Podwyżka cen węgla w Niemczech to jakiś żart. Jak oni to zrobili, przecież to Polska ma złoża na 200 lat

Prąd w ciągu roku podrożał nam w Polsce ledwo o 5 proc., a średnio w całej UE o 30 proc., a w takiej Estonii to nawet o 130 proc. Gaz? Owszem, za niego płacimy już prawie o połowę więcej niż rok temu, ale Estonia płaci o 210 proc. więcej, a Bułgaria o 100 proc. Tylko ten nieszczęsny węgiel. To niby nasze czarne złoto, prezydent Duda niedawno opowiadał, że mamy go na 200 lat, a okazuje się, że to z nim mamy największy problem i to właśnie u nas drożeje najszybciej, jest o 150 proc. droższy niż rok temu, a w tym czasie w Niemczech podrożał jedynie o 18 proc.

Narzekacie, że ceny energii z powodu wojny w Ukrainie wystrzeliły w kosmos? Wpadacie w panikę, bo media piszą, że ceny gazu są już prawie dwunastokrotnie wyższe niż rok temu i ze zgrozą patrzycie, co będzie dalej?

Właściwie trudno się teraz połapać w tym, co się dzieje z cenami, bo czym innym jest cena tego nieszczęsnego 12-krotnie droższego gazu na holenderskiej giełdzie, a czym innym jest cena, jaką płacą polskie gospodarstwa domowe. 

Pomieszania z oplątaniem można też dostać, myśląc o polskim węglu. Przecież zaledwie kilka lat temu prezydent Andrzej Duda, broniąc naszego narodowego skarbu, opowiadał, że to on daje nam bezpieczeństwo energetyczne, dlatego nie możemy z niego zrezygnować przez jakieś tam ekologiczne dyrdymały. Opowiadał przy tej okazji również, że mamy zapasy węgla na 200 lat, dlatego możemy czuć się bezpiecznie.

Tymczasem zapasy węgla, który może trafić dziś do konsumentów, mamy takie, że nie da się go dziś niemal kupić, a jak się da, to trzykrotnie drożej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Tak właśnie jestem bezpieczni – polskie rodziny ogrzewające domy węglem stoją nad przepaścią. I dopłata do węgla w wysokości 3 tys. zł to najwyżej na otarcie łez może pójść,albo na alkohol, żeby się upić ze smutku i zgryzoty, bo od tego węgla w składach wcale nie przybędzie.

W Polsce jest ciągle taniocha

Ale rozwiejmy ten chaos i wyostrzmy trochę obraz tego, o ile więcej tak naprawdę płacimy dziś za nośniki energii. Jeśli zajrzymy do Eurostatu, to obraz wcale nie jest tak dramatyczny.

Właściwie to jeśli chodzi o ceny prądu, Polska na tle innych krajów jest rajem, bo w czerwcu tego roku za prąd płaciliśmy zaledwie 5,1 proc. więcej niż rok wcześniej, podczas gdy w Niemczech ceny skoczyły o 22 proc., średnio w całej Unii Europejskiej o 29,7 proc., a naprawdę przerąbane mają Estończycy, którym ceny w rok skoczyły o 130 proc. Na drugim miejscu tego rankingu grozy są Holendrzy ze wzrostem cen o 99,7 proc. i Włosi z podwyżką o 81,3 proc.

Bizblog.pl poleca

Trochę gorzej jest z cenami gazu w Polsce. Te w ciągu roku wzrosły już o 47,2 proc. I tu jesteśmy już bliżej unijnej średniej, która wynosi 51,4 proc. – ale wciąż poniżej niej. Niemcy mają trochę lepiej niż my – im ceny wzrosły o 42 proc., na Węgrzech niemal nie drgnęły – wzrost o 0,8 proc. To oczywiście efekt tarcz Viktora Orbana, który odpalił je, by nie złościć ludzi i wygrać spokojnie wybory.

Ale wracając do rzeczy, na drugim biegunie znów są Estończycy, którym ceny gazu wzrosły już o 210 proc., za nimi Bułgarzy – wzrost o 107 proc. i Łotysze – o 106 proc.

Ceny węgla rosną nam najszybciej w Europie 

No i doszliśmy do węgla, który miał nam dawać bezpieczeństwo, a przynosi największy strach tym, którzy ogrzewają nim domy. W Polsce cena węgla w czerwcu 2022 r. była wyższa o 154 proc. w porównaniu do czerwca ubiegłego roku. To jednocześnie oznacza, że jesteśmy krajem, w którym ceny węgla skoczyły najmocniej w całej Unii. Średnia dla UE to bowiem wzrost o 134 proc. 

Chcecie wiedzieć, jak magiczne tarcze Orbana ochroniły Węgrów? Im cena skoczyła tylko o 15 proc. Ale, ale! Niemcom też niewiele więcej – o 18 proc.

Ciekawe, co dziś miałby do powiedzenia prezydent Duda na temat tego, jak to węgiel daje Polakom bezpieczeństwo.

Podwyżki cen energii. Płacz dopiero się zacznie

Ale zostawmy to już i spójrzmy na ceny nośników energii łącznie. Z danych Eurostatu wynika, że w Polsce wzrosły w czerwcu 2022 r. łącznie o 33,8 proc. rok do roku. I to jeszcze nieźle, bo mniej niż nam ceny wzrosły Szwecji, Luksemburgowi, Austrii, Portugalii, Francji, Finlandii, Bułgarii, Chorwacji, Słowacji, Węgrom i Malcie, a więc 11 krajom, za to 16 krajów UE dostało po kieszeni jeszcze mocniej niż my.

W Niemczech czy Hiszpanii wzrost cen nośników energii wyniósł prawie 40 proc., w Grecji i we Włoszech prawie 70 proc., a w Belgii, na Litwie i w Holandii – między 75 proc. a 83 proc. Najgorzej mają Estończycy, gdzie ceny skoczyły o 109 proc.

Czy mamy się cieszyć? Tak, bo zaraz przyjdzie czas na płacz. Te wzrosty to stan na czerwiec 2022 r. Najgorsze prawdopodobnie przed nami, bo jak wynika z pisma prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, do którego dotarło tydzień temu OKO.press, w 2023 r. ceny prądu mogą skoczyć o 180 proc. I to co najmniej. 

Wyobrażacie sobie, co to oznacza, wobec tego, że na razie wzrost to zaledwie 5 proc.? To dobrze, ćwiczenie z wyobraźni wykonane. Teraz wykonajcie kolejne – wyobraźcie sobie, jak radykalnie możecie zacząć oszczędzać prąd!