Przeciw klimatycznej rezolucji PE zagłosowali nawet posłowie lewicy. Mówią, że się pomylili

Głosowanie w Parlamencie Europejskim dobitnie pokazało, że przynajmniej dla polskich eurodeputowanych zmiany klimatu to nic innego jak polityka, dodatkowo zabarwiona emocjami. A skoro tak, no to przecież nie ma zasad, których nie da się złamać. Dwóch posłów lewicy, którzy zagłosowali na „nie”, teraz tłumaczy, że… wcisnęli zły przycisk.

Co łączy Adama Bielana, Joachima Brudzińskiego, Ryszarda Czarneckiego, Patryka Jakiego, Marka Belkę, Jerzego Buzka, Jana Olbrychta, Andrzeja Halickiego i Radosława Sikorskiego? Chociaż reprezentują najbardziej zwaśnione plemiona na naszej scenie politycznej – wszyscy postanowili nie głosować za rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie kryzysu klimatycznego.

Bizblog.pl poleca:

Na „nie” zagłosowali wszyscy eurodeputowani PiS i nie jest to żadnym zaskoczeniem. Raczej konsekwencją wcześniej podjętej postawy wyrażanej witaniem uczestników Szczytu Klimatycznego ONZ w Katowicach orkiestrą górniczą czy stwierdzeniami prezydenta Andrzeja Dudy jakoby nie było żadnego dowodu na to, że zmiany klimatyczne w głównej mierze determinuje działalność człowieka. A węgiel z nami zostanie jeszcze na 200 lat i dłużej.

Co ciekawe tak samo jak koledzy z PiS ręce w tej sprawie postanowili podnieść, a raczej schować do kieszeni także eurodeputowani, którzy są związani z SLD a na europejskich salonach z Postępowym Sojuszem Socjalistów i Demokratów.

Nie ten przycisk, co trzeba

Przeciwko rezolucji zagłosowali dwaj reprezentanci Sojuszu: Marek Belka i Marek Balt.

Co ciekawe, Belka w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” mówił przed europejskimi wyborami, że „albo jesteś za cywilizacją, która nienawidzi rowerzystów i wegetarian, albo za taką, w której rozumie się, że odpowiedzialność za ochronę środowiska to nie jest wydumany problem wyimaginowanej wspólnoty”.

Musimy oszczędzać wodę, chronić centra miast przed nadmiernym ruchem samochodowym oraz uznać, że antropogeniczna zmiana klimatu to nie jest wymysł lewaków, tylko rzeczywistość

– przekonywał były premier jeszcze przed zdobyciem mandatu w PE.

Jak jednak wyjaśnił w piątek rano w Tok FM Adrian Zandberg z Lewicy Razem, obaj panowie przycisnęli nie ten przycisk, który zamierzali. Obaj europosłowie mieli już złożyć formalne pisma, w których wyjaśnili, że zaszła pomyłka w czasie głosowania.

Reprezentanci PO i PSL w większości przypadków wstrzymali się od głosu. Klimatyczna rezolucja PE spotkała się z aprobatą jedynie 8 europosłów z Polski: Magdaleny Adamowicz, Bartosza Arłukowicza, Ewy Kopacz, Włodzimierza Cimoszewicza, Roberta Biedronia i Sylwii Spurek, Róży Thun i Łukasza Kohuta. Ośmiu europosłów z Polski na 51 zasiadających w PE.

Hipokryzja. To drugie imię polityki

Do tej pory utarło się twierdzenie, że w Polsce tylko PiS jeszcze udaje, że z ziemskim klimatem nie dzieją się złe rzeczy. Przedstawiciele szeroko rozumianej opozycji co chwila wbijali klimatyczne szpile rządowi. A to program „Czyste Powietrze” nie działa, nie ma krajowych regulacji dotyczących sprzedaży węgla albo w odnawialne źródła energii ciągle idziemy w ślimaczym tempie. Do tego narzekania dołączyć trzeba pojawiające się w ostatnim czasie, najczęściej bez merytorycznych wyliczeń, rzekome terminy zamykania polskich kopalń.

Tyle że głosowanie w Parlamencie Europejskim nad klimatyczną rezolucją poparte jedynie przez 6 europosłów z Polski dobitnie pokazuje, że na brukselskich salonach ton wypowiedzi przedstawicieli innych partii niż PiS wyraźnie słabnie. Wszak i to nie miejsce i to nie czas, żeby bić się o głosy nad Wisłą. A jeżeli tak, to nie ma co strzępić języka na darmo i akcentować zmiany klimatyczne. Jak zaś przyjdzie głosowanie, zawsze można wstrzymać się od głosu. Może w Polsce nawet nie zauważą.

Rzecz jasna to w żadnym stopniu nie przeszkodzi tym samym ludziom za chwilę, kiedy po pierwszych miesiącach 2020 r. prezydencka kampania wyraźnie przyspieszy, znowu wieszać „klimatyczne psy” na partię Jarosława Kaczyńskiego. Przy okazji najgłośniej krzyczący będą kreować się na jednych obrońców klimatu i ludzi w ogóle. Wtedy najlepiej chyba przypomnieć im owo głosowanie w PE.

Bo zmiany klimatu to też polityka. Niestety

Okazuje się, że nawet to, w jakich warunkach przyjdzie żyć naszym dzieciom (a może nam samym także) również jest polityką. Dla niedowiarków przygotowałem zestawienie wcześniejszych wypowiedzi tych, którzy teraz dziwnym trafem za klimatyczną rezolucją nie zagłosowali.

Cały czas, jako europoseł też, w podobnym tonie wypowiada się innym premier, który obecnie zasiada w ławach PE. Jerzy Buzek (PO) od lat powtarza o konieczności stworzenia specjalnego, europejskiego funduszu, który z budżetem 5 mld euro miałby pomagać gospodarkom przechodzenie z węgla w zielone. 

Porozumienie paryskie było poważnym porozumieniem. My jako Unia Europejska mamy podwójną odpowiedzialność, za działania w skali globalnej, i za nasze własne działania. Musimy też uważać, by z roli lidera polityki klimatycznej nie przejść do roli samotnego biegacza

– apelował Jerzy Buzek tuż przed COP24.

Obszar tematyczny zmian klimatu, czystości powietrza i smogu to jest dziś temat numer jeden w Parlamencie Europejskim. Będzie to temat, którym w tej kadencji będą się zajmować wszystkie partie polityczne, a więc nie tylko Zieloni, ale też chadecy i socjaliści – zapowiadał z kolei pod koniec kwietnia Jan Olbrycht (PO), który podczas głosowania nad rezolucją klimatyczną PE wstrzymał się od głosu.

Rezolucja między innymi ogranicza emisję CO2

Bez większej pomocy ze strony polskich eurodeputowanych klimatyczną rezolucję PE poparło w sumie 429 europosłów. 225 było przeciw, a 19 wstrzymało się od głosu. Dzięki tym regulacjom Europa jest pierwszym kontynentem, który oficjalnie przyznaje, że coś takiego jak kryzys klimatyczny jak najbardziej istnieje naprawdę. 

Dokument wzywa Komisję Europejską do zintensyfikowania działań, dzięki którym globalne ocieplenie nie będzie większe od 1,5 st. Celsjusza. W tym celu emisja dwutlenku węgla ma zmaleć do 2030 r. o 55 proc. I podtrzymano wcześniejszą deklarację o osiągnięciu w 2050 r. neutralności klimatycznej.

Takie zapisy zgadzają się z wcześniejszymi deklaracjami nowej szefowej Komisji Europejskiej. Dla Ursuli von der Leyen w obecnej kadencji są bowiem dwa priorytety: zajęcie się kryzysem klimatycznym i zapewnienie zakończenia emisji dwutlenku węgla w połowie wieku.