Coraz rzadziej płacimy gotówką, więc miedziaki tracą rację bytu. Co zrobić z zapasem drobnych?

Płatności zbliżeniowe czy Blikiem stały się w Polsce tak popularne, że wiele osób zrezygnowało z noszenia tradycyjnego portfela wypełnionego banknotami i monetami. Paradoksalnie liczba nie tylko banknotów, ale też monet w obiegu wciąż rośnie. Wiele z tych monet od dawna zalega w szufladach czy słoikach w naszych domach i niewiele jest z nich pożytku. Warto się ich pozbyć, tylko jak?

Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w połowie bieżącego roku w obiegu było aż 3,1 mld banknotów i 21,4 mld monet. Piszę „aż”, bo w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba tych środków płatniczych bardzo się zwiększyła. Dla porównania w połowie 2012 roku w obiegu było 1,2 mld banknotów i 12,2 mld monet.

Można by się spodziewać, że wraz z rozwojem płatności elektronicznych liczba „fizycznych” pieniędzy w Polsce zmniejsza się, ale jest dokładnie na odwrót. Banknoty i monety wciąż są podstawowym środkiem obrotu pieniężnego i z każdym rokiem na rynku jest ich więcej – zarówno pod względem liczby, jak i wartości nominalnej.

Bizblog.pl poleca

Skutkiem ubocznym zwiększania liczby monet w obiegu jest fakt, że coraz więcej – zwłaszcza najdrobniejszego – bilonu wcale nie przechodzi z rąk do rąk, lecz pozostaje „zdeponowana” w różnych skrytkach w naszych domach. Wiele osób ma już tak pokaźną kolekcję takich monet, że upłynnienie ich w czasie normalnych zakupów nie wchodzi w grę, więc pozostaje wizyta w banku.

Bez liczarki bilonu ani rusz

Problem polega na tym, że w większości oddziałów komercyjnych banków pomysł wymiany całego wora jednogroszówek nie spotka się z entuzjazmem pracowników. Możemy się spodziewać, że kasjer odmówi przyjęcia tak dużej ilości bilonu i odeśle nas do oddziału wyposażonego w liczarkę bilonu.

Problem polega jednak na tym, że banki komercyjne zwykle za taką usługę pobierają opłatę, co często może oznaczać, że taka operacja staje się zupełnie nieopłacalna. Na szczęście jest alternatywa, a chodzi o samoobsługowe urządzenia do zamiany monet, które w swoich 16 oddziałach wojewódzkich ma Narodowy Bank Polski.

Operacja jest dość prosta. Na specjalną tackę w takim automacie po prostu wsypujemy monety o dowolnym nominale, czyli od 1 gr do 5 zł i rozpoczyna się liczenie. Trzeba jednak pamiętać, że nie są obsługiwane monety kolekcjonerskie, a nasza kolekcja monet nie może być wzbogacona o spinacze, guziki czy inne przypadkowe przedmioty.

Blik i już

Gdy maszyna skończy liczyć nasze monety, dostajemy wydruk i udajemy się z nim do kasy, gdzie możemy poprosić o wypłatę w banknotach. Znacznie wygodniejsze będzie jednak skorzystanie z Blika – wpisujemy w automacie sześciocyfrowy kod, a pieniądze od razu lądują na naszym rachunku bankowym. W przypadku korzystania z Blika wartość wymienianych monet musi zawierać się w przedziale 11 gr – 2000 zł.

Istnieją jednak pewne ograniczenia. Usługa zamiany monet w oddziałach NBP skierowana jest do klientów indywidualnych, dlatego od operacji zmiany do 10 tys. zł, dokonywanych w ciągu dwóch tygodni nie jest pobierana opłata. Gdy jednak przekroczymy tę wartość, pobierana jest opłata 5 proc. całej sumy. Wymianę drobnych sum możemy przeprowadzić anonimowo, ale gdy licznik przekroczy 2 tys. zł, trzeba się wylegitymować. Dotyczy to też klientów, którzy korzystają z liczarki w sposób powtarzalny.