obecnych rynkach. Nie ukrywamy jednak, że nieustannie dywersyfikujemy nasz model biznesowy, aby realizować strategię rozwoju, która obejmuje możliwości ekspansji w nowych lokalizacjach geograficznych. 

Podstawą waszej działalności jest rezerwacja wizyt. Jak nie tracicie koncentracji, rozwijając produkt i dodając do niego elementy telemedycyny?

Core naszego biznesu pozostaje niezmienny i jest zgodny z naszą globalną misją, ale produkt musi się rozwijać i dostosowywać do nowych realiów, potrzeb lekarzy i pacjentów. Obecnie opieka zdrowotna jest daleka od tzw. ludzkiego podejścia. Lekarze i pacjenci, na całym świecie, borykają się z podobnymi problemami. Ci pierwsi korzystają zazwyczaj z przestarzałych narzędzi i przez to spędzają za dużo czasu na zadaniach innych niż rzeczywista opieka nad pacjentem. Z kolei pacjenci chcą znaleźć odpowiednich lekarzy i łatwo umówić wizytę. Dlatego DocPlanner dziś jest platformą, na której zarówno jej produkty, pracownicy i użytkownicy – a są nimi nie tylko lekarze i pacjenci, ale także placówki medyczne oraz kadra wspomagająca ich funkcjonowanie – udowadniają, że nasze doświadczenia okołomedyczne mogą być jeszcze bardziej zorientowane na człowieka i jego potrzeby, a ekosystem opieki zdrowotnej może być oparty na trwałych i wartościowych relacjach. Relacja, jaką budujemy z lekarzami i pacjentami, bazuje na uważnej analizie ich wspólnych doświadczeń i odpowiadaniu na ich dynamicznie zmieniające się potrzeby. W przypadku każdego naszego nowego rozwiązania, zmian, wprowadzanych funkcjonalności,  bierzemy to bardzo mocno pod uwagę.

Piotr Radecki

COVID-19 był katalizatorem, który przyspieszył wprowadzenie wielu usług telemedycznych. Co wam się udało wypuścić?

Jak wszyscy po raz pierwszy usłyszeliśmy o wirusie w styczniu, ale już w marcu byliśmy gotowi na nowe usługi, których oczekiwali od nas pacjenci i lekarze. Po pierwsze wprowadziliśmy konsultacje online w formie wideokonferencji z lekarzami, rozszerzając naszą dotychczasową funkcjonalność, jaką była po prostu możliwość umówienia wizyty lekarskiej, a następnie czatu ze specjalistą. Jednocześnie wprowadziliśmy nasze usługi e-recept, płatności online, elektroniczną dokumentację medyczną, nową aplikację dla pacjentów z możliwością bezpłatnego czatowania z lekarzami i wiele innych. Nasi deweloperzy pracowali dniami i nocami, a wszystko po to, by dostarczyć naszym klientom usługę, która w tym momencie nie była już wyborem, a koniecznością.

Na czym koncentrujecie się w dłuższej perspektywie?

Na tym, by lekarze myśleli o nas nie tylko jako o serwisie dostarczającym im pacjentów, ale także jako oprogramowaniu, które służy im do automatyzacji i usprawniania codziennej pracy, a pacjenci mogli spotkać się z najlepszym dla nich lekarzem, w dowolnym miejscu i czasie. Jesteśmy największym graczem w branży, a to zobowiązuje do ciągłych zmian, poszukiwania nowych rozwiązań, usług, obszarów czy przejęć. Mogę powiedzieć, że to nie jest nasze ostatnie słowo i wkrótce będziemy mieli okazję do kolejnej rozmowy.