Jak uciec przed inflacją i nie stracić, trzymając gotówkę w banku? Trzeba kupić złoto

Wzrost wartości złota i liczby transakcji z tym kruszcem roli głównej nabiera tempa. Na rozkołysanym morzu finansowym teraz to najbezpieczniejsza przystań dla coraz większej liczby podmiotów.

Eksperci z Grupy Goldenmark wyliczają, że porównując firmowe zamówienia na złoto i srebro między okresem styczeń-październik 2020 r. a październik-styczeń 2021 r. odnotowali aż czterokrotny wzrost. Najczęściej wybieranymi produktami są sztabki, monety jednouncjowe oraz sztabki 100 g. I chociaż tego typu wzrosty obserwowane są od początku pandemii – to teraz ten trend tylko się nasila. Wszystko przez to, że dla wielu inwestorów, ale też osób prywatnych złoto w tych nerwowych czasach jest najlepszym kierunkiem ucieczki.

Bizblog.pl poleca

Złoto ratuje przed inflacją i kiepskim oprocentowaniem

Firmy coraz bardziej inwestują w złoto, bo w ten sposób lokują nadwyżki na kontach, by chronić kapitał przed inflacją w sytuacji obniżki stóp procentowych i zupełnej nieopłacalności trzymania środków na lokatach bankowych. Część na wieść o wstrzymaniu decyzji inwestycyjnych właśnie w ten sposób chce też zabezpieczyć majątek firmy. I taki trend ma się utrzymywać co najmniej do końca 2021 r. Dlatego Citigroup przewiduje, że na koniec tego roku cena docelowa złota wyniesie 2500 dol. 

Przypomnijmy, że w całym 2020 r. cena złota urosła o 24 proc. I był to najlepszy wzrost tego metalu od 2010 roku. 31 grudnia 2020 r. cena złota osiągnęła poziom 1895 dol. Potem było nieco gorzej, zdarzyły się spadki. Dzisiaj za jedną uncję trzeba zapłacić prawie 1780 dol. Spełnienie prognoz Citigroup w tym zakresie jest jak najbardziej możliwe. Wystarczy, że amerykańska Rezerwa Federalna (FED) będzie musiała podnieść stopy funduszy federalnych, żeby tak walczyć z rosnącą inflacją. A to w naturalny sposób otworzy drogę do wzrostów cen złota.

NBP dokupi dodatkowo 100 ton złota

Skuteczną ucieczkę w złoto od paru lat praktykuje też NBP. W 2019 r. bank centralny kupił 125 ton złota i w ten sposób podwoił swoje rezerwy tego kruszcu. W połowie marca br. szef NBP Adam Glapiński w wywiadzie dla tygodnika „Sieci” przyznał, że obecnie zapasy złota w Polsce szacowane są na 229 mln ton. 

W ciągu kilku lat chcemy dokupić jeszcze co najmniej 100 ton

– zapowiedział jednocześnie Glapiński.

Zdaniem szefa NBP właśnie przez ten pryzmat głównie postrzegana jest siła gospodarcza danego kraju. Na razie Polska ze swoimi rezerwami złota plasuje się w trzeciej dziesiątce światowego zestawienia, któremu zdecydowanie przewodzą Stany Zjednoczone. Gdyby jednak Adam Glapiński spełnił swoje zapowiedzi – awansowalibyśmy do drugiej dziesiątki – między Uzbekistan a Arabię Saudyjską.