Rewolucja w L4. Zmiany wprowadzone przez rząd zabolą i mocno wkurzą miliony Polaków

Zmiany w L4 zostały klepnięte w wakacje i wejdą w życie od nowego roku. 1 stycznia 2022 r. ZUS zmieni zasady naliczania okresu zasiłkowego i wypłaci Polakom niższe świadczenia, oszczędzając na tej operacji miliardy złotych, ale przekonuje, że zmiany to ukłon w stronę pracodawców.

Zmiany w L4 wejdą od stycznia 2022 r., choć jeszcze wiosną pojawiały się pogłoski, że sejmowa większość będzie chciała je wdrożyć jesienią.

Co się zmieni? Od 1 stycznia 2022 r. chory będzie mógł pobierać zasiłek przez 182 dni, czyli tak jak obecnie. Różnica polega na tym, że do dni, przez które ZUS będzie mu wypłacał pieniądze, wliczy wszystkie niezdolności do pracy, między którymi przerwa nie będzie dłuższa niż 60 dni. Teraz pracownik może pójść na L4 na 182 dni, bo doznał skomplikowanego złamania nogi, a po dniu przerwy na kolejne 182 dni, ponieważ siedząc sam unieruchomiony w domu, nabawił się nerwicy lękowej.

Od nowego roku taki numer nie przejdzie. Po 182 dniach pobierania zasiłku chorobowego z powodu strzaskanej kończyny, L4 już mu przysługiwać nie będzie. Będzie mógł wystąpić o zasiłek rehabilitacyjny, o który jak wiadomo, jest o wiele trudniej niż o L4. Wchodzi jeszcze ważna zmiana: chorzy po rozwiązaniu stosunku pracy z firmą będą mogli chorować o połowę krócej niż dotychczas, czyli nie 182, a 91 dni.

Setnie ubawiła mnie przy tym argumentacja stosowana przez rządzących i ZUS, że zmiany w zasadach wypłacania zasiłków mają odciążyć przedsiębiorców w papierkowej robocie, zautomatyzować obsługę wniosków i przyśpieszyć ich wypłatę. Nie przesądzam, że tak się nie stanie. Nie o to chodzi. Zastanawia mnie ta cała szopka, która ma na celu uniknąć powiedzenia Polakom w oczy, że ZUS ma mało kasy i trzeba trochę zacisnąć pasa. Gdy tak o tym myślę to wychodzi na to, że politycy próbują przekonać Polaków, że ci nie mogą chorować do woli, bo rząd musi zapewnić przedsiębiorcom komfort. Na tym polega klasyczne odwracanie kota ogonem.

Źródło: Zakład Ubezpieczeń Społecznych

Koniec z przeciąganiem L4, więc mniej kasy pójdzie na zasiłki

Nowe przepisy wprowadzą limit. Na L4 będzie można przebywać tylko 182 dni, jeśli nie wyzdrowiejesz albo w ciągu 90 dni od zakończenia L4 zapadniesz na inne paskudztwo, będziesz musiał postarać się o świadczenie rehabilitacyjne. Jaka to różnica? Z finansowego punktu widzenia zasadnicza.

Bizblog.pl poleca

Najwięcej zasiłków chorobowych wypłacana jest w wysokości 80 proc. podstawy wymiaru (średnia zarobków z 12 miesięcy). 70 proc. ZUS wypłaca za pobyt w szpitalu. 100 proc. – tylko jeśli ubezpieczony stał się niezdolny do pracy:

  • bo uległ wypadkowi w drodze do lub z pracy,
  • jest w ciąży,
  • jest dawcą komórek, tkanek lub narządów.

Jeśli przechodzisz na świadczenie rehabilitacyjne, ZUS wypłaca ci odpowiednio mniej. Przez pierwsze trzy miesiące dostajesz 90 proc. podstawy wymiaru zasiłku chorobowego, potem już tylko 75 proc. Na dodatek świadczenie można pobierać maksymalnie przez 12 miesięcy. Jeśli w tym czasie nie staniesz na nogi (albo w międzyczasie lekarz uzna, że nie masz na to szans), musisz wystąpić o rentę z tytułu niezdolności do pracy, która jest jeszcze niższa.

W 2021 r. minimalne świadczenie tego typu wynosi:

  • 1250,88 zł (BRUTTO!) miesięcznie dla całkowicie niezdolnych do pracy;
  • 938,16 zł (BRUTTO!) miesięcznie dla częściowo niezdolnych do pracy;
  • 1501,06 zł (BRUTTO!) miesięcznie dla całkowicie niezdolnych do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową;
  • 1125,79 zł (BRUTTO!) miesięcznie dla osób niezdolnych do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową.

Rachunek jest prosty. Im szybciej wejdą w życie nowe przepisy, tym więcej miliardów ZUS zaoszczędzi, bo L4 nie będzie można bez końca przedłużać, a jeśli ktoś będzie chorował, to dostanie mniej pieniędzy.

Ile ZUS zaoszczędzi na zmianach w L4?

A uwierzcie, że gra toczy się o gigantyczną kasę. Z danych ZUS wynika, że w 2020 r. Polacy wzięli 24,2 mln L4 na łączną liczbę 296,9 mln dni. Powód: choroba własna, opieka nad dzieckiem lub innym członkiem rodziny. I taka ciekawostka – mimo szalejącego covida statystki wcale nie eksplodowały. W porównaniu z 2019 r. łączna liczba dni wzrosła o 4,4 proc., a liczby zaświadczeń lekarskich tylko o 0,3 proc. Nie chorowaliśmy zatem częściej, tylko dłużej.

ZUS podał, że w 2020 r. zmniejszyła się liczba krótkich zwolnień wystawianych na 1-5 dni, a ich udział spadł z 34,4 proc. do 29,5 proc. Za to L4 o długości 6-10 dni zwiększyły swój udział z 24,7 proc. do 26,9 proc., a 11-30 dni z 35,4 proc. do 38,5 proc. Udział długich zwolnień od 31 dni wzwyż wzrósł z 5,1 do 5,5 proc.

Z danych ZUS wynika, że w ubiegłym roku jedno świadczenie wystawiano na ok. 12 dni, ale przeciętna długość absencji chorobowej wyniosła 39 dni, czyli L4 było przedłużane średnio jeszcze dwa razy.

Maksymalnie upraszczając wyliczenia, wychodzi, że z L4 skorzystało w 2020 r. 7,6 mln Polaków, którzy w ramach zasiłku chorobowego otrzymali 23 mld zł. 61,5 proc. z tej kwoty pokrył ZUS, resztę wyłożyli pracodawcy i FGŚP.

I teraz chodzi o to, żeby tych miliardów wydawać mniej. Jak się pojawi ustawa, to pewnie z jej uzasadnienia dowiemy się, jakie oszczędności wchodzą w grę.