Koniec z zatorami płatniczymi?

Najpierw była Zielona Księga, potem konsultacje, a na końcu podpis prezydenta. Ustawa ograniczająca zatory płatnicze wejdzie w życie od nowego roku.

Zatory płatnicze to dla wielu przedsiębiorców kłopot numer jeden. Jak wskazują badania Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce oraz Krajowego Rejestru Długu takie praktyki wpływają na gorsze warunki pracy firmy i tworzą rysy na wizerunku (26,4 proc. respondentów) oraz ograniczają inwestycje (24,2 proc.).

Szacuje się, że w Polsce aż 80–90 proc. firm męczy się z przeterminowanymi płatnościami. Standardem stały się terminy płatności obejmujące okres 120 a nawet 180 dni. Tym samym średnia niezapłaconych faktur w portfelu polskich firm jest na poziomie 22,3 proc. Czyli na każde 1000 zł należne z tytułu dostawy lub usługi 223 zł jest zapłacone w późniejszym terminie niż to początkowo ustalano.

Jak wskazują wyniki badań “Europejski Raport Płatności 2017” ponad połowa polskich przedsiębiorstw (52 proc.) zaakceptowało dłuższe terminy płatności wbrew swojej woli. Na wierzch wychodziła okrutna prawda – lepiej mieć spóźnione pieniądze, niż nie mieć ich w ogóle.

Ustawa receptą za zatory płatnicze?

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii od dłuższego czasu mówi o przepisach, które miałyby zatory płatnicze o ile nie zlikwidować, to przynajmniej ograniczyć. W tym celu m.in. wydano tzw. Zieloną Księgę, która miała być fundamentem rozmów z przedsiębiorcami. W niej oprócz dokładnej identyfikacji zjawiska były przykłady praktyk w innych krajach, które takie mechanizmy ukrócają. 

Cel był jeden – ustawa, która już przeszłą całą drogę legislacyjną i doczekała się podpisu prezydenta Andrzeja Dudy. Ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2020 r.

Ustawa ta powstała zgodnie z naszą filozofią, która polega na tym, że najpierw słuchamy przedsiębiorców, a dopiero potem tworzymy przepisy. Poprzedziła ją Zielona Księga i jej konsultacje. Tworząc nowe prawo, wzorowaliśmy się na Wielkiej Brytanii, Francji, Irlandii, czy Holandii. Po wejściu przepisów w życie będziemy monitorować również to, jak one się sprawdzają, bo firmy stosujące niechlubne praktyki zazwyczaj chcą omijać nowe regulacje. Będziemy na to reagować – obiecuje Marek Niedużak, wiceminister przedsiębiorczości i technologii.

Nadchodzą sztywne terminy zapłaty.

Ustawa zakłada szereg mechanizmów, które mają być skuteczną receptą na zatory płatnicze. To chociażby skrócone terminy zapłaty, zobowiązanie największych firm do raportowania do MPiT swoich praktyk płatniczych (będzie to dotyczyć tych podmiotów, których roczny obrót przekracza 50 mln euro), ulga na złe długi w PIT i CIT, czy przekazanie prezesowi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów uprawnień do ścigania przedsiębiorstw generujących największe zatory. Będzie to dotyczyć firm, które w ciągu trzech kolejnych wybranych miesięcy mają zaległości na poziomie 5 mln złotych.

Jeżeli chodzi o największą bolączkę, czyli terminy zapłaty, to podpisana właśnie przez prezydenta Polski ustawa wprowadza sztywny okres 60 dni dla transakcji “asymetrycznych”, czyli między dużymi a małymi przedsiębiorstwami. Podmioty publiczne zaś (oprócz tych prowadzących działalność leczniczą) będą miały nie więcej niż 30 dni na uregulowania należności z faktury. 

Zmiany podatkowe, czyli ulga na złe długi.

Taka zmiana z kolei pozwoli od nowego roku na pomniejszenie przez wierzyciela podstawy opodatkowania (PIT i CIT) o kwotę należności, o ile ta nie będzie uregulowana w ciągu 90 dni od terminu upływu płatności. Obowiązek doliczenia do podstawy opodatkowania nieuregulowanego zobowiązania będzie zaś spoczywał na samym dłużniku.

Jadwiga Emilewicz, szefowa MPiT, zwróciła uwagę, że do tej pory obowiązujące w tym zakresie przepisy były dla wielu nieprecyzyjne i w efekcie mało kto z nich korzystał. Skuteczna zaś walka z zatorami płatniczymi, zdaniem minister, może wpłynąć na kondycję całej gospodarki.

Zatory płatnicze najłatwiej porównać do korka na autostradzie, która jest dość mocno obciążona, i na której w danym momencie w poprzek staje pojazd. Hamuje ruch, przez co samochody nie mogą jechać dalej – przekonuje Emilewicz.