Jest wyrok TSUE. I co? Banki w histerii, straszą ludzi i szczują ich na frankowiczów. Jestem w szoku

Czy naprawdę ktoś przypuszczał, że Trybunał Sprawiedliwości UE podejmie w sprawie frankowiczów inny wyrok niż ten, który ogłosił w czwartek przed południem? Ludzie, mieszkamy w Europie, a nie w środku syberyjskiej tajgi. Dlaczego zatem banki tak głupio reagują?

Zastanówmy się. Umówiłem się z bankiem, że pożyczam 300 tys. zł. Bank na to: okej, ale oddasz 330 tys. Zgoda. A za pół roku dowiaduję się, że instytucja zaufania publicznego, której zawierzyłem 30 lat swojego życia, żąda ode mnie 700 tys. zł. Przecież to akcja w stylu najbardziej pazernych osiedlowych lichwiarzy, zarzucających sieci na bezbronnych staruszków i za długi zajmujących im mieszkania. Różnica polega na tym, że bankom nie zależało, by zabierać nieruchomości frankowiczom, bo byłoby to równoznaczne z zarżnięciem stada kur znoszących góry złotych jaj.

No i jeszcze jedna ważna różnica. Dla właścicieli kanciap z chwilówkami nie było zmiłuj w sądzie, a czasami i na osiedlu. Frankowiczów wszyscy opuścili. Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Prokurator Generalny, minister sprawiedliwości, premier, prezydent, posłowie i politycy. Nawet sędziowie, do których najbardziej zdesperowani dłużnicy, zwrócili się o pomoc. Ze wszystkich spraw zakończonych do tej pory prawomocnym wyrokiem mniej więcej jedna na dziesięć kończyła się wygraną klienta banku.

Wyrok TSUE. Celny kopniak w czułe miejsce

W końcu nadszedł czarny czwartek 15 stycznia 2015 roku, gdy kurs franka po uwolnieniu przez Narodowy Bank Szwajcarii wystrzelił do 5 zł i stało się jasne, że trzeba coś z tymi frankowiczami począć. Politycy zaczęli kombinować, ale ani oni, ani KNF, nic nie zdziałali. W dużej mierze dlatego, że banki robiły wszystko, żeby nic nie udało się zrobić.

Prof. Elżbieta Mączyńska ma rację: czwartkowy wyrok TSUE to nauczka i dla państwa, i dla banków. Dla tego pierwszego, że dopuściło do sytuacji, w której wykorzystano klientów, dla drugich, że grały nie fair, wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję „instytucji zaufania publicznego”. Wolałbym, żeby to precyzyjnie wymierzony celny kopniak w czułe miejsce. Może wtedy dotarłoby do banków, że czas zmienić ton.

Bizblog.pl poleca:

Czasu, by sprawę rozwiązać polubownie, było aż nadto, ale propozycje wysuwane przez sektor były tak nieatrakcyjne, że może promil klientów decydował się na przewalutowanie kredytów na zaproponowanych przez banki „preferencyjnych warunkach”. Zakładały one udzielenie zgody na przewalutowanie po obecnym kursie, bo wcześniej takiego rozwiązania masowo frankowiczom odmawiano. Na zasadzie:

Podpisałeś umowę, to płać, frajerze

Teraz wszystko może się zmienić. I banki dobrze o tym wiedzą. Nie bez kozery po majowej opinii rzecznika generalnego TSUE apelowały do premiera Morawieckiego, strasząc destabilizacją rynku finansowego, a potem zabiegały o zwołanie niejawnego posiedzenia Komitetu Stabilności Finansowej.

Publikacji, komentarzy i opinii, w których straszono nagłym i trwałym osłabieniem złotego oraz seryjnymi upadłościami banków, nie da się zliczyć. W ciągu ostatnich tygodni pojawiały się ich dziesiątki.

Tracącą na wartości naszą walutę posądzano, że podupada w reakcji na frankowe tsunami, które się rozpęta 3 października. Nieważne, że dokładnie w tym czasie, za sprawą Iranu robiło się gorąco na Bliskim Wschodzie, niemiecki przemysł notował historyczne dno, a swoje dokładał jeszcze Donald Trump i amerykańska gospodarka. Słabe zagrywki, naprawdę.

Chytry bank traci dwa razy

Pewnie będziemy musieli poczekać, zanim sądy przetrawią orzeczenie TSUE, a banki je odczują i w końcu pójdą po rozum do głowy. Jedynym sensownym rozwiązaniem od samego początku było poważne potraktowanie klientów i zaproponowanie im sensownych warunków konwersji toksycznych kredytów. Jak na razie, wygląda na to, że banki niewiele się nauczyły. Nadal próbują napuszczać opinię publiczną na frankowiczów, przekonując, że przecież dobrze wiedzieli, w co się pakują, a inni kredytobiorcy mogliby pomarzyć o takich warunkach, jakie otrzymali „ci krzykacze”. Histeryczna i nieprzemyślana reakcja.

Sytuacja, której tak boją się banki, polega na tym, że teraz to ci frajerzy, którzy dali się nabić w kredyty frankowe mogą zacząć dyktować warunki. Jeśli szybko nie dostaną dogodnych warunków, pójdą do sądu, bo szansa, że wywalczą korzystne rozstrzygnięcie, jest o wiele większa niż przed orzeczeniem TSUE.

Na dodatek banki chyba nie dostrzegają jeszcze jednego ważnego efektu dzisiejszego wyroku. Mam wrażenie, że podkopał on wiarygodność sektora, a nieprzemyślana reakcja tylko wzmacnia ten efekt.