Zwały niechcianego polskiego węgla urosły o ponad milion ton. Wystarczył miesiąc

Najwyraźniej musi być dziurawy centralny magazyn rezerw węgla albo też w drodze do niego „czarne złoto” hurtowo wypada z wagonów. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zaledwie w miesiąc zwały węgla urosły aż o przeszło milion ton, czyli najwięcej od 10 lat?

Fot. Kym Farnik/Flickr (CC BY-NC-ND 2.0)

Jak wynika z informacji Agencji Rozwoju Przemysłu, w grudniu zeszłego roku polskie kopalnie wydobyły 4,9 mln ton węgla kamiennego, z czego sprzedały niecałe 4,5 mln ton. Czyli ok. 400 tys. ton trafiło na zwały.

Bizblog.pl poleca

W styczniu było już znacznie gorzej. Kopalnie fedrowały aż miło i w sumie wyprodukowały w pierwszym miesiącu 2020 r. 5,2 mln ton węgla. Tylko że udało się z tej puli sprzedać raptem 4,1 mln ton. To zaś oznacza, że kolejny 1,1 mln ton węgla trafił na zwały. 

Takiego przyrostu węglowych zapasów nie odnotowaliśmy tym samym od 10 lat. Nasze zwały mają już w sumie około 6,3 mln ton węgla. Do tego dochodzi niemal drugie tyle zapasów przy elektrociepłowniach.

Przez cały 2019 r. z Rosji sprowadziliśmy do Polski ok. 11 mln ton węgla. Biorąc pod uwagę, jak zwały urosły tylko w przeciągu grudnia i stycznia (o ok. 1,5 mln ton) – nie można być do końca pewnym, że jeszcze w tym roku na zwałach nie będziemy mieli tyle samo węgla, co go kupujemy od Rosji, tej samej, od której chcemy się uniezależnić energetycznie. 

Zwały węgla miały topnieć przez centralny magazyn

Dane ARP o tyle dziwią, że wszak rządzący jednym głosem od miesięcy zapewniają związkowców górniczych z jednej strony o systematycznym zmniejszaniu importu węgla, zwłaszcza z Rosji, a z drugiej obiecują im zmniejszanie zwałów węgla i wykorzystywanie tam zgromadzonego surowca. Przecież właśnie temu miał służyć centralny magazyn rezerw węgla, który Ministerstwo Aktywów Państwowych (MAP) nie tak dawno uruchomiło w Ostrowie Wielkopolskim. Właśnie tam miał trafiać węgiel z przykopalnianych zwałów.

Działania podejmowane przez MAP, wraz z zarządami spółek, zapewnią normalną pracę wszystkich kopalni i zabezpieczą prowadzenie przez nie wydobycia

– obiecywał w styczniu Adam Gawęda, wiceminister aktywów państwowych i pełnomocnik rządu do spraw restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.

A polskie firmy energetyczne miały się rzucić na polski węgiel

Nie wiadomo, czy winny jest kalendarz wyborczy, czy takie słowa padły tylko po to, żeby uspokoić górników, którzy walcząc o wyższe pensje, grozili najazdem 28 lutego na Warszawę. Tak czy inaczej, wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin na początku lutego stwierdził, że w tym roku import węgla przestanie być kłopotem – w głównej mierze determinującym wielkość węglowych zwałów.

Mogę to zagwarantować. Spółki Skarbu Państwa nie będą więcej importować węgla

– stwierdził jednoznacznie Sasin.

Tymczasem zamiast lepiej jest gorzej. Rok temu w styczniu kopalnie sprzedały ponad 5,3 mln ton węgla, a na zwałach w tym czasie leżało 2,2 mln ton tego surowca. Teraz jest go tam prawie trzy razy więcej. Mimo to o spokój i rozwagę apeluje Tomasz Rogala, prezes Polskiej Grupy Górniczej.

Poczekajmy, dajmy sobie miesiąc-dwa czasu. To nie są procesy bardzo krótkie i szybkie, by tę sytuację popytu i podaży unormować

– stwierdził w rozmowie z dziennikarzami prezes PGG.