Po 2500 zł dla każdego bezrobotnego? Polska byłaby znacznie hojniejsza niż Niemcy

Prezydent Duda wyciąga rękę do bezrobotnych. Chce podniesienia zasiłku dla bezrobotnych do 1300 zł miesięcznie, a dla tych, którzy stracili pracę z powodu pandemii, proponuje zupełnie nowe świadczenie zwane dodatkiem solidarnościowym w wysokości 1200 zł. W sumie 2500 zł. Gdyby to się ziściło, Polska byłaby hojniejsza dla ludzi o niskich zarobkach tracących pracę niż Niemcy, Brytyjczycy, Belgowie czy Czesi.

Fot: Krystian Maj/KPRM

Andrzej Duda wchodzi w ostatnią fazę kampanii i zapewne dlatego obiecuje pieniądze kolejnym grupom wyborców.

Bizblog.pl poleca

Tym razem prezydent postanowił zwrócić się w stronę osób bezrobotnych. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że prezydent chyba trochę za bardzo się rozpędził. Stanął na górce pod blokiem, wykrzyknął „hurra” i zaczął biec w dół, ale stromość w połączeniu z grawitacją spowodowały, żeby nogi przebierają za szybko, bez kontroli, a dole będzie musiał go łapać premier Morawiecki pod rękę z wicepremier Emilewicz.

Zasiłek musi wzrosnąć, ale…

Podniesienie zasiłku dla bezrobotnych jest w agendzie rządu już od kilku tygodni. Rząd doskonale wie, że świadczenie musi zostać zwiększone, ale nie wie jednak jeszcze, o ile.

Dziś rzeczywistość jest taka, że bezrobotny otrzymuje 740 zł brutto (niecałe 600 zł netto), jeśli ma za sobą staż pracy pomiędzy 5 a 20 lat. Jeśli staż jest krótszy, dostaje 600 zł brutto (480 zł netto), a jeśli jest dłuższy niż 20 lat, otrzymuje 880 zł brutto (700 zł netto).

Świadczenie jest przyznawane na sześć miesięcy, ale już po trzech jego wysokość jest obniżana o 20 proc.

Za takie pieniądze nie da się utrzymać nawet w okolicach progu ubóstwa. Dziś chyba nikt nie kwestionuje, że zasiłek musi zostać podniesiony. Do jakiego poziomu? Na razie wicepremier Emilewicz zdradza jedyne, że nie może być mowy o zbyt wysokich kwotach, by nie zachęcać do zwolnień pracowników i wypychania ich z legalnego rynku pracy.

Rząd ciągle liczy w swoich gabinetach, tymczasem wygląda na to, że prezydent już policzył. I wychodzi mu, że zasiłek powinien zostać podniesiony do 1300 zł. Wygląda to na rozsądną propozycję, bo to połowa obecnego minimalnego wynagrodzenia. Są jednak dwa „ale”.

Po pierwsze kalkulacje prezydenta są jakieś koślawe, bo nie wiemy, czy chodzi o kwotę brutto czy netto. Nie wiemy, czy kwota ta będzie zależna od stażu pracy, jak dotąd. To niestety skłania mnie do myśli, że żadnych kalkulacji wcale nie ma, 1300 zł to jedynie hasło na potrzeby kampanii wyborczej, a rząd w odpowiednim czasie i tak zrobi to, co uzna za stosowne, nie oglądając się na prezydenta.

Po drugie, podniesienie kwoty zasiłku dla bezrobotnych to nie jedyna propozycja prezydenta. Andrzej Duda podczas piątkowej konwencji na Facebooku zapowiedział również zupełnie nowe świadczenie – dodatek solidarnościowy w wysokości 1200 zł (również nie wiadomo czy brutto, czy netto). Dodatek miałby być wypłacany przez trzy miesiące osobom, które straciły pracę w wyniku pandemii.

I tu pojawia się problem. Oba świadczenia dają w sumie 2500 zł – zakładam, że to jednak kwoty brutto. I jako idealistka myślę sobie w pierwszej chwili, że to pięknie, że ludzie w końcu nie będą przymierać głodem. W końcu jest to kwota pozwalająca na życie na minimalnym poziomie. Ale tu rodzi się jednocześnie ogromne ryzyko!

2600 zł za pracę vs. 2500 zł za nic

Pamietajmy, że od stycznia 2020 r. minimalne wynagrodzenie to 2600 zł brutto – jedynie 100 zł mniej niż połączone świadczenia dla bezrobotnych proponowane przez prezydenta. Eksperci wskazują, że tak mała różnica może demotywować do szukania nowej pracy ludzi zarabiających najsłabiej. To byłby efekt niekorzystny nie tylko dla gospodarki, budżetu państwa, ale i dla samych bezrobotnych, bo utrwalałby ich pozostawanie bez zatrudnienia.

Polski Instytut Ekonomiczny wyliczył, że gdyby propozycja prezydenta została wdrożona w życie, Polska byłaby najhojniejszym krajem spośród państw OECD. Eksperci założyli, że osoby o niskich zarobkach to ci, którzy zarabiają 67 proc. średniej krajowej. Świadczenie na poziomie 2500 zł to aż 107 proc. tak zdefiniowanych niskich zarobków.

Niemcy, do których lubimy się porównywać, płacą swoim bezrobotnym jedynie 60 proc. tej kwoty, Belgowie 90 proc., Włosi 73 proc., a Austriacy 55 proc. W krajach nam bliższych ten odsetek to 65 proc. w Czechach i 68 proc. na Węgrzech. Polska zdecydowanie bije tu wszystkich na głowę.

Gdyby ograniczyć pomysły prezydenta jedynie do podniesienia zasiłku dla bezrobotnych do 1300 zł, rezygnując z dodatku solidarnościowego, odsetek ten spadłby do 47 proc. niskich zarobków definiowanych jako 67 proc. średniej krajowej.

Pomysły prezydenta wygląda więc trochę na rozrzutność. I pomijając skutki tych pomysłów dla budżetu państwa, to może zaszkodzić niestety również samym bezrobotnym.

W USA w czasie pandemii bardzo mocno podniesiono zasiłek dla bezrobotnych i można podejrzewać, że w jakimś stopniu przyczyniło się to do ogromnego wzrostu liczby osób bez pracy

– mówił na łamach „Rzeczpospolitej” Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy PIE.

Ciekawe, czy w kalkulacjach prezydenta uwzględniono te potencjalne negatywne skutki, czy nie było potrzeby, bo z góry wiadomo, że propozycje te nie mają szans na realizację i są jedynie po to, żeby podbić jeszcze trochę pozycję Andrzeja Dudy tuż przed wyborami.

Ciekawe również, czy prezydent wcześniej konsultował swoje pomysły z rządem, czy prezydent sobie a rząd sobie? Bo mam wrażenie, że o ile w rządzie nad poszczególnymi tarczami antykryzysowymi pracują rzesze analityków, o tyle w Kancelarii Prezydenta intensywnie pracuje jedynie zespół marketingowców.