Będzie można pracownikowi zawiesić umowę o pracę. Tak rząd chce uniknąć bezrobocia

Zamiast zwolnić pracownika, firma będzie mogła jedynie zawiesić jego umowę o pracę. Minister rodziny Marlena Maląg zapowiedziała nowe rozwiązanie, które ma być odpowiedzią na obecną sytuację na rynku pracy. Rząd jak ognia boi się skokowego wzrostu bezrobocia, ale co pracownik będzie miał z takiego zawieszenia?

Fot. Adam Guz/KPRM

Podczas wywiadu w I Programie Polskiego Radia w środę Marlena Maląg powiedziała: „lada moment przedstawimy instrument dotyczący zawieszenia stosunku pracy”.

Bizblog.pl poleca

Na razie z jej słów wynika, że niebawem poznamy nowy instrument prawny pozwalający zawiesić umowę o pracę. Taki pracownik automatycznie zyskiwałby prawo do zasiłku solidarnościowego. Nie wiadomo w jakiej wysokości.

Z ust szefowej resortu padła jedynie sugestia, że byłby on przyznawany na okres trzech miesięcy. Zawieszony pracownik miałby mieć w jakieś perspektywie czasowej zagwarantowany powrót do swojej pracy. 

Jak uniknąć gwałtownego wzrostu bezrobocia

Przypomnijmy, że to nie pierwsze próby rządu nakierowane na stworzenie mechanizmu, dzięki któremu pracodawca mógłby pozbyć się pracownika, przynajmniej na jakiś czas ograniczyć koszty firmy.

Nie tak dawno przecież całkiem poważnie rozpatrywano pomysł, by móc wypowiedzenie wysłać mailem, a pracownik mógłby się od tego odwołać w ciągu siedmiu dni. Sporym uelastycznieniem rynku pracy byłoby też wysyłanie pracownika na zaległy urlop albo nawet ten z bieżącego roku. Samą podstawą zwolnienie miało być posiadanie innego źródła utrzymania, takiego jak renta. 

Ponieważ reakcja zatrudnionych na te propozycje była jednoznacznie negatywna, a z kolei organizacje pracodawców stwierdziły, że to próba przerzucenia kosztów obecnego kryzysu na samych pracowników, rządzący z tych ustaleń wycofali się rakiem. Jednak działań w kierunku zmian na rynku pracy nie zaniechali, czego potwierdzeniem jest zapowiedź minister Maląg.

Wyższy zasiłek dla bezrobotnych?

O dodatku solidarnościowym na czas pandemii koronawirusa nie tak dawno wspominał prezydent Andrzej Duda. Proponował oprócz podwyższenia zasiłku dla bezrobotnego do kwoty 1300 zł właśnie dodatek solidarnościowy w wysokości 1200 zł – wypłacany tym, którzy pracę stracili w czasie epidemii COVID-19. Zdaniem ekspertów Polskiego Instytutu Ekonomicznego wdrożenie tego pomysłu w życie oznaczałoby, że Polska stałaby się najbardziej hojnym krajem w grupie państw OECD. 

Nie do końca wiadomo, jaki stosunek do tych prezydenckich pomysłów ma rząd. Pewne jednak jest, jak wynika to ze słów szefowej MRPiPS, że w gabinecie Mateusza Morawieckiego prowadzone są prace nad podniesieniem zasiłku dla bezrobotnego.

Rząd rozważa taką możliwość

– oznajmiła Marlena Maląg.

Ile wart jest wskaźnik bezrobocia rejestrowanego

Tymczasem stopa bezrobocia rejestrowanego ledwo drgnęła. W kwietniu w Polsce przybyło 58 tys. bezrobotnych, których w sumie jest już łącznie ok. 960 tys. W czwartym miesiącu roku bezrobocie więc wyniosło w naszym kraju 5,7 proc. – w stosunku do 5,4 proc. w marcu.

Czy to oznacza, że ostrzeżenia przed gwałtownym wzrostem bezrobocia były tylko nieodpowiedzialnym sianiem paniki? Niestety dane o bezrobociu rejestrowanym to na razie abstrakcja. Pracownicy etatowi, którzy już stracili pracę, na razie są na okresie wypowiedzenia i nawet formalnie nie mogą się jeszcze zarejestrować w urzędzie pracy.

Stopa bezrobocia wynosi około 5,7 proc., ale ona nie odzwierciedla prawdziwej sytuacji

– przyznała Marlena Maląg.

Zdaniem Marleny Maląg zarówno zasiłek solidarnościowy, jak i instrument mający pozwolić zawiesić pracę – to mechanizmy, dzięki którym na koniec roku bezrobocie w Polsce będzie jak najmniejsze. Takie wsparcie, jak przekonuje szefowa MRPiPS, ułatwi zwalnianym rychły powrót do pracy. „Pomagamy przetrwać czas pandemii” – przekonuje minister.