W czwartek Sąd Najwyższy wypowie się o zasiłkach macierzyńskich. To może być przełom dla tysięcy kobiet

Zapytanie prawne do Sądu Najwyższego złożył Sąd Apelacyjny w Lublinie. Mimo że chodzi o konkretną sprawę, w której ZUS domaga się zwrotu pobranych świadczeń – na to orzeczenie czeka wiele kobiet w całym kraju.

Kolejny rok trwa batalia kobiet z ZUS-em. Państwowy ubezpieczyciel społeczny w niektórych przypadkach zarzuca przedstawicielkom płci pięknej, że te celowo najpierw deklarują najwyższe składki, żeby potem móc pobierać wysoki zasiłek macierzyński.

Bizblog.pl poleca

Chociaż w ten sposób ZUS chce walczyć z naciągaczkami, to jednak często wylewa dziecko razem z kąpielą. Sami wiele razy pisaliśmy o kobietach, które w ten sposób są z dnia na dzień pozbawiane środków do życia, toną w długach i nie potrafią pogodzić się z tym, że ktoś im zarzuca oszustwo. Nie brakuje przecież przypadków, kiedy kobiety taki właśnie zarzut słyszą na posterunku policji

Ale za chwilę w tej walce mogą zacząć panować zupełne inne zasady gry. Wszystko przez Sąd Apelacyjny w Lublinie, który złożył zapytanie prawne do Sądu Najwyższego. Chodzi o to, czy ZUS – o ile nie podważa danej działalności gospodarczej – ma dowolne prawo do weryfikacji podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne.

Dotyczy to konkretnej sprawy, jednak skutki tego orzeczenia mogą mieć wpływ też na inne rozstrzygnięcia tego typu

– przekonuje mecenas Katarzyna Nabożna-Motała, reprezentująca kobietę, w której sprawie złożono zapytanie do SN.

Zasiłek macierzyński z maksymalną składką to grzech?

Mimo że sprawa dotyczy konkretnej osoby, to Sąd Apelacyjny w Lublinie do czasu odpowiedzi ze strony Sądu Najwyższego zawiesił rozstrzygnięcie innych tego typu spraw. W tym przypadku chodzi o kobietę, której swego czasu pracodawca nie zdecydował się przedłużać umowy o pracę i która w odpowiedzi postanowiła założyć własną działalność gospodarczą. Zajmująca się usługami fryzjerskimi kobieta była w ciąży i już po miesiącu prowadzenia własnego biznesu zadeklarowała maksymalną, prawem dopuszczoną, podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne. Następnie już w kolejnym miesiącu korzystała z zasiłku chorobowego – aż do urodzenia pierwszego dziecka. Potem była beneficjentką zasiłku macierzyńskiego, kolejnych zasiłków chorobowych, opiekuńczych i po urodzeniu drugiego dziecka – znowu zasiłku macierzyńskiego. 

Jak wylicza Sąd Apelacyjny w Lublinie w sumie na 1474 dni zgłoszonej działalności gospodarczej kobieta pobierała różne świadczenia przez okres 1175 dni, czyli przez prawie 80 proc. tego czasu. To zaś może sugerować, że zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych i zadeklarowanie wysokiej podstawy składek miało na celu nie tylko podjęcie i wykonywanie zarobkowej działalności o charakterze ciągłym, ale też włącznie się do systemu ubezpieczeń w celu uzyskiwania wyższych świadczeń.

Były dwie kontrole ZUS

Reprezentująca kobietę mecenas Katarzyna Nabożna-Motała przekonuje, że sprawa tylko na pierwszy rzut oka wygląda na podejrzaną. Jej klientka była już dwukrotnie kontrolowana przez ZUS: zaraz po założeniu działalności gospodarczej i drugi raz po pobraniu pierwszego zasiłku macierzyńskiego. I wtedy nikt nie miał do niej o nic pretensji, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że przecież nic złego nie robi. Zwłaszcza że cały czas prowadziła swoją działalność, nie zawiesiła jej. 

Problemem jest nie to, czy działalność była fikcyjna tylko to – w moim odczuciu – że klientka pobrała zbyt wysoką kwotę zasiłków

– uważa Nabożna-Motała.

Dodaje równocześnie, że przecie nie ma jakiegoś specjalnego licznika, który wskazuje, że od tego momentu nie można rodzić dzieci i liczyć na jakiekolwiek zasiłki. 

Rodząc dwójkę dzieci, jedno po drugim, kobieta wytworzyła w ten sposób przecież nowych podatników. Tym samym naszym zdaniem nie jest to działaniem na szkodę systemu. Wręcz odwrotnie. W dłużej perspektywie jest to korzystne dla systemu

– argumentuje mecenas.

Pobyt w szpitalu ciężko zaplanować

Teraz ZUS chce od kobiety zwrotu pobranych zasiłków, co oznaczałoby dla niej ogromne kłopoty finansowe. Rzecz jasna matka dwójki dzieci nie zgadza się z tym, że robi się z niej oszustkę, która chciała zrobić w konia całe państwo. A skoro ubezpieczyciel społeczny nie zmienił swojej argumentacji – sprawa trafiła do sądu. W efekcie stosowne zapytanie pod koniec ubiegłego roku skierowano do SN. Katarzyna Nabożna-Motała tłumaczy, że jej klientka, zakładając działalność gospodarczą, nie mogła przewidzieć, że w niedługim czasie trafi do szpitala. 

O tym zdecydował lekarz, w sądzie przedstawiliśmy całą dokumentację ze szpitala

– twierdzi mecenas Nabożna-Motała.

Pani adwokat jednocześnie nie potrafi zrozumieć pewnej hipokryzji. Bo z jednej strony państwo zachęca do rodzenia dzieci, a z drugiej wylicza skrupulatnie, ile czasu kobieta poświęciła, aby dzieci urodzić i odchować i czyni z tego zarzut.

Aktulizacja

Sąd Najwyższy zdecydował się przełożyć zaplanowaną na 20 maja rozprawę, bez podawania nowego terminu. Powodem jest brak reprezentacji pełnomocników Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, który 6 maja włączył się do sprawy.