Prezydenta Brazylii przezywają już Kapitan Piła Łańcuchowa. Wycina Puszczę Amazońską, aż wióry lecą

Wycinka Puszczy Amazońskiej nie była nigdy jeszcze prowadzona na taką skalę. Ale prezydent Brazylii chce ją jeszcze przyspieszyć. Dlatego na miejsce szefa instytucji monitorującej wylesienie puszczy zatrudnił wojskowego kolegę.

Naukowcy z Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu zgodnie twierdzą, że wzrost temperatur na całej Ziemi jakoś szczególnie Puszczy Amazońskiej – zwanej zielonymi płucami globu – nie zagraża. Oczywiście systematyczne zmniejszanie się ilości opadów jej zaszkodzi, jak wszystkim drzewom. Ale o wymieraniu nie ma mowy. Zdecydowanie większym zagrożeniem, namacalnym dla Puszczy, jest działalność człowieka, która prowadzi do wylesienia.

Wycinka Puszczy Amazońskiej niestety przyspiesza

Jeżeliby porównać tegoroczny lipiec do ubiegłorocznego, to z zalesionych terenów Puszczy Amazońskiej zniknął obszar aż o 278 proc. większy. Mowa jest o zniszczeniu 2253 km kw. roślinności. To dwa razy więcej powierzchni niż zajmuje Los Angeles. 

Zielone płuca globu zajmują w sumie 5,5 mln km kw. na obszarze 9 krajów. Ale ok. 60 proc. puszczy leży na terenie Brazylii i dlatego tam podejmowane są kluczowe decyzje. Tymczasem ten rok ma być pierwszym od pięciu lat, w którym Brazylia może stracić lasy zajmujące większy obszar niż Londyn.

Dzieje się tak za sprawą prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro, który dzięki swojemu umiłowaniu do wycinania drzew zyskał już pseudonim Kapitan Piła Łańcuchowa. Już w kampanii wyborczej nie bał się pogardzać kwestiami związanymi z ochroną przyrody i niczym swego czasu Donald Trump kpić ze zmian klimatycznych. Teraz wychodzi na to, że nie na żarty przechodzi od słów do czynów. 

Od teraz kolega-wojskowy będzie właściwie patrzył w kamery

Przerażające dane o postępującej coraz bardziej wycince Puszczy Amazońskiej przekazał Brazylijski Narodowy Instytut Badań Kosmicznych (INPE), który zaprezentował jednoznaczne zdjęcia satelitarne. Wychodzi jednak na to, że obecny prezydent Brazylii jest zwolennikiem teorii faktów dokonanych. Tym samym, gdyby zdjęć satelitarnych ukazujących, jak Puszcza Amazońska znika nie było w ogóle, to nie trzeba byłoby się tym zajmować. 

Idąc tym tropem rozumowania Jair Bolsonaro uznał, że największa wina za to, że świat obiegła informacja o wylesieniu zielonych płuc globu spoczywa na barkach szefa INPE, który miał „manipulować danymi”. No bo przecież, jakby zdjęć nie pokazał, to byłoby w tym temacie dalej cicho. A tak to niepotrzebny rozgardiasz się zrobił. Dlatego na nowego szefa INPE prezydent Brazylii zatrudnił kolegę z wojska Darctona Policarpo Damiao, który od teraz ma przekazywać tylko dobre dane dla brazylijskiego rządu.

Bo to jest spisek skierowany w całą Brazylię

Prezydent Jair Bolsonaro idzie utartą już dawno polityczną drogą, na której popularność tłumów zyskuje się kreśląc wszędzie wyimaginowanego wroga. Wycinka Puszczy Amazońskiej to kolejny przykład tej taktyki. Prezydent Brazylii uznał, że dotychczasowy szef INPE to kłamca, który współpracuje z jakąś organizacją pozarządową. I ich prawdziwym celem jest zmiana władzy w kraju.

Liczby zostały wyrzucone, jak mi się wydaje, w celu trafienia w nazwę Brazylii i rządu – nie ma wątpliwości Bolsonaro.

Prezydent Brazylii utrzymuje, że kwestia Puszczy Amazońskiej jest wewnętrzną sprawą Brazylii. Nie przekonują go argumenty o roli tego niezwykłego lasu deszczowego na cały ziemski ekosystem. 

Rozumiemy znaczenie Amazonii dla świata, ale Amazonia jest nasza. Nie będzie już więcej polityki takiej, jaką widzieliśmy w przeszłości. Ta była katastrofą dla wszystkich. Zachowujemy więcej lasów deszczowych niż ktokolwiek inny na świecie. Żaden kraj nie ma moralnego prawa mówić o Amazonii. Zniszczyliście swoje własne ekosystemy – stawia sprawę jasno Bolsonaro.

Presja? A nuż pomoże, na pewno nie zaszkodzi

To co obecny prezydent Brazylii myśli o zmianach klimatycznych można było wywnioskować jeszcze w zeszłym roku, po zwycięskich październikowych wyborach, ale jeszcze przed oficjalnym podjęciem urzędu z początkiem 2019 r. Wtedy nagle Brazylia zrezygnowała z organizacji tegorocznego szczytu klimatycznego ONZ. W roli gospodarza wystąpi za to Chile.

Ale mimo tak nieprzejednanego stanowiska Jaira Bolsonaro brazylijskie organizacje pozarządowe, w tym ekologiczne, apelują o wywieranie jak największej presji. Właśnie podczas COP25 międzynarodowa społeczność powinna domagać się dokładnego i jawnego monitorowania Puszczy Amazońskiej. 

Nie bez znaczenia ma być także postawa samej Unii Europejskiej, która jest dla brazylijskiego eksportu drugim rynkiem zbytu. Tymczasem jeżeli wołowina, czy soja pochodzą z terenów nielegalnie wyciętych – nie powinny trafiać na Stary Kontynent. 

Nie pierwszy raz polityka zakłada na ekologię chomąto

Dzisiaj pochłaniająca co roku ponad pół miliarda ton dwutlenku węgla z atmosfery Puszcza Amazońska ma w kontekście zmian klimatycznych jedno z kluczowych znaczeń. Naukowcy już nie zastanawiają się, kiedy zaczniemy odczuwać skutki nierozważnego działania człowieka, ale bardziej pochylają się nad tym, jak długo trzeba będzie walczyć z klimatycznymi przeciwnościami.

Niestety przykład prezydenta Brazylii potwierdza, że na przeszkodzie niezbędnych do przeprowadzenia zmian może stanąć polityka. Z podobnym zakrzywianiem rzeczywistości mieliśmy do czynienia przy okazji COP24, organizowanego w Katowicach. Mimo że cały świat dudni wręcz o konieczności pożegnania się z węglem, uczestników tego Szczytu Klimatycznego ONZ witała orkiestra górnicza. A prezydent Polski Andrzej Duda wywołał niemałą konsternację mówiąc, że nasz kraj z węgla nie zrezygnuje nigdy, bo „węgiel nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu i postępem technologicznym w tym zakresie”.