Dramat youtuberów. Pandemia napędziła im widzów, ale zarabiają coraz mniej

Youtuberzy oficjalnie dołączają do grona poszkodowanych przez koronawirusa. Twórcy internetowi śrubują wprawdzie rekordy oglądalności, ale nie przekłada się to na zyski z reklam. A właściwie – wręcz przeciwnie.

Pół świata siedzi obecnie zamknięte w czterech ścianach swoich mieszkań. Platformy dostarczające nam domowej rozrywki triumfują. Nasz siostrzany serwis rozrywka.blog podawał, że tylko w Polsce Netflix w wersji na przeglądarki zanotował wzrost o blisko 2 mln użytkowników w porównaniu do marca 2019 roku, VOD.pl o 0,5 mln, a Player.pl o ponad 200 tys.

Bizblog.pl poleca

Ogromną popularnością cieszy się także YouTube. Wrocławska agencja GetHero wzięła pod lupę ponad 100 popularnych twórców z polskiego podwórka i porównała ich zasięgi z okresów 6-12 stycznia i 16-22 marca. Wnioski? Liczba wyświetleń wzrosła o 30 proc. Widzowie spędzali również więcej czasu na oglądaniu klipów – czas wyświetlania wydłużył się o 17 proc.

W skali globalnej wyniki są jednak nie mniej imponujące. „New York Times” podał, że ruch na kanale zwiększył się o 15 proc. I vlogerzy, pranksterzy oraz cała reszta youtubowych twórców byłaby zapewne tym faktem wniebowzięta, gdyby nie to, że… każdego dnia dostaje po kieszeni.

Firmy przycinają budżety

Wszyscy wstrzymują swoje kampanie na YouTube

– tłumaczy medium.com Carlos Pacheco, doradca platformy.

Ze statystyk Interactive Advertising Bureau (IAB) wynika, że 25 proc. marek wstrzymało emisję reklam do połowy 2020 r. Niemal połowa znacznie ograniczyła wydatki. Większość firm jest przekonanych, że koronawirus zaszkodzi branży reklamowej bardziej niż kryzys finansowy z 2008 r.

Według samych youtuberów, zarobki z reklam wyświetlanych przy ich produkcjach lecą na łeb na szyję. CPM, czyli wartość 1000 wyświetleń reklamy, miał spaść od 30 do 50 proc. Tymczasem ponad połowa zysków z banerów reklamowych (55 proc.) trafia do twórców. Platforma zachowuje sobie pozostałe 45 proc.

Co gorsza, youtuberzy stracili także szansę na zdobycie nowych kontraktów na reklamę produktów lub usług na swoich kanałach. Pozamykanych jest większość sklepów, linie lotnicze i biura turystyczne zawiesiły działalność. Mocno obrywa także sektor beauty.

Influencerzy w kropce

Potężny kryzys czeka zapewne całe środowisko influencerów. Wstrząs gospodarczy wywołany koronawirusem sięgnie także do kieszeni twórców Instagrama czy TikToka. Duża część „wpływowiczów” dorobiła się przecież popularności na bywaniu w miejscach, w których warto bywać, stosowaniu filtrów, które trzeba stosować i rzucaniu górnolotnych fraz motywacyjnych, które można dopasować do każdej życiowej okoliczności. A potem nauczyła się przekuwać zasięgi w fortuny, dzięki skutecznemu namawianiu ludzi do robienia zakupów.

W czasach, w których największą cnotą jest siedzenie w domu, trudno jednak szpanować egzotycznymi widokami. Rozpasana konsumpcja coraz częściej zamiast podziwu budzi u obserwujących wściekłość, a motywacyjne wywody rażą brakiem dopasowania do bieżących realiów. Bo jak realizować marzenia, gdy nie można nawet ruszyć się z własnego mieszkania?

Dopiero podczas odpływu okazuje się, kto pływał bez majtek – jak lubi obrazowo mówić słynny inwestor Warren Buffet. Influencerzy przekonają się o tym jak żadna inna branża.