Złoty zachowuje się jak kamikaze. Najsłabsza waluta świata będzie jeszcze słabsza

Równo od dwóch tygodni złoty dostaje potwornego łupnia. W tym czasie dwa razy pod rząd przypadł mu tytuł najgorszej waluty świata, a ten nie dość, że nie odbił się od dna, to zamierza osłabiać się jeszcze bardziej. W ciągu kilku godzin pękła granica 4,60 za euro i 3,90 za dolara.

Najsłabszą walutą świata mianował złotego pod koniec ubiegłego tygodnia Marek Rogalski, główny analityk DM BOŚ. Od tego czasu nie widać większej poprawy. Rano we wtorek euro kosztowało 4,60 zł, dolar 3,90 zł, frank 4,25 zł, a funt 5,32 zł.

Wraz z węgierskim forintem złoty kolejny dzień należał do niechlubnej czołówki najgorszych walut rynków wschodzących

– napisali w porannym komentarzu ekonomiści Santandera.
Poranny kurs EURPLN. Źródło: Stooq.pl

Po południu kurs EURPLN właściwie się nie zmienił, podobnie jak GBPPLN, CHFPLN spadł do 4,24 zł, za to dolar dalej umacniał się w najlepsze, przebijając poziom 3,90 zł, najwyższy od początku kwietnia.

Wahania nie były duże to fakt, ale fatalna passa naszej waluty trwa już od dwóch tygodni, a w tym czasie złotemu dwa razy z rzędu przypadł tytuł najgorszej waluty świata.

Kurs USDPLN. Źródło: Stooq.pl

Co gorsza nic nie zapowiada zmiany na lepsze. Analitycy Santandera przewidują, że wkrótce za euro będziemy płacić 4,70 zł i nie są w tym czarnowidztwie osamotnieni.

Ekonomiści coraz uważniej przyglądają się covidowi, a to, co widzą, bardzo im się nie podoba. Od streszczenia sytuacji epidemicznej w Europie swój Dziennik rozpoczęli we wtorek analitycy ING, zwracając uwagę, że delta szybko rozprzestrzenia się szczególnie w Europie Zachodniej – Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Holandii i Francji.

W Europie Środkowej wzrost zachorowań zaczyna być widać w Czechach i na Węgrzech, ale liczba infekcji pozostaje bardzo niska. W Polsce nie widać jeszcze nowej fali zachorowań, ale to najpewniej perspektywa najbliższych tygodni

– zapowiadają ekonomiści ING.

I dodają, że sytuacja na rynkach jest niekorzystna dla walut rynków wschodzących, takich właśnie jak Polska.

Kurs miesięczny EURPLN. Źródło: Stooq.pl

Naszym zdaniem w ciągu tygodnia para EURPLN dotrze ponad 4,60, prawdopodobnie do 4,63. Obawy związane z pandemią powinny też gasić oczekiwania na podwyżki stóp w kraju

– uważają.

W rozwoju epidemii przyczyny kłopotów złotego upatruje też Dorota Sierakowska z DM BOŚ, która zauważyła we wtorek rano, że luzowanie pandemicznych obostrzeń jeszcze parę tygodni temu było przyjmowane przez inwestorów z optymizmem, ale obecnie po tych dobrych nastrojach nie ma śladu.

Wszystko za sprawą kolejnej fali pandemii, która budzi obawy o powrót sytuacji z poprzedniego roku: czyli jesiennego powrotu restrykcji

– napisała w porannym komentarzu.

USD, CHF, JPY rosną w siłę

W opinii Doroty Sierakowskiej wariant delta pokazał, że powrót gospodarki do stanu sprzed pandemii będzie długi i mało przyjemny. Na dodatek wiele obaw budzi styl i wprowadzanie ogromnych programów stymulacyjnych, które napędzają napędzających inflację.

Efekt? Inwestorzy coraz ostrożniej podchodzą do perspektyw globalnej gospodarki na najbliższe miesiące, a na wartości zyskują waluty uznawane za bezpieczne: dolar, frank szwajcarski i jen.

Od początku lipca zarówno CHF, jak i JPY, zyskały na wartości w relacji do amerykańskiego dolara, podczas gdy wiele innych walut na świecie, z euro na czele, poruszało się w dół względem USD

– wskazuje Dorota Sierakowska.