Wyrok TSUE ws. frankowiczów. Takiego cyrku Polska jeszcze nie widziała

Jeśli, tak jak wszyscy już się spodziewają, Trybunał Sprawiedliwości UE, koło 26 września potwierdzi ogłoszone w maju stanowisko swojego rzecznika generalnego, to banki w Polsce w końcu zapłacą za swój głupi upór. Ja się cieszę jak małe dziecko i w ogóle nie ma znaczenia, że sam za to beknę.

Przez 11 lat w sprawie frankowiczów banki nie zrobiły nic. Zamiast dogadać się z klientami, wolały kombinować. Wszystkie ich działania były pozorowane i służyły utrzymaniu korzystnego status quo. Mając dość, frankowicze poszli do sądu i niestety pierwsze sprawy przegrali z kretesem.

Bizblog.pl poleca:

Przymusowe przewalutowanie i nie tylko

Wszystko zmieniło niedawno, nagle sądy zaczęły orzekać na korzyść kredytobiorców. Na dodatek w maju w sukurs frankowiczom przyszedł rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE, który odnosząc się do zapytania jednego z polskich sądów, wyjaśnił, że sądy nie mogą zmieniać zapisów w umowach kredytowych naruszających interesy klientów, a w ogóle to w przypadku kredytów indeksowanych zobowiązanie i rata powinny być wyrażone w złotych, a oprocentowanie nadal naliczane według stóp procentowe obowiązujące w Szwajcarii.

Stanowisko rzecznika nie jest wiążące, więc wszyscy w Polsce zastygli w oczekiwaniu na orzeczenie TSUE. Ogłoszone ma ono zostać pod koniec września. Sęk w tym, że jeszcze się nie zdarzyło, by rzecznik ogłosił coś, co nie było potem potwierdzone przez Trybunał…

Mam nadzieję, że po wyroku TSUE banki zapłacą w końcu za swój upór i zaniechania, bo nie może być tak, że koszty w tym wypadku ponosi jedna i to ta słabsza strona, której ta druga na siłę wciskała niekorzystne umowy.

Tak, tak wiem, to ja zapłacę, bo podatki, bo banki skasują mnie na wyższe opłaty, marże i niskie oprocentowanie. Ble, ble, mam to w nosie!

Bo banki są takie biedne

W ciągu jedenastu lat, od kiedy frank szwajcarski zdrożał z 1,95 zł (31 lipca 2008 r.) do ponad 4 zł, rata przeciętnego kredytu (300 tys. zł na 30 lat) skoczyła z ok. 1500 do 2000 zł, a jakby tego było mało zadłużenie „szczęśliwca” z taką cud-hipoteką wzrosło – mimo terminowego spłacania rat przez 11 lat – do 410 tys. zł.

Liczba uwikłanych w zobowiązania frankowe spadła, ale wciąż jest ich bardzo dużo. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że z hipoteką we frankach boryka się ok. 450 tys. Polaków (wcześniej 700 tys.). Ich łączne zobowiązania opiewają na 100 mld zł.

W ciągu 11 lat, gdy frank zdrożał ponad dwukrotnie, Komisja Nadzoru Finansowego ograniczyła się jedynie do wydania serii rekomendacji, które doprowadziły do wyeliminowania kredytów walutowych z ofert polskich banków. Owszem dewizowe hipoteki zniknęły, ale frankowicze zostali z problemem. Sami.

Przełomem mógł być „czarny czwartek” 15 stycznia 2015 roku. Gdy Szwajcarzy uwolnili bez uprzedzenia kurs swojej waluty do euro, a ten wystrzelił jak z procy powyżej 5 zł, stało się jasne, że kilkaset tysięcy Polaków z frankowymi hipotekami znalazło się w czarnej… dziurze.

Będąca u władzy PO wyczuła wyborczy potencjał i rzuciła się na pomoc. W końcu jej zapał osłabł, nagle zaczęła rozwadniać pierwotne propozycje, w końcu przestała robić cokolwiek.

Bo koszty za wysokie, bo banki ich nie udźwigną, bo sprawa zbyt skomplikowana… itd.

Bo frankowicze sami chcieli

Przyszły wybory 2016 roku i do batalii o fotel prezydenta z propozycją rozwiązania problemu frankowiczów ruszył Andrzej Duda. I wygrał! Do wywiązania się z przedwyborczych obietnic pomocy frankowiczom zabierał się jednak z ociąganiem.

Wiadomo… Bo koszty za wysokie, bo banki ich nie udźwigną, bo sprawa zbyt skomplikowana…

W końcu przedstawił projekt jednej ustawy, a potem kolejnej. Kilka miesięcy temu ponaglił nawet Tadeusza Cymańskiego, szefa komisji ds. frankowiczów, by ten w końcu zajął się sprawą.

O tym, jakie wpływy mają banki, nawet w PiS, świadczy niesławny finał ustawy frankowej, którą prezydent podpisał w lipcu. Przewiduje ona wydłużenie okresu pomocy z 18 do 36 miesięcy oraz zwiększenie wysokości maksymalnego wsparcia z 1500 zł do 2000 zł miesięcznie, maksymalnie w wysokości 72 tys. złotych. Z ustawy wykreślono jednak zapis o Funduszu Konwersji…

Miał on zostać utworzony ze składek banków. Wysokość wnoszonych wpłat miała być uzależniona od wartości portfela kredytów walutowych i wynosić maksymalnie 0,5 proc. hipotek podlegających restrukturyzacji. Środki te miały być przeznaczone na przewalutowanie kredytów.

Zgłaszając poprawkę wykreślającą Fundusz Konwersji z nowelizacji, Tadeusz Cymański zapewniał, że chcą tego sami frankowicze. Ci zbaranieli… Przecież to nie oni mieli płacić składki na przewalutowanie swoich kredytów…

Przy wijącym się na sejmowej mównicy pośle Cymańskim bankowcy straszący, że korzystny dla frankowiczów wyrok TSUE oznacza, że banki zapłacą 60 mld zł, to… naprawdę szkoda gadać.

Przez tyle lat banki robiły, co mogły, żeby w kwestii kredytów frankowych nic się nie zmieniło. Nie pomagały groźby ani próby polubownego załatwienia sprawy.

Do zmiany nastawienia, że klient ma spłacać kredyt po kursie dwa razy wyższym niż w dniu zaciągnięcia, nie przekonał bankowców ani wzrost wymagań kapitałowych, ani nowelizacja ustawy o wsparciu kredytobiorców walutowych, zwłaszcza po usunięciu zapisów o funduszu konwersji, ani rosnąca liczba pozwów w sądach.

Morawiecki: jaki kryzys?

Ale gdy tylko banki usłyszały, że TSUE może podtrzymać rozwiązanie ogłoszone w maju przez rzecznika generalnego, zalecając przewalutowanie frankowych hipotek na złotówki po kursie z dnia zaciągnięcia, a odsetki naliczać jak dla kredytów we frankach (-0,85 proc. dla CHF vs. 1,75 proc, dla PLN), podniosły rejwach, przekonując, że to zagrozi stabilności finansowej sektora i całego państwa… Ba, uderzyły do samego premiera, przekonując go, by wstawił się za nimi w Brukseli.

I tu się przeliczyły. Usłyszały, że rząd PiS podziela opinię rzecznika TSUE wydaną w maju tego roku i we wrześniu oczekuje jej potwierdzenia przez Trybunał.

Czego tak naprawdę boją się banki? A no tego, że po ogłoszeniu korzystnego dla klientów orzeczenia, ci rzucą się do składania pozwów, mając dość wiszącego u szyi kamienia z napisem CHF.

Niekorzystne rozstrzygnięcia w sądach miałyby właśnie obarczyć sektor bankowy kosztami rzędu 60 mld zł (niektórzy mówią, że trzy-cztery razy mniejszymi). Na Forum Gospodarczym w Krynicy premier Morawiecki odniósł się do sprawy po raz kolejny.

Nie ma obaw, że wyrok TSUE ws. kredytów hipotecznych we frankach wywoła w Polsce kryzys gospodarczy – orzekł w rozmowie z Money.pl. System bankowy w Polsce jest bardzo dobrze dorezerwowany i skapitalizowany. Jestem w kontakcie z KNF i wiem, że sytuacja jest absolutnie stabilna i pod kontrolą – powiedział.

Grunt to dobra zabawa

Tak, tak, już to słyszałem, że to ja zapłacę za przewalutowanie kredytów, bo bank podniesie opłaty, wprowadzi wyższe marże, obniży oprocentowanie…

A wiesz, drogi internauto, że powtarzasz dokładnie to, co nakładli, ci do głowy politycy i bankowcy? I że bardzo im zależy, byś to robił?

Na pewno obiły ci się też o uszy historie o tym, że banki nie zarobiły ani grosza na wzroście kursu franka, a frankowicze to nadziani kasą cwaniacy, którzy dobrze wiedzieli, co w się pakują, podpisując umowy na kredyty walutowe.

I co z tego, że zabulę? Mam to w nosie. Aby obejrzeć taki cyrk, siedząc w pierwszym rzędzie, trzeba machnąć ręką na kasę za bilety i jeszcze wysupłać coś na popcorn.