Uważacie, że ponad 5 tys. średniej to abstrakcja? Najczęstsza pensja to 2,3 tys. zł brutto

2379,66 zł brutto, czyli nieco ponad 1,7 tys. zł na rękę to najczęstsze wynagrodzenie wypłacane w Polsce. Widzicie różnicę? Nie średnie, tylko najczęstsze, zwane też fachowo dominantą. GUS publikuje te dane rzadko i z dużym opóźnieniem, ale dominanta i mediana to znacznie ciekawsze wskaźniki niż abstrakcyjna średnia pensja, którą niektórzy tak chętnie obrazują „puchnące portfele Polaków”.

„Najczęstsze miesięczne wynagrodzenie ogółem brutto otrzymywane przez pracowników zatrudnionych w gospodarce narodowej wynosiło w październiku 2018 r. 2379,66 zł (dominanta)” – pisze Główny Urząd Statystyczny w środowym komunikacie.

Bizblog.pl poleca:

W październiku 2018 roku? Przecież to jakieś 10 lat temu – ktoś powie. Wyliczenie najczęstszego wynagrodzenia wymaga od statystyków więcej pracy niż podanie średniej, stąd półtoraroczne opóźnienie. To i tak bardzo przydatne dane, które sporo mówią o realiach polskiego rynku pracy.

Opublikowane przez GUS dane dotyczą nieco ponad 8,4 mln zatrudnionych, którzy przepracowali u swoich pracodawców cały październik 2018 roku. Około 30 proc. tych osób to pracownicy sektora publicznego, a pozostali pracowali w sektorze prywatnym.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w październiku 2018 roku wyniosło 5003,78 zł Zarobki brutto to oczywiście jakaś księgowa abstrakcja, więc przełóżmy to na kwotę netto: 3 553,16 zł.

Mediana, głupcze

GUS podaje jeszcze jedną kwotę: 4094,98 zł brutto, czyli 2 919,54 zł netto. Tyle wyniosła w październiku 2018 roku mediana zarobków w gospodarce narodowej. Innymi słowy, połowa pracowników z opisywanej grupy 8,4 mln osób zarabiała więcej, a druga połowa – mniej.

Mediana mówi nam najwięcej, ile zarabia typowy pracownik w Polsce.

To wciąż znacznie więcej niż dominanta, czyli najczęstsza pensja w październiku 2018 roku. Było to 2379,66 zł, czyli 1 724,61 zł netto. Poniżej tej kwoty zarabiało 13 proc. pracowników.

Anormalna sytuacja w polskiej gospodarce. Na naszych oczach zmieniają się prawa rządzące ekonomią

To dobitnie pokazuje, jaką abstrakcją jest tak zwane średnie wynagrodzenie według GUS. Pisałem o tym w listopadzie, ale z przyjemnością wrócę do tego tematu.

Użyteczność komunikatów na temat przeciętnego wynagrodzenia ogranicza się w zasadzie do ustalania przez rząd wysokości składek ZUS płaconych przez przedsiębiorców, osób na wychowawczym czy do ustalania rocznego limitu składek emerytalno-rentowych, czyli tak zwanego limitu 30-krotności.

Niestety dane statystyczne na temat przeciętnego wynagrodzenia Polaków są tak fatalnie skonstruowane, że o prawdziwej sytuacji na rynku pracy mówią bardzo niewiele.

Brutto, czyli kwota czysto księgowa

Posługiwanie się kwotą brutto powinno być zarezerwowane dla urzędników resortu rodziny i pracy, ZUS-u czy księgowych. Użyteczność tego parametru dla zwykłych obywateli jest znikoma. Jest to bowiem jedynie wirtualny, księgowy parametr, który w naturze, czyli w przepływach pieniężnych pomiędzy obywatelami, nie występuje.

GUS podając kwotę przeciętnego wynagrodzenia, mówi jedynie o osobach pracujących na umowę o pracę. Kwota brutto nie mówi bowiem, ile na rękę dostaje pracownik (dużo mniej), ani jego pracodawca (dużo więcej).

Kolejny problem jest taki, że pod używanym przez GUS terminem „przeciętne wynagrodzenie” w podawanych kwartalnie danych kryje się „przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej”. To dane, które są zawężone do osób pracujących na etacie, a dodatkowo tylko w podmiotach (firmach, instytucjach), które zatrudniają (na umowę o pracę) co najmniej 10 osób.

Meandry płacy brutto

GUS podaje też comiesięczne dane o przeciętnym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw, ale i tutaj brane są pod uwagę tylko te firmy, które zatrudniają na umowę o pracę co najmniej 10 osób. Wyłączone są więc setki tysięcy firm z sektora MŚP, który stanowi główny trzon polskiej przedsiębiorczości.

Na czym polega największy problem ze średnią? Jak pisał w Bizblog.pl Rafał Hirsch, „jeśli w jakiejś grupie dziesięcioosobowej ktoś zarabia 500 tysięcy, a pozostałych dziewięć osób zarabia 1800 zł, to w tej grupie średnia płaca wynosi 51,6 tysięcy złotych, czyli 28 razy więcej niż zarabia 90 proc. osób w tej grupie”.