Żabka pokazała wyniki sklepów bezobsługowych. Kasjerzy zostaną bez pracy, krytycy zakazu handlu w niedziele mieli rację

Autonomiczne sklepy Żabki, te w których nie ma żadnego pracownika, mają już kilkadziesiąt tysięcy unikatowych klientów. To oznacza, że liczba osób robiących zakupy jest jeszcze większa. Wszak jeden klient może w ciągu miesiąca wiele razy odwiedzić punkty Żabki. Zakaz handlu w niedziele doprowadził do tego, że bezobsługowe sklepy w ciągu 3 do 5 lat mają stać się standardem, a kasjerzy zavczną tracić pracę. Ale nie musi to oznaczać, że sklepy samoobsługowe wyprą z ulic te tradycyjne.

Kasjerzy w niedziele zrobią sobie wolne, a sklepy zastąpią je w te dni maszynami i przyzwyczają klientów do tego, że obsługa przez automat jest równie fajna, jak przez ludzi – alarmowali krytycy zakazu handlu w niedziele. Wtedy wydawało się to lekko naciąganą prognozą, ale rzeczywistość powoli przyznaje im rację. Przykład? Żabka pochwaliła się właśnie, ilu Polaków ściąga w swoje progi całkowicie bezobsługowymi placówkami.

Chyba nic bardziej nie uzmysławia poziomu oswojenia Polaków z nowoczesnymi technologiami w handlu jak dane przytoczone przez dyrektora Żabka Future, Pawła Grabowskiego. Ta popularna w polskich miastach sieć franczyzowa zainaugurowała rok temu nowy format – Żabka Nano – który, z grubsza rzecz biorąc, polega na tym, że klienci nie stykają się w nim z obsługą.

Nie muszą. Kamery identyfikują produkty zdejmowane z półek i przy wyjściu ze sklepu system automatycznie nalicza płatność. W przeciętnej placówce jest przy tym nawet do 1,5 tys. produktów, co stawia ją w jednym, szeregu z każdym innym mały sklepem. To zupełnie inna liga niż automaty, w których ktoś obok puszek Pepsi i batonów upchnął kilka produktów spożywczych, nazywając całość sklepem autonomicznym. Tutaj mamy do czynienia z placówką handlową z prawdziwego zdarzenia.

Autonomiczne sklepy Żabki

Jeszcze kilka lat temu konsumenci, słysząc o takich cudach, oglądaliby pewnie wnętrze przez szybę, komentując poczynania nielicznych śmiałków, którzy odważyliby się wejść do środka. A teraz?

W programie „Money. To się Liczy” dowiedzieliśmy się, że bezobsługowe sklepy Żabki dochrapały się liczby kilkudziesięciu tysięcy unikatowych klientów. To oznacza rzecz jasna, że liczba osób robiących zakupy jest większa, bo jeden klient może w ciągu miesiąca wracać wielokrotnie.

Bizblog.pl poleca

Dyrektor Żabka Future jest zdania, że w ciągu 3 do 5 lat nowy format stanie się na naszych ulicach standardem, choć zaznacza, że nie musi to oznaczać, iż sklepy samoobsługowe wyprą z ulic te tradycyjne.

Szczerze? Myślę, że nie muszą, a przynajmniej nie w wyniku z góry zaplanowanej polityki firmy. O ekspansji sklepów automatycznych zadecydują sami klienci. Obecnie w zwykłych Żabkach franczyzobiorcy kombinują, zostawiając w niedziele niehandlowe kasę automatyczną pod opieką ochroniarza. Kasy mają jednak to do siebie, że są awaryjne i wymagają ustawiania się w kolejce.

Nowe, automatyczne Żabki takich problemów nie mają. Kasy oddały im jednak sporą przysługę. Przyzwyczajały klientów, że można obyć się bez pomocy ludzi. Zrobiły swoje i niedługo będą mogły odejść, robiąc miejsce lepszym, bo bardziej komfortowym rozwiązaniom dla konsumenta.

Kasjerzy zostaną bez pracy

Pewnego dnia ktoś w Żabce albo innej sieci handlowej przyjrzy się danym i stwierdzi, że trzymanie tradycyjnych sklepów coraz mniej się opłaca. Algorytmy nie pobierają przecież wynagrodzenia i nikt nie zakazał im pracy w niedziele.

Krytycy, którzy z pozycji troski o miejsca pracy krytykowali zakaz handlu, mieli rację. Kasjerzy chcieli sobie tylko odpocząć w ostatni dzień tygodnia, a niechcący włożyli sprężynę w handlową rewolucję technologiczną.

Za kilka lat z rozrzewnieniem będą wspominać czasy, w których musieli pomagać klientom z wieszającymi się kasami automatycznymi. Bo pracy dla nich, tak samo, jak i wielu innych zawodów niewymagających wysokich kwalifikacji, będzie po prostu coraz mniej.