Oto kraj, który prawie nie emituje CO2. I coraz bardziej cierpi przez zmiany klimatyczne

Naukowcy sprawdzili, jak zmiany klimatu mają się do systemów żywieniowych w poszczególnych krajach. Okazuje się, że najbardziej globalne ocieplenie odczuwają ci, którzy gazów cieplarnianych do atmosfery akurat emitują najmniej, czyli na przykład afrykańskie Burundi.

Emisja dwutlenku węgla to dzisiaj powoli temat numer jeden gospodarczych dyskusji. Z jednej strony w krajach tak jak Polska uzależnionych od węgla wszyscy ze zgrozą obserwują jak cena uprawnień do emisji CO2 urosła w ciągu roku nawet pięciokrotnie. Biorąc pod uwagę polityczne deklaracje mówiące o neutralności klimatycznej UE w 2050 r. – trudno nagle oczekiwać odwrotnego trendu i myśleć, że za emisję dwutlenku węgla przyjdzie nam płacić coraz mniej. 

Z drugiej zaś strony naprawdę dzisiaj bardzo trudno dyskutować z odczuwalnymi już wszędzie zmianami klimatycznymi, do czego w dużej mierze przyczyniają się gazy cieplarniane – na czele właśnie z dwutlenkiem węgla.

Sprawdzili, jak zmiany klimatu mają się do żywności.

Organizacja charytatywna Christian Aid postanowiła sprawdzić, jak zmiany klimatu mają się do dostępu do żywności. Badacze z Kanady i Wielkiej Brytanii swoje wyniki obserwacji i badań zamieścili w raporcie “Wskaźnik Klimatu i Wrażliwości Żywności”. Jego lektura niestety nie napawa optymizmem. Okazuje się bowiem, że zmiany klimatu mają nieproporcjonalnie duży wpływ na systemy żywnościowe krajów, które w najmniejszym stopniu odpowiadają za ich wywołanie.

Na szczycie przedstawionego indeksu znajduje się Burundi, które wykazuje się najmniejszą na świecie emisją CO2 w przeliczeniu na jednego mieszkańca. To raptem 0,027 tony. Dla porównania: przeciętny Polak w ciągu roku wyprodukuje aż 309 razy więcej dwutlenku węgla (8,35 t).

Burundi jest żywym świadectwem niesprawiedliwości kryzysu klimatycznego. Pomimo braku emisji dwutlenku węgla, znajdujemy się na pierwszej linii zmian klimatycznych, cierpiąc z powodu wyższych temperatur, niższych plonów i coraz bardziej zawodnych deszczy – przekonuje Philip Galgallo, dyrektor krajowy ds. pomocy chrześcijańskiej w Burundi. 

Burundi też otwiera ranking państw, gdzie dostęp do żywności jest zagrożony. Na liście nie zabrakło takich krajów jak Demokratyczna Republika Konga, Madagaskar, Jemen czy Sierra Leone.

Emisja C02 – trudno o większe nierówności.

Raport dobitnie pokazuje różnice tak pod względem samej emisji dwutlenku węgla, jak i w kontekście odczuwania konsekwencji klimatycznych, jakie ta za sobą niesie. Naukowcy właśnie udowodnili, że 10 krajów o najwyższym niebezpieczeństwie braku dostępu do żywności generuje mniej niż pół tony CO2 na osobę i tylko 0,08 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla.

A po drugiej stronie są takie tuzy jak China, Indie, Stany Zjednoczone, czy Rosja. Ale UE też ma swoje powody do wstydu. Dwa lata temu unijna średnia jeżeli chodzi o emisję CO2 wyniosła blisko 7 ton na osobę (6,972) i była 258 razy większa niż w Burundi. Dość powiedzieć, że przeciętny Rosjanin wytwarza tyle dwutlenku węgla co 454 Burundian. Z kolei na 1 Niemca tak licząc przypada 359 mieszkańców Burundi.

Bogate kraje muszą pożegnać węgiel i pomóc biedniejszym.

Autorzy raportu przekonują, że walkę z tymi nierównościami trzeba zacząć jak najszybciej. Nie obejdzie się bez ograniczenia emisji przez najbogatsze kraje. 

Musimy dążyć do szybkiego i radykalnego ograniczenia emisji w bogatszych i emitujących krajach, kończąc na zawsze erę paliw kopalnych. Ponadto kraje te muszą zapewnić wsparcie finansowe i nowe technologie, aby pomóc biedniejszym krajom w czystym rozwoju i w uodpornieniu się na obecne i przyszłe skutki zmian klimatycznych – przekonuje dr Katherine Kramer, jedna z autorek raportu. 

Naukowcy nie ukrywają, że w ciągu najbliższych 30 lat zmiany klimatyczne mogą znacznie ograniczyć dostępność takich składników odżywczych jak białko, żelazo i cynk.

Nasze badania pokazują, że rosnące stężenia CO2 w atmosferze zmniejszają wartość odżywczą żywności, którą spożywamy, a osoby najbardziej narażone na te skutki są najmniej odpowiedzialne za rosnące globalne stężenia CO2 – nie ma złudzeń inny współautor raportu dr Samuel Myers z Wydziału Zdrowia Środowiskowego Uniwersytetu Harvarda.