Zarobki influencerów w trakcie pandemii. Śpiewak: najlepsi wyciągają ponad 200 tys. zł miesięcznie

Po wybuchu pandemii mówiło się, że branża influencerów dostanie mocno po kieszeni. Być może jest to w pewnej mierze prawda, ale nie dotyczy instagramowej wierchuszki. Aktywista Jan Śpiewak ujawnił zarobki kilku przykładowych „wpływowiczów” Najlepsi wciąż są w stanie wyciągnąć dziesiątki albo i setki tysięcy złotych za kilka postów sponsorowanych miesięcznie.

Wraz z nadejściem koronawirusa na influencerów padł blady strach. W pierwszym odruchu marki szukając oszczędności, zaczęły ciąć budżety marketingowe. Zwolnieni z teatrów aktorzy próbowali zdyskontować swoją popularność, wchodząc na Instagram i rywalizując z „etatowymi” influencerami o budżety reklamowe. Na rynku było więc coraz mniej pieniędzy.

Bizblog.pl poleca

Za to coraz więcej chętnych wyciągało po nie ręce

Obserwujący coraz częściej zaczynali natomiast narzekać na niedopasowanie postów do obecnej rzeczywistości. Zdjęcia w tropikalnych plenerach i luksusowych knajpach do tej pory budziły podziw, teraz zaczynały razić ostentacyjnym przepychem. Instagramerzy, generalizując oczywiście, nigdy nie byli jeszcze tak oderwani od rzeczywistości, jak na początku epidemii.

Kierując się tylko zdrowym rozsądkiem, można było więc założyć, że zarobki influencerów pójdą w dół. I tak się stało. Agencja Attain wzięła pod lupę 500 brytyjskich „wpływowiczów”. Okazało się, że od połowy marca do 7 maja stracili oni około 33 proc. swoich potencjalnych zarobków. Średnia strata w tym okresie wyniosła 16,5 tys. funtów.

W podobny sposób oberwali youtuberzy. Choć w trakcie lockdownu zasięgi rosły im jak nigdy wcześniej, CPM, czyli wartość 1000 wyświetleń reklamy, miał spaść od 30 do 50 proc.

Po początkowej panice, reklamodawcy zaczęli wracać

I sądząc po danych opublikowanych na YouTube przez Jana Śpiewaka, przynajmniej część z influencerów trwającego kryzysu praktycznie nie odczuwa. Aktywista nie wymienia nazwisk, podaje jednak bardzo konkretne stawki.

Jakiś czas temu trafiła w moje ręce lista z agencji reklamowej blisko setki instagramowych influencerów

– tłumaczy.

Przykład pierwszy z brzegu. Pewnie „influencer bez wyraźnego zawodu i zajęcia”, jak określa go Śpiewak, ma 90 tys. obserwujących i w listopadzie zamieścił 12 postów sponsorowanych. Zarobki? 24 tys. zł.

Jednak to dopiero początek. „Bohaterka jednego z reality show i tancerka” z 200 tys. followersów ma kasować za post 6 tys. zł. Łatwo więc policzyć, że za 8 postów zarobiła 48 tys. zł. Kolejny przykład – „youtuberka z branży beauty” z 200 tys. obserwujących na pokładzie za każdy z 10 postów zarobiła 6,5 tys. zł. Łącznie 65 tys. zł.

Dużo? W porównaniu z elitą polskiego Instagrama to wciąż niezbyt imponujące stawki. Te przychodzą dopiero wraz z występem w telewizyjnym show. Śpiewak sypie przykładami – „bohaterka reality show i drugoplanowa aktorka” swoje 300 tys. followersów zamienia na 16 tys. zł za reklamę. Raptem 5 postów dało jej więc 80 tys. zł.

Zarobki rosną wraz z liczbą współprac. „Znany model” z 300 tys. obserwujących za post bierze 26,5 tys. zł, co dzięki 9 postom dało mu w listopadzie 230 tys. zł. „Znana stylistka i prezenterka TV” z 0,5 mln obserwujących za każdy z 7 wpisów zebrała 29,5 tys. zł. Rekordy bije jednak „bohaterka reality show i prezenterka TV” z 50 tys. zł za post. Jedenaście postów dało jej 550 tys. zł. Od powyższych kwot należy oczywiści odliczyć marże agencji, która sięga 20 proc.

Rzucone przez Śpiewaka przykłady każą sądzić, że influencerzy, przynajmniej ci topowi, zarabiają dzisiaj podobne pieniądze, co przed pandemią. Nieco ponad rok temu ekspert marketingu internetowego Jacek Gadzinowski szacował bowiem, że za otagowanie zdjęcia i przeprowadzenie konkursu na Instagramie z branży modowej można wyciągnąć od 20 tys. do 50 tys. zł.