Wyrok TSUE ws. frankowiczów. Prof. Mączyńska ostro: To ma być nauczka dla państwa i banków

Rozmawiamy z prof. Elżbietą Mączyńską, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, o czwartkowym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie kredytów frankowych i konsekwencjach z tym związanych dla polskiej gospodarki i sektora bankowego.

Bizblog.pl: Pani profesor, czy pani zdaniem wyrok będzie stanowić kłopot dla polskiej gospodarki, czy może dodatkowo napędzi popyt konsumpcyjny?

Prof. Elżbieta Mączyńska: Szacunki ekspertów są w tym przypadku zaskakująco rozbieżne. Mówi się o obciążeniu sektora od 25 mld do nawet 120 mld zł. Ta górna granica wydaje się absurdalna, bo przecież wszystkich kredytów frankowych zaciągniętych w naszym kraju jest właśnie na kwotę ponad 120 mld zł. Osobiście zdecydowanie bardziej przychylam się do tej dolnej granicy.

Tak czy inaczej, nie ma cienia wątpliwości, że konsekwencje stanowiska TSUE — o ile faktycznie sprawdzi się z wcześniejszym komentarzem rzecznika Trybunału — będą i nie uda się ich ominąć. Zresztą to wynikało z komunikatu rzecznika TSUE, który nie ukrywał, że wyrok wydany będzie z myślą przede wszystkim o kredytobiorcach. Żadne czynniki gospodarcze nie są brane pod uwagę. Jeżeli faktycznie TSUE wyda wyrok, którego wszyscy się spodziewają, to będzie to bardzo korzystne dla frankowiczów.

Konsekwencje dla gospodarki tak naprawdę już obserwujemy. Wystarczy spojrzeć na spadki notowań banków na giełdzie. A co do konsumpcji: jeżeli frankowicze odzyskają część środków, to będą mogli nimi dysponować i one trafią po prostu na rynek. Jeżeli ten mechanizm byłby automatyczny — wstrząs dla gospodarki byłby bardzo odczuwalny. Ale tutaj każdy przypadek przed polskimi sądami będzie rozpatrywany oddzielnie, więc to wszystko rozłoży się w czasie. Sytuację nieco mogłoby zmienić rozszerzenie wyroku TSUE z kredytów indeksowanych również na te denominowane.

Bizblog.pl poleca:

A czy przy okazji nie ma obaw, że sprawy dotyczące kredytów frankowych zapchają sądy?

Uważam takie obawy za jak najbardziej zasadne. Przecież do tej pory sprawy sądowe zakładało tylko około 2 proc. frankowiczów. I wygrywał jeden na 10. Ale po wyroku TSUE to się zdecydowanie zmieni. Inna sprawa, że w Polsce przez lata bardzo zaniedbaliśmy ekonomiczną analizę prawa, przez co polscy sędziowie nie mają zbyt rozległej wiedzy ekonomicznej. W takim samym stopniu, jak zresztą ekonomiści z kolei nie mają wiedzy prawnej. Wyjątkiem bodaj jest tylko Szkoła Główna Handlowa w Warszawie.

Na zachodzie Europy tej analizie poświęca się zdecydowanie więcej czasu. Trudno się też dziwić, że przez to nasi sędziowie czują niedosyt wiedzy ekonomicznej, a ekonomiści — prawnej. Zdecydowanie najbardziej wyrok TSUE ucieszy jednak kancelarie prawne, które już teraz licząc przyszłe zyski, zacierają ręce.

Ktoś będzie ukarany, a ktoś zyska. Całkiem jak w życiu…

Od początku wiadomo było, że wyrok TSUE w sprawie kredytów frankowych będzie asymetryczny. Stanowisko rzecznika Trybunału nie pozostawało złudzeń: to ma być kara głównie dla państwa, które doprowadziło do takiej sytuacji. Bo prawda jest taka, że to nikt inny, jak właśnie państwo miało uregulować pewne zasady, które później stałyby się standardem, także przy okazji rozstrzygania sporów sądowych.

Zakładając cały czas taki, a nie inny wyrok TSUE można jednoznacznie stwierdzić, że będzie on stanowić wyraźny problem dla polskiego sektora bankowego? Jak banki sobie poradzą z tym wyzwaniem?

Duże banki, jak chociażby PKO Bank Polski, poradzą sobie z tym lepiej. Dla tych mniejszych może to być już trudniejsze zadanie. Być może będziemy świadkami sytuacji, w której banki pozbawione garbu kredytów frankowych nie będą chciały współpracować w jakiś obszarach z tymi, którzy będą mieć takie obciążenie.

W skrajnie pesymistycznym scenariuszu, którego osobiście nie zakładam, możliwy jest też efekt domina. Warto przy okazji zastanowić się, jaki może być odbiór u tych, którzy wzięli kredyty złotówkowe. Wtedy możemy mieć często do czynienia z pewnego rodzaju hazardem moralnym.

Czy uważa pani, że walutowe hipoteki będą jeszcze w Polsce popularne? Co by musiało się stać, żeby tak faktycznie było? A może z tej lekcji nie wyciągniemy żadnej nauki?

Ta sytuacja jest przede wszystkim nauczką dla systemu edukacji w obszarach prawa i ekonomii. Z tego kryzysu powinna też narodzić się korzyść w postaci zmuszenia wszystkich stron, w tym takich instytucji państwowych jak chociażby Komisja Nadzoru Finansowego czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów — do formułowania przyszłych regulacji mających za zadanie zapobiegać podobnym sytuacjom.

Kredyty walutowe absolutnie nie powinny być zabronione. Mamy jednak wolność gospodarczą. W każdej niedobrej sytuacji jest element nauki. Nie inaczej jest w tym przypadku. Wyrok TSUE powinien być nauką dla państwa, banków, a także dla samych kredytobiorców.