Spełni się wielkie marzenie Jarosława Kaczyńskiego? Taki złoty to byłaby wielka rzecz…

Marek Dietl, prezes warszawskiej giełdy twierdzi, że złoty mógłby być walutą rezerwową dla innych krajów. To nie żart. W końcu złoty to „turboeuro”.

Fot. Kancelaria Sejmu/Aleksander Zieliński/CC BY 2.0

Wydaje się, że to jest dobry moment, żeby promować złotego jako walutę rezerwową dla innych krajów

powiedział Marek Dietl w rozmowie z PAP.

Jego zdaniem wnioskiem, jaki płynie z kryzysu pandemicznego jest to, że „polska waluta ani na chwilę nie straciła zaufania inwestorów”.

Prezes GPW jako dumny Polak stwierdził też, że żaden bank centralny na świecie nie popełniłby błędu, gdyby miał obligacje polskiego rządu w swoich rezerwach walutowych, bo złoty to waluta „niezwykle stabilna, z dobrze prowadzoną polityką monetarną, przewidywalna”. 

Bizblog.pl poleca

Podkreślił też, że wśród dilerów walutowych na rynkach polski złoty określany jest mianem „turboeuro” ze względu na szybki wzrost gospodarczy naszego kraju.

Zadanie dla polityków i NBP?

Uważam, że takim zadaniem dla polityków gospodarczych i dla Banku Centralnego, dla polskich przedsiębiorstw, dla przedstawicieli rynku kapitałowego jest promowanie złotówki jako waluty rezerwowej. To byłby również rodzaj promocji polskiej gospodarki i zmniejszenie ryzyka dla naszego budżetu, bo moglibyśmy jeszcze więcej emitować obligacji w naszej lokalnej walucie, gdzie mamy to prawo emisyjne 

– uważa prezes GPW.

Marek Dietl dodał też, że na takim długu we własnej walucie nie da się zbankrutować, dlatego „jest to ten moment, aby szeroko zacząć promować złotówkę na całym świecie jako walutę rezerwową”.

Prezes GPW bardziej ambitny niż prezes PiS

Zaskoczeni? To nie pierwszy taki pomysł.

Jarosław Kaczyński już w 2011 roku mówił, że polska waluta powinna pełnić funkcję „przynajmniej trzeciej waluty zapasowej w naszej części Europy, po euro i dolarze”. Wygląda więc na to, że prezes GPW odkurza tylko marzenie Jarosława Kaczyńskiego. A marzenie jest niebagatelne.

Choć prezes giełdy chyba ma większe ambicje niż prezes PiS dekadę temu. Jarosław Kaczyński jednak celował skromniej – chciał, promować złotego jako walutę rezerwową tylko „w naszej części Europy”. Marek Dietl chce promować złotówkę na całym świecie.

A to będzie trudne zadanie, by dostać się do grona światowych walut rezerwowych. Tu dalej niepodważalną pozycję ma dolar i euro. Daleko za nimi są japoński jen i brytyjski funt, renminbi oraz dolar kanadyjski, australijski i frank szwajcarski.

Widzicie w tym gronie złotego? Tak, ja też. A potem się budzę.

Żeby stać się walutą rezerwową, nie wystarczy mieć wysokiego wzrostu gospodarczego i w miarę stabilnego kursu walutowego przez kilka miesięcy. Wypadałoby mieć jeszcze stabilne prawo, politykę, która nie wpycha nas co chwilę na kurs kolizyjny z Unią Europejską. I wypada też nie szykanować swoich sędziów i prokuratorów.