Niesłychany wyczyn Joe Bidena. Andrzej Duda ani Rafał Trzaskowski nigdy by tak nie zrobili

Muszę przyznać, że niesamowicie mi zaimponował ostatnio Joe Biden, kandydat Partii Demokratycznej na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Biden jest w tej chwili faworytem tegorocznych wyborów, a przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć obserwując sondaże, które dają mu obecnie mniej więcej 10 punktów procentowych przewagi nad Trumpem (w relacji 50:40). Oczywiście pamiętamy, że w starciu z Hillary Clinton Trump w sondażach wypadał jeszcze gorzej, a potem wygrał, więc do tego, kto jest faworytem trzeba podchodzić bardzo ostrożnie.

Ale chodzi mi o to, że Joe Biden nie jest malowniczym marginesem, tylko jest kandydatem głównym, w samym centrum amerykańskiej polityki. I ma spore szanse na zwycięstwo. Będąc w takiej sytuacji Joe Biden na spotkaniu ze swoimi darczyńcami, biznesmenami, milionerami, którzy sponsorują mu kampanię wyborczą, powiedział im głośno i prosto w oczy, że jeśli wygra, to podniesie podatki.

Przyszedł do poważnych ludzi z poważnymi pieniędzmi i powiedział im:

Dajcie mi swoje miliony na kampanię, a jak wygram, będę zabierał wam większą niż obecnie część waszych dochodów.

Powiedział im jasno, że zapewne wielu z nich się to nie spodoba, ale zamierza polikwidować wiele możliwości optymalizacji podatkowych związanych na przykład z zyskami kapitałowymi. I okazuje się (tak przynajmniej donosiła stacja CNBC) on zebrał na tym spotkaniu ponad 2 miliony dolarów.

A milionerzy na to: wchodzimy w to

Podejrzewam, że mają parę powodów, dla których podwyżka podatków ich nie przeraża ani nie zniechęca. Po pierwsze Biden mówi, że obniżki Trumpa były nieodpowiedzialne i doprowadziły do kosmicznego wystrzału deficytu budżetowego w USA. To prawda. W tym roku budżetowym (który w USA zaczyna się od października) deficyt ma sięgnąć aż 4 bln dolarów, czyli kilkunastu procent PKB.

Oczywiście ten rok jest wyjątkowy z powodu koronawirusa, ale deficyt w 2019 wynosił blisko bilion dolarów, czyli prawie 5 procent PKB.

W czasach praktycznie braku bezrobocia i na szczycie koniunktury. Swoją drogą kolejny już raz potwierdziło się to, co było widać już wcześniej za Reagana czy Busha: nie istnieje mechanizm, zgodnie z którym obniżka podatków prowadzi do zwiększenia wpływów podatkowych.

Republikanie obniżając podatki, twierdzą, że wywoła to ożywienie gospodarcze, dzięki któremu wpływów będzie więcej i zawsze po tych obniżkach tego ożywienia nie ma, a zamiast wzrostu wpływ jest wzrost deficytu. Po drugie większość korzyści z obniżek podatków w czasach Trumpa płynie do kieszeni tych naprawdę najbogatszych, ułamka procenta na samym szczycie piramidy dochodów.

„Zwykły milioner” z niższych podatków może tych korzyści nie mieć wcale tak dużo

A nawet zupełnie ich nie odczuwać. Może za to mieć związane z tym poczucie niesprawiedliwości.

Po trzecie, biorąc pod uwagę to, co dzieje się ostatnio w USA, zarówno w związku z koronawirusem, jak i zabójstwem George’a Floyda i ruchem Black Lives Matter, bogacze mogą dostrzegać bardziej niż wcześniej, że warto inwestować także w społeczeństwo, bo jak się tego nie robi zbyt długo, to wystarczy iskra w postaci podwyższonego poczucia krzywdy i społeczeństwo w końcu zakłada kominiarki i zaczyna palić sklepy.

Bizblog.pl poleca

Albo tak jak w Wielkiej Brytanii, podejmuje w referendum decyzję oznaczającą potężne kłopoty dla wszystkich biznesów tym kraju.

Warto inwestować w usługi publiczne, choćby po to, by mieć lepszy system ochrony zdrowia.

Co więcej: warto inwestować w socjal

Bo jeśli to poprawia nastrój wśród konsumentów (a skoro mają więcej pieniędzy, to powinno poprawiać), to znaczy, że większy będzie też popyt na rynku, a perspektywa większego popytu jest dla przedsiębiorców dobra. Nawet więcej: taka perspektywa jest znacznie ważniejszym warunkiem podejmowania przez nich inwestycji w rozwój i zwiększanie skali działania niż same tylko obniżki podatków.

Aby te wszystkie usługi poprawiające jakość życia konsumentów sfinansować, potrzebne są zazwyczaj nieco wyższe podatki. Oczywiście, nie należy z ich wysokością przesadzać, ale dziś wszystko wskazuje na to, że to Trump z nimi przesadził, ale w drugą stronę i nic w związku z tym nie osiągnął. Poza deficytem.

Może dlatego Biden jest w stanie przekonać tych bogatszych, że wycofanie się z nadmiernych i niewiele wnoszących do obrazu gospodarki obniżek podatków ma sens. Może także dlatego wzrost jego popularności w sondażach, pomimo często wyrażanych przez analityków giełdowych obaw, nie wywołuje na razie popłochu na nowojorskiej giełdzie (chociaż oczywiście możliwe też, że giełda nadal obstawia, że to Trump wygra, a Biden przegra).

W każdym razie, niezależnie od tego, kto tam u nich wygra, czym innym jest zrobienie sobie analizy i wyliczeń dotyczących tego, jakie powinny być w kraju podatki, a czym innym jest jasne i klarowne postawienie sprawy i powiedzenie na głos w samym środku kampanii wyborczej, że się podatki zamierza podnieść.

Coś absolutnie niesamowitego moim zdaniem. W Polsce zupełnie nie do pomyślenia. Zresztą przecież nie tylko w Polsce. To generalnie na świecie jest nie do pomyślenia. A on to właśnie zrobił. Ciekawe, czy mu to pomoże, czy zaszkodzi.

Rafał Hirsch – dziennikarz ekonomiczny, nagradzany między innymi przez NBP (Najlepszy dziennikarz ekonomiczny 2008) i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (Heros Rynku Kapitałowego 2012). Współtwórca m.in. TVN CNBC i next.gazeta.pl. Obecnie współpracownik Business Insidera i Tok FM.